Miałem pewne opory czy komentować tą sprawę, ale niestety sprawa zaszła moim zdaniem za daleko.
Od przeszło tygodnia w Sejmie protestują rodzice wraz ze swoimi niepełnosprawnymi dziećmi. Przyczyną protestu jest niskie świadczenie opiekuńcze, które te rodziny dostają od państwa. Trudno powiedzieć czy te osoby same, między sobą skrzyknęły się do okupacji korytarza sejmowego, czy też zostały przez kogoś odpowiednio "nakręcone" na protest.
Fakty są takie, że do Sejmu nie można sobie wejść "od tak". Według relacji rodziców, za zaproszeniem ich stoi poseł Solidarnej Polski - Arkadiusz Mularczyk. Partia Zbigniewa Ziobry cieszy się poparciem w granicach 1-2%. W ostatnim czasie zasłynęła głównie tym, że chciała walczyć z zagrożeniem jakim według nich jest "ideologia" gender.
Do chwili rozpoczęcia protestu, opiekunowie niepełnosprawnych dzieci otrzymywały świadczenie w wysokości 820 zł, mają oni tylko jeden postulat - jak najszybsze (żeby nie powiedzieć natychmiastowe) zwiększenie świadczenia do wysokości płacy minimalnej czyli do 1300 zł. W tym miejscu można wrzucić kamyczek do rządowego ogródka ponieważ premier swego czasu obiecywał, że w 2013 roku wysokość świadczeń osiągnie poziom płacy minimalnej.
Z protestującymi dwukrotnie spotkał się premier Tusk. Na pierwszym spotkaniu premier sprawiał wrażenie przytłoczonego siłą przedstawianych argumentów. Drugie spotkanie wyglądało inaczej, Tusk przyszedł z konkretami w ręce. Premier zaproponował stopniowy wzrost świadczenia, tak żeby w 2016 roku osiągnęło ono kwotę płacy minimalnej. Szef rządu tłumaczył, że niemożliwe jest dzisiaj tak wysokie podwyższenie świadczeń, i że to jest ostateczna propozycja jaką może zaproponować rząd. Rozwiązanie przedstawione przez premiera nie zostało zaakceptowane przez protestujących, według których premier jest kłamcą i oszustem.
Cała sytuacja jest trudna do oceny. Z jednej strony mamy rodziców z nieszczęśliwymi dziećmi, z drugiej strony mamy polityków, którzy - chociaż oficjalnie zaprzeczają - chcą na tym zamieszaniu jak najwięcej skorzystać, bo tak się składa, że właśnie trwa kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego, a taki protest odpowiednio wykorzystany może im przynieść wymarzony mandat europosła. Doskonale o tym wie Janusz Palikot, który na posiedzeniu klubu parlamentarnego "Twój Ruch" informował swoich posłów jak na tym proteście mogą zyskać w sondażach. Oprócz wspomnianego już posła Mularczyka, w świetle kamer spotkał się z rodzicami także szef "Solidarności" - Piotr Duda, który obiecał protestującym pełne wsparcie.
Postulaty tych ludzi są słuszne, ale moim zdaniem granica została już przekroczona. Protest to także żądania, ale mimo wszystko czasem trzeba zgodzić się na kompromis, zwłaszcza, że oferta zaproponowana przez Tuska jest uczciwa i możliwa do realizacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)