Przemysław T. Kudliński Przemysław T. Kudliński
51
BLOG

Czy polskość to nienormalność?

Przemysław T. Kudliński Przemysław T. Kudliński Polityka Obserwuj notkę 6
Gdyby tych słów nie wypowiedział obecny premier III RP Donald Tusk, można by je zbyć milczeniem, zważywszy jakie kubły pomyj wylewane są już od lat na Polskę.
 
Sprawy polskie idą jednak w bardzo złym kierunku, już „wczoraj” należało bić na alarm, „dzisiaj” może być za późno aby zmienić fatalny kurs. W dobie totalnej propagandy, „prania mózgów” porównywalnego tylko do okresu PRL-u, ci jeszcze nieliczni, którzy starają się myśleć samodzielnie – podobnie wtedy jak i teraz – są w zdecydowanej mniejszości.
 
Ta bolesna konsternacja nie jest przejawem pesymizmu, czy szerzeniem beznadziei i defetyzmu. Wręcz przeciwnie, należy sobie zdać sprawę z realiów, w jakim czasie i gdzie żyjemy – bo niestety, większość z nas ma z tym ogromne problemy. Pół biedy, kiedy zwykły obywatel zagubił się w tym „kołowrocie” medialnego „24/7” bombardowania. Kiedy jednak polityk nie rozumie mechanizmów otaczającej rzeczywistości – albo udaje, że ich nie rozumie – to tak jak wsiąść do auta z pijanym kierowcą, dojechanie do celu staje się prawdziwą, życiową loterią.
 
Warto przypomnieć w całości wypowiedź Donalda Tuska – wtedy chyba nawet nie marzył o kandydowaniu na fotel prezydenta czy premiera, więc tym bardziej była to wypowiedź szczera – aby nie być posądzonym o „wyrwanie czegoś z kontekstu”. Wypowiedź Tuska dla „Znaku” z 1987 roku (nr. 11-12) do tematu: czym jest dla mnie polskość?”. Oto ten cytat: „Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność - takie skojarzenie nasuwa mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam  specjalnie ochoty dźwigać... Piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski -  tej ziemi konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem”.
 
Czy był to tylko jakiś wybryk myślowy obecnego premiera? Jakieś przejęzyczenie? Ależ nie – co to, to nie. Tusk w niszczeniu polskości, w osłabianiu państwa i podrywaniu autorytetu Polski jest wyjątkowo konsekwentny. W niczym innym nie jest konsekwentny, ale w tym tak.
 
Jeśli ktoś sądzi, że obecny premier Donald Tusk, faktycznie reprezentuje interesy polskie, to jest w ogromnym błędzie. Dla Tuska – jak sam to określił – polskość a tym samym, interes Polski to nienormalność. Kto wie, czy w tym układzie sił postkomunistycznych i niezwykle mocnych „stronnictw” zagranicznych – czyli wzajemnie strategicznych partnerów ze wschodu i z zachodu – właśnie za swoją antypolską fobię, działalność i postawę nie został wypromowany na szefa polskiego rządu? Zbyt wiele faktów wskazuje, że to może być prawda. Polskość – tak teraz jak i od wieków, zawzięcie była zwalczana przez zagraniczne „stronnictwa”, jak i przez komunistów – których obecnie reprezentuje agenturalna i postkomunistyczna Plaftorma – którym idee niepodległej Polski zawsze były obce i wrogie.
 
Nigdy ani na moment nie wolno zapominać, że Tusk jest jednym z głównych reprezentantów „nocnej zmiany” która przyczyniła się do obalenia rządu premiera Jana Olszewskiego w 1992 roku. To wtedy, po raz pierwszy, chciano oczyścić tą przysłowiową „stajnię Augiasza” z komunistycznej agentury. Te już słynne słowa Tuska: „policzmy głosy” z filmu „Nocna zmiana”, świetnie pokazują, że obecny premier III RP już wtedy „stał” dokładnie tam „gdzie stało ZOMO”.
 
To nie był żaden przypadek, że cały postkomunistyczny układ – choćby Jerzy Urban na łamach „Nie”, najbardziej wredny symbol jaruzelszczyzny – tak mocno zaangażował się w promowanie i popieranie Tuska podczas ostatnich wyborów. Tym samym, nie jest wcale przypadkiem, że cały ten agenturalny układ okrągłostołowy, włącznie z funkcjonariuszami WSI – formalnie rozwiązanej, komunistycznej formacji i w dużej mierze organizacji bandyckiej – znowu jest bardzo widoczny na kluczowych stanowiskach w państwie. Wręcz kłuje w oczy, brak kompetencji i profesjonalizmu obecnego rządu – zarazem, jakby dla przeciwwagi poziom prezentowanego chamstwa, cynizmu i arogancji w najnowszej historii kraju nie ma sobie równych.  O lustracji i dokomunizacji, o rozliczeniu się z komunizmem, naturalnie mowy być nie może, w ogóle te pojęcia zniknęły z przestrzeni medialnej.
 
Czyje zatem interesy reprezentuje Tusk? Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości, i po roku tego rządu widać to lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, Tusk reprezentuje interesy niemieckie. Aby się o tym przekonać, warto uważnie śledzić poczynania tego rządu, jak również trochę cofnąć się do historii – tej nie tak odległej, jak i tej z czasów II wojny światowej.
 
W czerwcu 1992 roku – na krótko po obaleniu rządu Olszewskiego, w trakcie obrad II Kongresu Kaszubskiego, Donald Tusk wygłosił referat, a w nim m.in. domagał się autonomii – a w dalszej konsekwencji – oderwania od Polski, nie tylko Kaszub ale i Pomorza (oddzielny: rząd, armia, waluta). Później, gdy Tusk został już premierem te fragmenty z tego przemówienia o oderwaniu Pomorza, zostały dyskretnie usunięte (a że, tak właśnie było, to są na to świadkowie, których jeszcze amnezja nie dopadła...).
 
W tym kontekście, w zupełnie innym świetle wyglądają „upomnienia” senatora III RP, Kazimierza Kutza wobec Tuska o obiecywanej autonomii dla Śląska. Takich publicznych odniesień ze strony Kutza – dla którego Polska „to wywłoka” – do Tuska, było co najmniej trzy w ostatnich kilku miesiącach. Ciekawe, co dokładnie obiecał Tusk Kutzowi w tej sprawie? Szczególnie gdy widzimy jak bezkarnie – inspirowane ze strony Niemiec – coraz śmielej tworzą się na Śląsku organizacje tzw. „autochtonów” – wrogie wobec Polski i wręcz jawnie domagające się autonomii. I jakoś, dla „człowieka z zasadami” za jakiego uważa się Tusk, to żaden problem.
 
W czyim zatem interesie są te wszystkie antypolskie poczynania? Niestety, jest to pytanie retoryczne. Szczególnie, gdy tak łatwo dostrzec proces ponownego germanizowania Szczecina (Zach-Pomorskie), Gdańska (Pomorskie), Wrocławia, Opola i innych miast na Dolnym i Górnym Śląsku. I już wcale nie chodzi o podwójne nazewnictwo przy wjeździe do poszczególnych miast (Serdecznie Witamy – Herzlich Willkommen), ten proces nabrał monstrualnych wręcz rozmiarów. Idzie to wszystko w kierunku – jeszcze do niedawna – wręcz niewiarygodnym: czyli ponownej germanizacji polskich ziem piastowskich.
 
Coraz powszechniejsze jest przywracanie niemieckich nazw ulicom, skwerom, placom, restauracjom, budynkom. W Szczecinie próbowano ponownie nadać niemiecką nazwę „Wałom Chrobrego”, niemieckie napisy zaczynają funkcjonować obok polskich. Tylko w woj. Zach-Pomorskim odrestaurowano wiele niemieckich pomników: pomnik „poległych sportowców z I w.ś.”, pomnik „poległych w I w.ś.”, pomnik „ofiar XX wieku”, pomnik „rycerstwa niemieckiego”, pomnik „cesarzy i wodzów niemieckich”, itd... Równocześnie z odbudową niemieckich pomników, zaniedbywane są pomniki polskie. W Białym Borze odrestaurowano rezydencję Bismarcków, powstają „jak grzyby po deszczu” nazwy „Bismarck” w odniesieniu do hoteli, zajazdów, nawet przystani.
 
Otto Bismarck jeden z największych i najbardziej zaciekłych wrogów Polski – niejednokrotnie wzór do naśladowania dla innego, śmiertelnego wroga Polski Adolfa Hitlera. „Polonia delenda est” – Polska musi być zniszczona i taki był cel Bismarcka, choćby poprzez politykę „Kulturkampfu”. I jeszcze taki cytat Bismarcka z 1861 r.: „Jestem pełen sympatii dla Polaków, ale jeżeli my mamy istnieć, to musimy ich wykorzenić: wilk nie jest winny temu, że Bóg stworzył go takim jakim jest, a pomimo to strzelamy do niego, kiedy tylko możemy”. Wg. Bismarcka Polacy muszą być wykorzenieni i zniszczeni. Dzisiaj w III RP takich ludzi jak Bismarck, stawia się na piedestał i promuje. Chciałoby się zapytać: co się z nami stało?
 
I kolejne retoryczne pytania: komu służy to promowanie niemieckości w Szczecinie, w Gdańsku, we Wrocławiu, a komu szkodzi? Komu służy dezintegracja Pomorza z państwem polskim? Komu w końcu służy świadome niszczenie wszystkich polskich stoczni, wręcz całej gałęzi przemysłu morskiego? Powiedzmy sobie szczerze, za przyzwoleniem i „błogosławieństwem” obecnego rządu – pozorowane próby ratowania stoczni, tylko dla celów pijarowskich...
 
