Pan Igor Janke w swoim dzisiejszym wpisie (http://jankepost.salon24.pl/2938,index.html) powiedział tak:
"(...) bankowość to inna historia. Tu potrzebna jest bardzo fachowa wiedza. I bardzo konkretne doświadczenie. "
Dotknął w ten sposób, zapewne nieświadomie, bardzo ważnego tematu związanego bezpośrednio z demokracją. Dał jej kopniaka, choć jak sądzę nieświadomie, bo sprawia wrażenie człowieka będącego zwolennikiem tego ustroju.
Chodzi mi o kwestię kompetencji w demokracji.
Okazuje się, że w demokracji nie potrzeba w zasadzie żadnych kompetencji gdziekolwiek. W demokracji kompetencje się nie liczą, a to, co nazywamy "kompetencjami" to bardzo starannie wypracowany "image", czyli obraz człowieka jaki przedstawiają media.
W kilku moich poprzednich wpisach grzmiałem na pomysł postawienia Marcinkiewicza na czele PKO BP, bo to właśnie stanowisko pełnił kiedyś mój Tato i wiem, jak wiele wymaga ono zaangażowania i wiedzy, by je pełnić sumiennie i z korzyścią dla instytucji. Już chyba przestanę tak grzmieć, bo troszkę głębiej sprawy sobie przemyślałem.
Zacznijmy od podstaw.
Demokracja to system, w którym uznano, że prawa powinny być tworzone przez przedstawicieli ludzi, których będą dotyczyć. Założenie było takie, że ludzie, świadomi swoich potrzeb i możliwości wybiorą ludzi, którzy będą zgodnie z wolą wyborców tworzyli system dla dobra ogółu.
Wprowadzenie w życie tych idei miało za efekt kilka różnych zjawisk.
"(...) bankowość to inna historia. Tu potrzebna jest bardzo fachowa wiedza. I bardzo konkretne doświadczenie. "
Dotknął w ten sposób, zapewne nieświadomie, bardzo ważnego tematu związanego bezpośrednio z demokracją. Dał jej kopniaka, choć jak sądzę nieświadomie, bo sprawia wrażenie człowieka będącego zwolennikiem tego ustroju.
Chodzi mi o kwestię kompetencji w demokracji.
Okazuje się, że w demokracji nie potrzeba w zasadzie żadnych kompetencji gdziekolwiek. W demokracji kompetencje się nie liczą, a to, co nazywamy "kompetencjami" to bardzo starannie wypracowany "image", czyli obraz człowieka jaki przedstawiają media.
W kilku moich poprzednich wpisach grzmiałem na pomysł postawienia Marcinkiewicza na czele PKO BP, bo to właśnie stanowisko pełnił kiedyś mój Tato i wiem, jak wiele wymaga ono zaangażowania i wiedzy, by je pełnić sumiennie i z korzyścią dla instytucji. Już chyba przestanę tak grzmieć, bo troszkę głębiej sprawy sobie przemyślałem.
Zacznijmy od podstaw.
Demokracja to system, w którym uznano, że prawa powinny być tworzone przez przedstawicieli ludzi, których będą dotyczyć. Założenie było takie, że ludzie, świadomi swoich potrzeb i możliwości wybiorą ludzi, którzy będą zgodnie z wolą wyborców tworzyli system dla dobra ogółu.
Wprowadzenie w życie tych idei miało za efekt kilka różnych zjawisk.
Pierwsze, to to, co można ogólnie podsumować podobno sowieckim powiedzeniem: "Chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zawsze" i odnosi się to jakby do całosci efektów wprowadzenia i rozwoju demokracji.
Drugim zjawiskiem jest coś, co moim zdaniem jest najbardziej przerażającym efektem systemu. Jest to całkowite lekceważenie wiedzy, umiejętności i doświadczenia przy sprawowaniu władzy.
Władzę sprawują ludzie, którzy mogli nigdy być do tego nie przygotowani. Ludzie, którzy mogą w ogóle nie umieć tego robić. Ludzie, którzy mogą wręcz nie rozumieć tego, co robią. Najdziwniejsze jest to, że pomimo, że tak właśnie się to odbywa, to jednak to wszystko jakoś funkcjonuje. Funkcjonuje oczywiście źle i jest coraz gorzej, władza musi cały czas działać na zasadzie walki z "CZYMŚ" - z układem, z bezrobociem czy co tam jeszcze wymyślimy, ale ogólnym efektem jest to, że wszystko działa coraz gorzej, że ludziom przyzwoitym jest coraz bardziej wstyd za tych, którzy nimi rządzą.
Wiem, jakim zadaniem jest uczciwe zarządzanie bankiem PKO BP tak, by instytucja ta działała dobrze i skutecznie. Widziałem jak się to robi, choć nigdy bym się tego nie podjął.
Odpowiadając Redaktorowi Janke powiem tak: myli się Pan, Panie Redaktorze. Myli się Pan w założeniach. Tutaj nie chodzi o uczciwe zarządzanie bankiem PKO BP tak, by instytucja ta działała dobrze i skutecznie. Tutaj chodzi o to, by pan Marcinkiewicz miał godne źródło dochodów.
Myślę, że Redaktor Ziemkiewicz ma rację mówiąc, że to może być kanał, w który Kaczyński wpuszcza Marcinkiewicza - chcąc nie chcą może się okazać, że Marcinkiewicz będzie zmuszony zainteresować się bankowością, a wątpliwe jest, by dał radę.
Demokracja prowadzi do degeneracji wszelkich kompetencji. Przykre to, ale jak widać nieuniknione.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze