Kiedyś dawno temu w Polsce mój przyjaciel Janek Kowalski przekonywał wszystkich dookoła, że dla odnowy gospodarczej i politycznej narodu konieczna jest nie tyle partia zanurzona w ideologii prawicowej czy lewicowej, lecz organizacja oparta na zdrowym rozsądku; partia drobnych ciułaczy, tych wszystkich, którzy na własną rękę, w trudzie i znoju usiłują zabezpieczyć byt rodzinie i oszczędzić na stare lata.Drobni "ciułacze" - kupcy, rzemieślnicy, ludzie wolnych zawodów - to sól gospodarczej "ziemi" i najzdrowszy element polityczny, w każdej sytuacji stabilizujący system. To oni tworzą najwięcej miejsc pracy, płacą najwięcej podatków, dają grunt pod stabilną rodzinę zdolną dobrze wychować i wykształcić dzieci. To ten rodzaj ludzi i te rodziny najpełniej rozumieją znaczenie patriotyzmu i posiadania narodu, to z tej grupy wywodzą się najzapalczywsi obrońcy Ojczyzny. