Takie se tam...
Piszem bo chcem
0 obserwujących
52 notki
16k odsłon
  72   0

Człowiek w lustrze

artykuł Chrisa Hedgesa


Człowiek w lustrze


W kulturze celebryckiej niszczymy to, co czcimy. Komercyjną eksploatację śmierci

Michaela Jacksona zaaranżowały te same siły korporacyjne, które doprowadziły go do

szaleństwa. Pozbawiony dzieciństwa i otoczony przez sępy żerujące na jego lękach i

słabościach, mężczyzna był do tego stopnia opętany nienawiścią wobec samego siebie, że

wyrył swoją afroamerykańską twarz w kaukaskiej masce śmierci i ukrył dewiację seksualną

za wizerunkiem Piotrusia Pana. Nie potrafił odseparować publicznego „ja” od prywatnego.

Stał się towarem na sprzedaż, produktem do wyzyskiwania i manipulowania. Został

zainfekowany moralnym nihilizmem i rozpadem osobowości, które są rdzeniem naszej

kultury korporacyjnej. Jego fantazje o wiecznym dzieciństwie, mania królewskiej wielkości i

desperackie, oszpecające dążenie do fizycznej przemiany stanowiły wyraz naszych

zaprogramowanych pragnień. Jackson był skrajnym odbiciem nas samych.

Nabożeństwo żałobne „Króla popu” – rewię z trumną – obejrzało 31,1 miliona telewidzów.

Ceremonia, na którą złożyły się występy i hołdy złożone przez Stevie’go Wondera, Brooke

Shields i inne gwiazdy, transmitowało na żywo 19 najważniejszych nadawców medialnych.

Był to ostatni odcinek serialu o Michaelu Jacksonie. W finale córkę denata Paris

postawiono przed mikrofonem, by powspominała zmarłego tatę. Po wypowiedzeniu kilku

słów musiała podporządkować się reprymendzie Janet Jackson: Mów głośniej. Gdy głos

dziewczynki załamał się, dorośli poprawili mikrofon, abyśmy mogli usłyszeć jej szloch.

Tłum klaskał. Było to odrażające echo tego, co zrujnowało jej ojca.

Najbardziej lubimy historie „z życia wzięte” — wczesna sława, szalony sukces, a potem

długa, groteskowa i makabryczna katastrofa. Perypetie O.J. Simpsona były nieco

spokojniejszą wersją tej samej fabuły. Pod koniec życia Jackson tonął w długach,

konfrontował się z siedmioma oskarżeniami o molestowanie nieletnich i dwoma o podanie

środka odurzającego z zamiarem popełnienia przestępstwa. Choć wielu z nas egzystuje w

prywatnym piekle – zmaga się z miażdżącym zadłużeniem, utratą statusu i depresją –

żywiliśmy się jego fizyczną i psychiczną dezintegracją.

Ponury dramat życia osobistego Jacksona idealnie współgrał z dramatami, które toczą się

na ekranach telewizyjnych i kinowych. Doniesienia o „prawdziwym życiu” celebrytów są

pożywką dla programów informacyjnych. W wiadomościach przystojny narrator snuje

opowieść z gwiazdą w roli głównej, złoczyńcą, postaciami drugiego planu i zaskakującym

zakończeniem. Opinia publiczna chłonęła „doniesienia” o Jacksonie – zwłaszcza te

traktujące o jego wygnaniu i upadku – które pod względem dramaturgicznym często

przewyższały większość utworów beletrystycznych. W „451 stopni Fahrenheita”, powieści

Ray’a Bradbury’ego o przyszłej dystopii, ludzie całymi dniami wpatrują się w gigantyczne

monitory, na których emitowane są sceny pościgów policyjnych i aresztowań. Pisarz

rozumiał, że wymyślone przez scenarzystów, efektownie opakowane i sfilmowane życie

stało się najbardziej absorbującą formą rozrywki. A Jackson był wielkim widowiskiem.

Zasłużył na wielki finał.

Twórcami publicznego wizerunku Jacksona byli agenci, publicyści, spece od marketingu,

promotorzy, scenarzyści, producenci telewizyjni i filmowi, reklamodawcy, realizatorzy

wideo, fotografowie, ochroniarze, reżyserzy nagrań, dyktatorzy mody, trenerzy fitness,

ankieterzy, spikerzy i osobowości telewizyjne. To oni pociągają za sznurki marionetek na

skonstruowanej przez siebie scenie, która generuje zyski ze sprzedaży sensacji. To oni

zamienili Jacksona w mienie – zaczęli, gdy był dzieckiem, a skończyli, gdy był zwłokami

zamkniętymi w pozłacanej trumnie za 15 000 dolarów. Bez zabiegów tej armii pomocników i

pośredników nikt nie osiągnie statusu celebryty, żaden kulturowy miraż nie zostanie

połknięty przez gawiedź jako kęs rzeczywistości. Producenci ze Staples Center w Los

Angeles zadbali o to, aby 18 000 żałobników i liczna widownia telewizyjna (nawet BBC

poświęciła trzy godziny na relację z „ostatniego pożegnania”) obejrzała ten „podnoszący

na duchu” spektakl rozrywkowego teatru osobliwości.

Pogrzeb był świętem celebrytów. Podczas projekcji albumu fotografii zobaczyliśmy

wyświetlone po sobie zdjęcia Jacksona ściskającego dłoń Nelsona Mandeli i obejmującego

Kermita Żabę z Muppet Show. Sława sprowadza wszystkie znane postacie i

indywidualności do tego samego poziomu. Sława stanowi swój własny mianownik. Każda

opowiedziana anegdota, każde przywołane wspomnienie o zmarłym zdawało się

potwierdzać, że wiodąc żywot gwiazdy, nie masz pojęcia, kim jesteś. Dzisiaj to celebryci są

miarą naszego życia. Mamy być tacy jak oni. Naśladujemy ich wygląd i zachowanie.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale