Blog
Widziane z pozycji siedzącej
Adam Pietrasiewicz
Adam Pietrasiewicz Jakoś sobie radzę
48 obserwujących 759 notek 492732 odsłony
Adam Pietrasiewicz, 29 grudnia 2017 r.

Dziwne i niepokojące.

992 50 0 A A A

image

Czas chyba na nową odsłonę akcji "powstrzymać aborcję". Temat wraca regularnie co jakiś czas i wychodzi mi na to, że teraz znów jakoś powinien się pojawić w przestrzeni medialnej. Nie wiem, kto go poruszy, zobaczymy, ale raczej pewnym jest, że znów wypłynie.

Nie mam żadnych wątpliwości ani stanów ducha w tej kwestii - aborcja to zwyczajne zabijanie dzieci, pozbywanie się problemu, wobec którego ludzie nie mają odwagi stanąć. Aborcja to zło, jedno z bardziej potwornych jakie można sobie wyobrazić. Dorabiane są do tego różne filozofie, jedne oparte na eugenizmie, inne na różnych wyimaginowanych "prawach kobiet", wszystkie mające na celu zdjęcie odpowiedzialności i, co najważniejsze, poczucia winy z tych, którzy się na zabicie dziecka decydują. Poczucie winy pojawia się, bo człowiek instynktownie ma świadomość, że zabijanie bliźnich jest złe, a zabijanie dzieci jest złe w sposób szczególny ze względu na nierówność sił i brak możliwości jakiejkolwiek obrony ze strony ofiary.

Ciekawe jest to, że nawet najbardziej zajadli przeciwnicy aborcji, tacy jak na przykład ja, choć dotyczy to w chyba zasadzie wszystkich, mają jednak zakodowane w głowie, że to nie to samo, co "zwyczajne" zabicie dziecka.

Niezwykłe, prawda? Trudno w to uwierzyć? Myślicie, że to nieprawda? To zrealizujmy w takim razie pewien eksperyment myślowy. Takie eksperymenty, to bardzo interesujące ćwiczenie pozwalające czasem dojść do zaskakujących wniosków.

Wyobraźmy sobie, że w tę grudniową noc siedzimy sobie przy oknie i patrzymy na hulające po niebie płatki śniegu. Naglę w oddali widzimy dwie postacie - małą i dużą, która z wyraźną agresją, przemocą ciągnie ją w stronę zarośli. Potem zza krzaków słyszymy rozpaczliwy wrzask bitego dziecka, a nad krzakami pojawia się opadająca co chwilę ręka uzbrojona w kij.

Reagujemy? Myślę, że każdy przeciętny człowiek by zareagował. Sądzę, że większość nawet tych najbardziej nieśmiałych byłaby gotowa rzucić się na katującego dziecko nie pytając o pobudki kierujące oprawcą. I to zanim jeszcze przyszłoby do głowy wzywanie policji.

Teraz wyobraźmy sobie, że mieszkamy drzwi w drzwi z ginekologiem, który w swoim gabinecie dokonuje aborcji. Wiemy o tym, wiemy, że jest to jego główne zajęcie. Czy zareagujemy tak, jak w przypadku katowanego dziecka? Myślę, że przytłaczająca większość najbardziej nawet zajadłych proliferów ograniczyłaby się do bardziej symbolicznych, niż w poprzednim przykładzie, akcji. Ja też. Mając w ręku broń nie poszedłbym go zapewne zastrzelić, tak, jak strzeliłbym prawdopodobnie do oprawcy zza krzaka.

Wszystko dlatego, że udało się ludziom wmówić, że skoro coś jest technicznie wykonalne oraz w jakimś stopniu zgodne z prawem, to zło, które się dokonuje jest innej natury, niż katowanie wrzeszczącego dziecka kijem za krzakiem.

Czy to kwestia kija? Wrzasku dziecka? Rozmiarów i samodzielności dziecka? Wiary w to, że wystarczy przepis prawny, by zło stało się trochę mniejszym złem? Nie wiem. Ale myślę, że UCZCIWE przeprowadzenie opisanego eksperymentu myślowego przez czytelnika, który tak jak ja jest całkowitym przeciwnikiem aborcji doprowadzi go do podobnych wniosków.

***

Mija właśnie 20 lat od czasu, gdy udało mi się uratować dziecku życie. Pewna moja znajoma była wówczas w niespodziewanej, nieplanowanej ciąży i zamierzała się dziecka pozbyć, bo było to według niej jedyne dobre rozwiązanie. Presja propagandy proabrocyjnej jest niewiarygodnie silna i powszechna w naszych szerokościach geograficznych. Udało mi się ją odwieść od tej decyzji, gdyż tak się złożyło, że mieszkałem wówczas we Francji, a tam istnieje instytucja anonimowego rodzenia dziecka.

Udało mi się przekonać znajomą, by nie zabijała dziecka, sprowadzić ją do Francji i poprowadzić przez całą procedurę aż do porodu i wyjścia z połogu. Dziecko się urodziło, po miesiącu zostało adoptowane i sprawa się skończyła. Brałem oczywiście udział w całej procedurze i mogę zapewnić, że faktycznie jest to poród całkowicie anonimowy - dwudziestoletni dzisiaj chłopak, gdyby chciał odnaleźć swoją matkę musiałby dotrzeć do pracownicy pomocy społecznej, która sprawę prowadziła (to jest możliwe), skłonić ją do tego, by mu wyjawiła MOJE DANE OSOBOWE (to w zasadzie jest niemożliwe, bo ta pani miała jedynie moją wizytówkę, która nigdzie nie była zapisywana ani archiwizowana, a poza tym ja nie mieszkam już we Francji, natomiast nigdy, w żadnym momencie nie padło ani imię, ani nazwisko mojej znajomej, która w całej tej procedurze posługiwała się fałszywym imieniem), po czym dotrzeć do mnie i przekonać, żebym ujawnił kto jest jego biologiczną matką). Czyli jest to NAPRAWDĘ anonimowe - w obie strony skądinąd, bo oczywiście moja znajoma też nie ma możliwości odnalezienia swojego potomka (choć zapewne byłoby to nieco prostsze niż odnalezienie przez chłopaka swojej matki).

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image

Powroty - książka (e-book) historical fiction o tym, co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi

Z pustego, to i Salomon na krzywe drzewo skacze.
Kliknij, aby zobaczyć wszystkie moje najważniejsze teksty
I żeby nie było, że nie mówiłem - moje wpisy w blogu w Salonie24 MOŻNA kopiować, powielać i cytować, ale tylko podając źródło (link) i moje dane, jako autora. Wszystkiego o mnie można się dowiedzieć wpisując w Googlach po prostu "adam pietrasiewicz" (http://tiny.pl/1957).

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • "Zabiegać o poprawę bytu" a urządzać histeryczne okupacje Sejmu to zupełnie różne sprawy....
  • Ale na szczęście Polska też potrafi być piekłem dla idiotów wypisujących takie brednie jak...
  • Ogromna część paryskiego metra równie nieogarnięta.

Tematy w dziale Społeczeństwo