Kiedy poseł Jacek Kurski (PiS) jeszcze w trakcie kampanii wyborczej, przypomniał służbę dziadka Tuska w niemieckim Wehrmachcie, o mało nie został za to medialnie ukamienowany. W książce Tuska – wydanej przy finansowej pomocy obecnego posła PO Janusza Palikota – w jej niemieckiej wersji „Einst in Danzig” („Był sobie Gdańsk”) Tusk niejako potwierdza dobrowolne wstąpienie jego dziadka do niemieckiej armii: „Dziadek był piłkarzem w klubie polskich kolejarzy Gedania, w czasie wojny naziści zesłali go na przymusowe roboty, po 45 wybrał Polskę. Jego brat służył w Wehrmachcie, szwagier zginął od kuli polskiego żołnierza, siostra znalazła grób w Bałtyku jako jedna z ofiar storpedowanego przez Rosjan ›Wilhelma Gustloffa‹".
 
Z jakiej rodziny pochodzi Tusk: z polskiej czy z niemieckiej? Cała ta książka Tuska (współautor) „Był sobie Gdańsk” promuje niemieckość Gdańska. Budowany jest tam taki idylliczny obraz pięknego miasta, jakoby wielu kultur – czy gdzieś na granicy kultur, miasta wielu narodów, wyznań, języków, tolerancji, itp... Dominują piękne fotografie XIX i XX wiecznego Gdańska, ilustracje, albumowe zeszyty starych dzielnic miasta, i wcale nie trzeba być detektywem aby wiedzieć, że w ponad 90-ciu proc. zarówno w XIX jak i w pierwszej połowie XX wieku, Gdańsk był zamieszkały przez ludność niemiecką i taki też był wtedy język miasta. Więc, jaką kulturę i jaki Gdańsk tak faktycznie Donald Tusk promuje?
 
Inny przejaw bezprzykładnego germanofilstwa polskiego premiera to stosunek do Eriki Steinbach, przewodniczącej tzw. „Związku Wypędzonych” w Niemczech. Nawet taki  germanofil jak Bartoszewski, stwiedził kiedyś, że z Eriką Steinbach żaden polski polityk nie powinien się spotykać. Słynie ona głównie jako promotorka budowy „Centrum Przeciwko Wypędzeniom” – czyli zakłamywania historii „robienie z agresorów ofiar”, z ogromnej nienawiści do Polaków czy z promowania postulatów niemieckich ziomkostw w tym m.in. zmiany powojennych granic. Inni politycy może czuliby się nieswojo spotykając się ze Steinbach, ale nie Donald Tusk – w końcu przecież spotkał się z „biedną wypędzoną” z „niemieckiego” miasteczka Rumia.
 
No cóż, rezultat takiej polityki jaką prowadzi Tusk jest taki, że Niemcy osiągają wszystkie swoje polityczne cele wobec Polski – z „Centrum Wypędzonych” włącznie – jako pewnym tutaj symbolem. Natomiast rząd polski, w tym kontekście, już po francuskim „pouczeniu”, tym razem nie marnuje swojej okazji „do siedzenia cicho”...

Krzysztof Wojciechowski

Ottawa, Kanada - stały publicysta "Iskier Polskości"

 


Przemysław T. Kudliński ...po prostu człowiek ... Kontakt: poczta | gg: 7010003   Czym jestem?   Szarą żywą bryłą Która przez życie toczy się szare, Bez sensu, Bez wiary w człowieka, W istnienie. Bo czym jest istnienie bez wiary? Jest mrokiem, pustynią, kamieniem, Nicością. Jest powolnym konaniem.                       Grudzień 1973 PeKa ...te słowa napisałem w 1973 roku, gdy odchodził najbliższy memu sercu człowiek, mój dziadek. Człowiek który nauczył mnie szacunku do innych ludzi, człowiek dla którego wszystko wokół, ludzie, zwierzęta, przyroda, było ważniejsze niż on sam. Tak to wówczas odbierałem, ale gdy otrząsnąłem się, zrozumiałem że to było złudzenie, dziadek po prostu był człowiekiem całym swym sercem i duszą i dlatego był taki a nie inny. Dawał siebie innym i dostawał... Minęło tyle lat, kocham go, podziwiam i staram się mu dorównać, czy mi się to uda? ...marzy mi się żeby moje przyszłe wnuki żyły w normalnym państwie, w państwie w którym politycy służą państwu a nie państwo politykom. Dla mojego dziadka ja byłem najważniejszy, a może mi się tak wydawało - ale naprawdę tak się czułem gdy z nim przebywałem, i kocham go za to, chcę więc być taki jak on, kochać swoje wnuki i dać im wszystko co pozwoli im godnie żyć, no nie dosłownie dać, ale stworzyć takie warunki by dzięki swojemu zaangażowaniu mogli żyć godnie. Zacznijcie robić to samo, bądźcie natchnieniem dla najbliższych i stwórzcie im możliwość zaangażowania się w pracę dla swojego dobra, dobra najbliższych, niech nauczą się pracować po to by uczciwie i godnie żyć. W niektórych przypadkach zacząć trzeba będzie od samych siebie - zacznijmy więc razem... 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka