Przemysław T. Kudliński Przemysław T. Kudliński
51
BLOG

OBCA GOSPODARKA MORSKA W POLSCE

Przemysław T. Kudliński Przemysław T. Kudliński Polityka Obserwuj notkę 1
,,Myśl Polska” od zawsze walczyła o uratowanie i odbudowę polskiej gospodarki morskiej. Dziesiątki a może i setki artykułów, wywiadów i dokumentów konsekwentnie udowadniały, że bez gospodarki morskiej postrzeganej kompleksowo w skali całego kraju, Polska nigdy nie wykorzysta możliwości, jakie jej daje kapitalne z gospodarczego punktu widzenia położenie w środku Europy nad Bałtykiem i to na przecięciu dwóch głównych szlaków handlowo – komunikacyjnych świata: Wschód – Zachód i Południe – Północ. Że bez gospodarki morskiej Polska zawsze będzie zaledwie ubogim krewnym reszty Europy, przed czym już w XVI wieku przestrzegał wielokrotnie cytowany senator – biskup Dymitr Solikowski.  
 
Wszystkie te wezwania i apele pozostały ,,wołaniem na puszczy”, co najwyżej ich autorów dotknęły różne szykany w formie odcięcia od innych publikatorów czy wręcz – prób pozbawienia pracy, co niżej podpisany odczuł na własnej skórze, płacąc za to trwałym uszczerbkiem na zdrowiu. 
 
Jednym z elementów tej walki była sprawa budowy autostrad Północ – Południe, bez których polskie porty morskie traciły rację bytu na rzecz portów niemieckich. Pisaliśmy wręcz, że w ministerstwie infrastruktury na średnim, kadrowo stabilnym szczeblu ministerialnych urzędników działa proniemieckie lobby, skutecznie hamujące budowę autostrady A – 1 do portów Trójmiasta.
  
I oto od kilkunastu miesięcy jakby stał się cud: budowa tej drogi nabrała dużego tempa i wygląda na to, że w relatywnie krótkim czasie budowa autostrady zostanie zakończona. Można by się tym radować, gdyby nie okoliczności towarzyszące, stawiające sprawę w zupełnie innym świetle.
  
Otóż jednocześnie trwa proces wyprzedaży atrakcyjnych terenów w portach Trójmiasta obcym inwestorom i sukcesywnie porty Gdańska i Gdyni przestają być polskimi portami.
  
Ten samobójczy proceder na krótko zastopowany przez ministra gospodarki morskiej Rafała Wiecheckiego znowu jest kontynuowany.
  
A że jednocześnie jesteśmy świadkami agonii polskiego przemysłu stoczniowego i nie robi się nic, aby odbudować polską flotę, zaczynają się rysować raczej ponure perspektywy, że nie będziemy mieć polskiej gospodarki morskiej, co najwyżej w szczątkowym stanie, za to mieć będziemy obcą gospodarkę morską w Polsce !
 
A więc po tych autostradach będą wożone towary na portowe terminale należące do zagranicznych firm, a stamtąd wywożone w świat na statkach obcych bander.
 
Polska zainkasuje podatki, trochę Polaków dostanie zatrudnienie, ale ZYSK popłynie i to szerokim strumieniem za granicę.
   
Można wręcz odnieść wrażenie, że Polacy genetycznie są niezdolni do zarabiania na shippingu, co jest oczywistym nonsensem, skoro w warunkach autentycznego kapitalizmu i wolnego rynku zaledwie kilku polskich kapitanów potrafiło w szybkim czasie opanować cały rynek żeglugowy na Florydzie. Tylko że w Polsce wszelkie próby budowy czegoś sensownego w gospodarce morskiej siłami polskiego kapitału zwykle kończą się klęska, gdyż nie sprzyjają temu warunki polityczne.
  
O tym, że polskiej gospodarce morskiej z czysto politycznych powodów związanych z międzynarodowymi uwarunkowaniami grozi unicestwienie, wiedziano już w końcu lat 80, i co najwyżej proces ten ulegał albo spowolnieniu, albo przyspieszeniu. To ostanie zwykle za rządów SLD. W ciągu zaledwie kilkunastu lat został roztrwoniony omal cały nasz imponujący dorobek, wzbudzający podziw nawet Brytyjczyków. Zniszczono wspaniałego armatora liniowego PLO, cudem prawdziwym, tylko dzięki desperacji szczecińskich działaczy z Januszem Maciejewiczem (którego skazano na medialną śmierć) na czele, ocalał PŻM. Dziś dogorywają polskie stocznie. A z nimi większość z blisko półtora tysiąca kooperujących zakładów w całej Polsce, produkujących do niedawna jedne z najlepszych w świecie elementów okrętowego wyposażenia, na których się znakomicie zarabia. Na śmietnik wędruje imponujący dorobek polskich inżynierów, a jakich my ciągle jeszcze mamy znakomitych fachowców, dobitnie pokazuje przykład wirówek paliwa i oleju, bez których żadna jednostka nie jest zdolna do pełnomorskiej żeglugi, a które tylko Polacy umieli produkować w całej Europie Środkowo – Wschodniej. Nie potrafili tego nawet Niemcy z NRD, a i produkowane w RFN były słabsze.
 
Poza Chinami, gdzie dzięki specyficznej organizacji życia siła robocza jest omal bezpłatna, stocznie są wszędzie deficytowe i albo jak w Zachodniej Europie są dofinansowywane przez państwo, albo dalekowschodnim wzorem stanowią część wielkich holdingów – końcową montownię wyrobów jednej firmy, co w ostatecznym rozrachunku przynosi firmie krociowe zyski. Takie rozwiązanie próbował w Polsce stworzyć dr Krzysztof Piotrowski – mój kolega z roku studiów – który już w roku 1993 na zorganizowanym przez dawnych PAX – owców sejmiku morskim w Mielnie przedstawił koncepcję budowy holdingu PORTA. W skład holdingu obok Stoczni Szczecińskiej miał wchodzić m.in. słynny HCP Cegielski (ongiś największy producent okrętowych silników na świecie) i Huta Częstochowa. Gdy cały interes zaczął być rozkręcany, dr Piotrowskiemu i jego współpracownikom sfabrykowano proces o rzekome nadużycia, nadając temu oczywiście znaczny rozgłos medialny. Gdy po ładnych kilku latach proces się zakończył całkowitym uniewinnieniem oskarżonych, było już po zabawie: stocznia w trakcie likwidacji, huta sprzedana Hindusowi i tylko w niektórych mediach ledwie wspomniano o uniewinniającym wyroku. Podobny los chociaż bez sądowych korowodów spotkał innego mojego kolegę, który utworzył niewielką firmę armatorską, zajmującą się przewozem olejów jadalnych. Dziś utrzymuje się już tylko z posady państwowego urzędnika.
  
Wielkie nadzieje wiązano z faktem utworzenia po wyborach w roku 2005 Ministerstwa Gospodarki Morskiej. Jakkolwiek początkowo wątpliwości wzbudzały kwalifikacje ministra Rafała Wiecheckiego, dość szybko dał się poznać jako człowiek niesłychanie energiczny i pracowity, znakomicie rozumiejący znaczenie gospodarki morskiej dla Polski.
 
ALE z niezrozumiałych powodów ministerstwo to utworzono w dziwacznym kadłubkowym kształcie, nadając jemu bardziej kształt głównego urzędu morskiego, niż ministerstwa z prawdziwego zdarzenia.
  
Były wiceminister d/s gospodarki morskiej w Ministerstwie Transportu i Gospodarki morskiej, kpt. Sulatycki, miał nieporównywalnie większe kompetencje i możliwości działania niż minister Wiechecki, gdyż podlegały jemu nie tylko wszystkie polskie firmy żeglugowe i morskie rybołówstwo, ale i stocznie remontowe. Mimo bardzo ograniczonych możliwości ministra i kilku personalnych błędów przez niego popełnionych ludzie morza z szacunkiem wspominają ministra Wiecheckiego, który swój krótki czas urzędowania umiał wykorzystać do maksimum, skutecznie przepychając ustawę o podatku tonażowym, rozpoczynając proces modernizacji Służb Poszukiwania i Ratownictwa (SAR), wpisanie morskiego ratownictwa do Narodowego Programu Śmigłowcowego, budowę przekopu przez Mierzeję Wiślaną, który z Elbląga może ponownie utworzyć port morski, czy skutecznie wspierając niżej podpisanego w walce o liberalizację przepisów dotyczących polskiego żeglarstwa, co zapoczątkowało proces powrotu polskich jachtów morskich pod polską banderę.
  
W tym samym czasie w innych resortach, wśród których rozczłonkowano gospodarkę morską, a które były pod kontrola PiS, w zasadzie dla gospodarki morskiej nie zrobiono nic. Nawet nie podjęto żadnych kroków, aby wykorzystać zapisaną w tak zwanej Zielonej Księdze unijna dyrektywę, zalecającą rozwój transportowej żeglugi przybrzeżnej, tak zwanego kabotażu, chociaż można było w tym liczyć nawet na materialne unijne wsparcie.
Rząd Donalda Tuska zaczął urzędowanie od likwidacji ministerstwa, które zdegradowano do rangi wice ministerstwa w Ministerstwie Infrastruktury i wstrzymany przez ministra Wiecheckiego proces wyprzedaży terenów w polskich portach znowu zaczął być kontynuowany.
  
Nadzieje związane z ewentualnym powrotem do władzy PiS wydają się być płonne, chociaż wśród działaczy PiS nie brakuje ludzi rozumnych, pokroju pani senator Arciszewskiej - Mielewczyk czy posła Kozaka, mocno zaangażowanych w ratowanie polskiej gospodarki morskiej, ale ich wpływy wydają się być znikome.
  
Ostatnimi miesiącami były premier Jarosław Kaczyński i prezydent Lech Kaczyński wizytowali Wybrzeże, ale ich wypowiedzi jakby nie potwierdzały, że rozumieją oni fundamentalne znaczenie gospodarki morskiej dla naszego narodowego bytu i wydają się wskazywać, że postrzegają gospodarkę morska wyłącznie jako gospodarkę regionalną, mimo ich osobistych związków z Wybrzeżem.
  
Tak więc upiorna wizja, że nie będziemy mieć polskiej gospodarki morskiej, tylko obcą gospodarkę morską w Polsce, staje się coraz bardziej realna. Owszem, mamy różne skądinąd sympatyczne organizacje w rodzaju coraz bardziej dynamicznie działającej Ligi Morskiej i Rzecznej. Z coraz większą częstotliwością zbierają się różne mniej lub bardzie szacowne gremia, daje się ordery i składa wieńce pod pomnikami. Tyle że – w sposób idealny nic z tego nie wynika, gdyż naprawdę pociągający za sznurki nadal konsekwentnie robią swoje.
  
Wygląda więc na to, że zostaje już tylko modlić się do Boga i czekać na zupełnie nowe rozdanie kart. A potem oczekuje nas wiele lat wytężonej pracy aby odbudować to wszystko, co bardziej cynicznie niż bezmyślnie roztrwoniono. Wolałbym się w tej diagnozie mylić.
 

Waldemar Rekść

(autor m.in. pełnił obowiązki zastępcy dyrektora Urzędu Morskiego w Słupsku) 
   

 



Przemysław T. Kudliński ...po prostu człowiek ... Kontakt: poczta | gg: 7010003   Czym jestem?   Szarą żywą bryłą Która przez życie toczy się szare, Bez sensu, Bez wiary w człowieka, W istnienie. Bo czym jest istnienie bez wiary? Jest mrokiem, pustynią, kamieniem, Nicością. Jest powolnym konaniem.                       Grudzień 1973 PeKa ...te słowa napisałem w 1973 roku, gdy odchodził najbliższy memu sercu człowiek, mój dziadek. Człowiek który nauczył mnie szacunku do innych ludzi, człowiek dla którego wszystko wokół, ludzie, zwierzęta, przyroda, było ważniejsze niż on sam. Tak to wówczas odbierałem, ale gdy otrząsnąłem się, zrozumiałem że to było złudzenie, dziadek po prostu był człowiekiem całym swym sercem i duszą i dlatego był taki a nie inny. Dawał siebie innym i dostawał... Minęło tyle lat, kocham go, podziwiam i staram się mu dorównać, czy mi się to uda? ...marzy mi się żeby moje przyszłe wnuki żyły w normalnym państwie, w państwie w którym politycy służą państwu a nie państwo politykom. Dla mojego dziadka ja byłem najważniejszy, a może mi się tak wydawało - ale naprawdę tak się czułem gdy z nim przebywałem, i kocham go za to, chcę więc być taki jak on, kochać swoje wnuki i dać im wszystko co pozwoli im godnie żyć, no nie dosłownie dać, ale stworzyć takie warunki by dzięki swojemu zaangażowaniu mogli żyć godnie. Zacznijcie robić to samo, bądźcie natchnieniem dla najbliższych i stwórzcie im możliwość zaangażowania się w pracę dla swojego dobra, dobra najbliższych, niech nauczą się pracować po to by uczciwie i godnie żyć. W niektórych przypadkach zacząć trzeba będzie od samych siebie - zacznijmy więc razem... 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka