Kary śmierci w Polsce nie wprowadzą, bo się nie da. Więc to tylko takie czcze gadanie, akademicka dyskusja.
Jak Pani red. Michalik napisała, faktycznie nieodwołalność KS jest głównym argumentem i ja go przyjmuję jako najważniejszy będąc jej przeciwnikiem. Jedno życie niewinnego jest nieskończenie więcej warte niż tysiąc żyć winnego, a orzekanie nigdy doskonałe nie będzie.
I tutaj pojawia się kwestia, o której chciałbym parę słów powiedzieć.
Otóż spotykam się co raz z osobami, które chciałyby narzędzie w postaci kary śmierci oddać natychmiast w ręce naszego wymiaru sprawiedliwości. Jest to pomysł przerażający i kompletnie idiotyczny. W sytuacji, w której mamy zupełnie niewydolne sądy, całkowicie przeżartą korupcją policję i zupełnie niedziałający aparat prokuratorski pozostający faktycznie bez żadnego niezależnego nadzoru byłaby to absolutna zbrodnia. Abstrahując już od wszelkich innych argumentów, tylko ten jest wystarczający, żeby kary śmierci w Polsce nie przywracać.
I jeszcze w kwestii odstraszającej roli KS...
Dawno, dawno temu, gdy zaczynałem swoją karierę dziennikarską w gorących czasach 1981 roku dostałem zamówienie Tygodnika Solidarność na napisanie artykułu o karze śmierci w Polsce. Byłem wtedy młody, nie miałem żadnego zdania na ten temat, kończyłem wówczas studia dziennikarskie i z nieprawdopodobnym przejęciem przystąpiłem do swojego zadania.
Nie będę opisywał drogi, jaką przeszedłem, by osiągnąć sukces, ale koniec końców udało mi się spotkać ze skazańcem, który oczekiwał na wyrok w więzieniu gdzieś w okolicach Lublina. To był facet, który zgwałcił dwie kobiety, matkę i córkę i je potem zamordował.
Moje z nim spotkanie było przerażającym przeżyciem. Nie dlatego, że to był jakiś straszny potwór w rodzaju Hannibala Lectera. Nie! Miełem do czynienia po prostu z człowiekiem, który absolutnie, ale to całkowicie i zupełnie nie miał żadnej świadomości NICZEGO, co się stało, znaczenia moralnego swoich czynów, nie miał świadomości nawet tak naprawdę, jak mi się wydaje, tego, co go czeka. On żałował jedynie, że dał się złapać.
Istnienie zagrożenia karą śmierci czynów, których dokonał nie miało ŻADNEGO w ogóle znaczenia, gdy czynów tych dokonywał, gdyż człowiek ten nie miał w swoim mózgu odpowiednich struktur, które pozwoliłyby mu WYOBRAZIĆ sobie, że może być jakikolwiek dalszy ciąg tego co robi. Że mogą w ogóle istnieć jakieś konsekwencje.
Ten człowiek, to był taki skończony prymityw. Psychiatrzy uznali go za zdrowego umysłowo. Ja takich ludzi później w życiu jeszcze spotykałem. Mam nawet wrażenie, że jest ich wśród nas bardzo, BARDZO wielu. Na szczęście nie wszyscy są gwałcicielami i mordercami.
Dla takich ludzi, a myślę, że na całym świecie tacy właśnie ludzie stanowią większość skazanych na karę śmierci, istnienie takiej sankcji nie ma żadnego znaczenia. Oni nie planują, nie wyobrażają sobie, bo nie mają do tego odpowiednich narzędzi umysłowych.
Dla takich ludzi kara śmierci to po prostu "wyrwanie chwasta", jak to ładnie powiedziano w filmie "Psy".
Mój reportaż nie ukazał się jednak w Tygodniku Solidarność...
Co do powieszenia Saddama czy innych zbrodniarzy politycznych, to sprawa jest inna. To jest zbójeckie prawo zwycięzcy. Tak zawsze było i pewnie zawsze będzie. Taki już jest ten świat. Sprawa te nie mają tak naprawdę nic wspólnego z kwestiami kary śmierci.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.
Jak Pani red. Michalik napisała, faktycznie nieodwołalność KS jest głównym argumentem i ja go przyjmuję jako najważniejszy będąc jej przeciwnikiem. Jedno życie niewinnego jest nieskończenie więcej warte niż tysiąc żyć winnego, a orzekanie nigdy doskonałe nie będzie.
I tutaj pojawia się kwestia, o której chciałbym parę słów powiedzieć.
Otóż spotykam się co raz z osobami, które chciałyby narzędzie w postaci kary śmierci oddać natychmiast w ręce naszego wymiaru sprawiedliwości. Jest to pomysł przerażający i kompletnie idiotyczny. W sytuacji, w której mamy zupełnie niewydolne sądy, całkowicie przeżartą korupcją policję i zupełnie niedziałający aparat prokuratorski pozostający faktycznie bez żadnego niezależnego nadzoru byłaby to absolutna zbrodnia. Abstrahując już od wszelkich innych argumentów, tylko ten jest wystarczający, żeby kary śmierci w Polsce nie przywracać.
I jeszcze w kwestii odstraszającej roli KS...
Dawno, dawno temu, gdy zaczynałem swoją karierę dziennikarską w gorących czasach 1981 roku dostałem zamówienie Tygodnika Solidarność na napisanie artykułu o karze śmierci w Polsce. Byłem wtedy młody, nie miałem żadnego zdania na ten temat, kończyłem wówczas studia dziennikarskie i z nieprawdopodobnym przejęciem przystąpiłem do swojego zadania.
Nie będę opisywał drogi, jaką przeszedłem, by osiągnąć sukces, ale koniec końców udało mi się spotkać ze skazańcem, który oczekiwał na wyrok w więzieniu gdzieś w okolicach Lublina. To był facet, który zgwałcił dwie kobiety, matkę i córkę i je potem zamordował.
Moje z nim spotkanie było przerażającym przeżyciem. Nie dlatego, że to był jakiś straszny potwór w rodzaju Hannibala Lectera. Nie! Miełem do czynienia po prostu z człowiekiem, który absolutnie, ale to całkowicie i zupełnie nie miał żadnej świadomości NICZEGO, co się stało, znaczenia moralnego swoich czynów, nie miał świadomości nawet tak naprawdę, jak mi się wydaje, tego, co go czeka. On żałował jedynie, że dał się złapać.
Istnienie zagrożenia karą śmierci czynów, których dokonał nie miało ŻADNEGO w ogóle znaczenia, gdy czynów tych dokonywał, gdyż człowiek ten nie miał w swoim mózgu odpowiednich struktur, które pozwoliłyby mu WYOBRAZIĆ sobie, że może być jakikolwiek dalszy ciąg tego co robi. Że mogą w ogóle istnieć jakieś konsekwencje.
Ten człowiek, to był taki skończony prymityw. Psychiatrzy uznali go za zdrowego umysłowo. Ja takich ludzi później w życiu jeszcze spotykałem. Mam nawet wrażenie, że jest ich wśród nas bardzo, BARDZO wielu. Na szczęście nie wszyscy są gwałcicielami i mordercami.
Dla takich ludzi, a myślę, że na całym świecie tacy właśnie ludzie stanowią większość skazanych na karę śmierci, istnienie takiej sankcji nie ma żadnego znaczenia. Oni nie planują, nie wyobrażają sobie, bo nie mają do tego odpowiednich narzędzi umysłowych.
Dla takich ludzi kara śmierci to po prostu "wyrwanie chwasta", jak to ładnie powiedziano w filmie "Psy".
Mój reportaż nie ukazał się jednak w Tygodniku Solidarność...
Co do powieszenia Saddama czy innych zbrodniarzy politycznych, to sprawa jest inna. To jest zbójeckie prawo zwycięzcy. Tak zawsze było i pewnie zawsze będzie. Taki już jest ten świat. Sprawa te nie mają tak naprawdę nic wspólnego z kwestiami kary śmierci.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)