Powoli polska polityka zbliża się do rozpoczęcia “sezonu ogórkowego”, wybory do Parlamentu Europejskiego rozwiały wszelkie wątpliwości – w Polsce trwa polityczny impas, a dwie największe partie trwają w nieustającym klinczu. Wybory wygrała Platforma, nieznacznie, ale jednak to artia Donalda Tuska otrzymała najwięcej głosów. Drugie miejsce, ze stratą 34 tysięcy głosów zdobyła partia Jarosława Kaczyńskiego, która od chwili ogłoszenia wyników rozpołęcza wokół wyboru Polaków trwający blisko dwa tygodnie chocholi taniec.
Sygnał do rozpoczęcia dał jak zwykle niezawodny Antoni Macierewicz, który został przez sztabowców PiS na czas kampanii wyborczej zamknięty w przysłowiowej “szafie”. Tym razem dzielny wiceprezes postanowił wziąźć pod swoją dociekliwą lupę wynik wyborów, który wydał mu się niezwykle podejrzany. Powodem zaniepokojenia stało się ponad 220 tysięcy głsów nieważnych, które spokojnie mogły przecież przeważyć szalę zwycięstwa na korzyść Prawa i Sprawiedliwości.
Będący w swoim podejrzliwo-śledczym żywiole poseł Macierewicz postanowił pójść tym tropem, i na jednej z konferencji wraz z poseł A. Sikorą zaprezentował dość tajemniczy film, który zdaniem polityków PiS jest dowodem na możliwe fałszerstwa przy liczeniu głosów przez jedną z warszawskich komisji wyborczych. Temat został oczywiście szybko podchwycony przez niepokornych dziennikarzy, którzy (zresztą jak zawsze) bez namysłu uwierzyli w sensacje głoszone przez posła Macierewicza.
Tymczasem, w ostatnich dniach kampanii na prawicowej orbicie zainteresowań znalazła się pewna nastolatka z Gorzowa Wielkopolskiego, która z dnia na dzień stała się “głosem młodego pokolenia, które odważnie nazywa rzeczy po imieniu”. Mowa o Marii Sokołowskiej, która zasłynęła tym, że w trakcie spotkania młodzieży z gorzowskiego liceum z premierem Tuskiem spytała go “dlaczego udaje patriotę, skoro jest zdrajcą Polski?” Według doniesień prawicowych publicystów Marysia mówiąc te słowa odnosiła się do słynnego artykułu Tuska z 1987 roku, w którym padły znamienne słowa “polskość to nienormalność”. Ostatnie dni pokazują, że Maria stała się dla pisowców długo oczekiwanym “głosem młodego pokolenia”. Jeden z niepokornych tygodników poświęcił pannie Sokołowskiej swoją okładkę, a sama nastolatka mówi, że jest obrażana w internecie.
Na poparcie młodego elektoratu nie musi czekać J. Korwin-Mikke, który jest tak naprawdę jedynym zwycięzcą ostatnich wyborów. W jego przypadku mamy do czynienia z rzeczą niesłychanie interesującą, otóż komentatorzy zgodnie twierdzą, że na Kongres Nowej Prawicy zagłosowali młodzi wyborcy, którzy wcześniej oddali swój głos na partię Janusza Palikota. Jak widać, przepływ elektoratu ze skrajnej lewicy do partii prawicowej jest w Polsce możliwy, co jest dowodem na to, że młodzi ludzie maja znikome pojęcie o polityce, a czynnikiem decydującym o tym na kogo oddać głos nie jest program partii, lecz kontrowersyjne hasła rzucane przez charyzmatycznych liderów partii.
Wybory przegrała pozostająca w rozsypce lewica, która ciągle nie może osiągnąć znaczącego wyniku. Co prawda, SLD wskoczyło na podium, i rozstrzygnęło na swoją korzyść spór z Palikotem o przywództwo na lewicy, ale wynik poniżej 10% nie daje perspektyw na sukces w żadnej z kolejnych batalii wyborczych.
Trudno przewidzieć co się stanie w najbliższym czasie z partią J. Palikota, która odniosła spektakularną porażkę, w najgorszym wypadku temu ugrupowaniu grozi rozpad bo trudno przypuszczać, że uda się do siebie na nowo przyciągnąć elektorat, który odpłynął do Janusza Korwina-Mikke. Poza moim zdaniem jednorazowym wyskokiem lidera KNP, na polskiej scenie politycznej trwa polityczny pat, i potrwa przynajmniej do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, które być może wprowadzą nieco świeżości do polskiej polityki.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)