Przed tygodniem dowiedzieliśmy się, że polscy biskupi zdecydowali się przedłużyć arcybiskupowi Józefowi Michalikowi funkcję przewodniczącego KEP na kolejne 5 lat. W wielu komentarzach pojawiających się w mediach mogliśmy przeczytać z jednej strony o niezadowoleniu z takiego obrotu sprawy (vide "Gazeta Wyborcza"), a z drugiej - o wielkiej radości (np. "Fronda"). Prorokiem nie jestem i nie wiem, jak będzie wyglądać drugie pięć lat arcybiskupa Michalika. Jedyne, co mam w tej chwili to obraz jego poprzedniej "pięciolatki", i jeśli chciałbym wysnuć jakieś wnioski na podstawie tych doświadczeń, to stan mojego ducha określiłbym następująco: umiarkowany optymizm. Jednak nie o tym chciałem napisać.
Obserwując pilnie wywiady z nowym-starym przewodniczącym KEP, słuchając jego wypowiedzi pomyślałem sobie, że chciałbym, ale to bardzo chciałbym, żeby biskup... jeździł autobusem. Potrzebuję biskupa-człowieka, bliskiego moim problemom, mojej codzienności. Biskupa, który będzie dla mnie autorytetem, który będzie umiał zaprezentować Kościół - mój Kościół - w mediach. Nie musi być nie wiem jak wykształcony i elokwentny. Może mieć swoje przywary i niedociągnięcia.
I stąd ten autobus. Autobus, który na potrzeby tego krótkiego tekstu jest tu pewną metaforą. W pojazdach komunikacji miejskiej wiele się dzieje. To tu spotykają się ludzie, tu czytana jest prasa, rano komentuje się wydarzenia polityczne. Autobus jest niesamowicie sprawiedliwy, każdego wozi tak samo szybko (lub tak samo wolno), zatrzymuje się na przystankach, trzeba kupić i skasować bilet, czasami odstać swoje w niemałym tłoku...
...Marzy mi się, żebym mógł spotkać biskupa w takim autobusie. Żeby był tak bardzo zwyczajny i normalny, żeby nie stwarzał sztucznego dystansu i nie dawał mi do zrozumienia, że jestem tylko szeregowym parafianinem. Chciałbym z nim pogadać i zobaczyć, jaki jest naprawdę.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)