Stało się, to co stać się musiało, polski premier od 1 grudnia będzie nowym przewodniczącym Rady Europejskiej lub jak kto woli nowym prezydentem Europy. Po siedmiu latach rządów w Polsce, Donald Tusk został wybrany na czołowe stanowisko w Unii Europejskiej, chociaż kilka tygodni wcześniej publicznie ogłaszał, że nie wybiera się do Brukseli, bo musi dokończyć pracę w Polsce. Polityka zmienną jest, chociaż przyznam się, miałem nadzieję, że premier jednak odrzuci europejski awans, tak się nie stało, i tym samym polski polityk po dziesięciu latach obecności w strukturach europejskich został jej bardzo ważnym elementem.
Z dużym zainteresowaniem czekałem na to jak zareaguje polska prawicowa opozycja, i sprzyjające jej niepokorne media. Cóż, na niepokornych portalach zapanowało wielkie poruszenie, bo pojawił się problem, z jednej strony nie można już powtarzać, że Europa lekceważy Tuska, że żadne kluczowe stanowisko nam nie przypadnie, że gdyby u władzy był PiS to byłoby inaczej itd. A z drugiej strony PiS zaciera ręce, bo oto odpada im największy rywal na drodze do upragnionej władzy, dzięki której Jarosław Kaczyński będzie mógł wydawać swój zapowiedziany bilion na inwestycje.
Zostawmy jednak polską opozycję, przed Tuskiem stoi wiele wyzwań, poczynając od konfliktu na Ukrainie a kończąc na współpracy państw Unii, które często mają problem z jednomyślnością w kluczowych sprawach dla wspólnoty. Kluczowe znaczenie mają tutaj dobre relacje naszego premiera z niemiecką kanclerz, która mocno kandydaturę Tuska popierała. Jednym z kluczowych problemów jest kwestia wspólnej polityki energetycznej, która uzależniłaby nasz kontynent od innych źródeł surowców niż rosyjskie, ale też jednocześnie byłaby skuteczniejszym ciosem w Rosję Putina niż obecnie wprowadzane sankcje.
Ciekawie również będzie na naszym polskim podwórku, premier zapowiedział, że na początku tygodnia ogłosi, kto zostanie jego następcą. W mediach często przewija się kilka nazwisk ewentualnych następców Tuska są to: Ewa Kopacz, Tomasz Siemoniak czy Elżbieta Bieńkowska. Faworytem zdaje się być obecna marszałek Sejmu, którą ponoć mocno popiera prezydent Bronisław Komorowski.
Wybór Tuska na to stanowisko, to kolejny dowód, że Polska w ostatnim ćwierćwieczu weszła już na stałe do "klubu" nazwanego Zachodem, jesteśmy krajem, który nie jest w Europie lekceważony jak to niektórzy lubią powtarzać, a tymczasem jest zupełnie inaczej, i bardzo dobrze, że tak jest, bo Polska swoją drogą na to po prostu zasługuje. Gratulacje panie premierze Tusk.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)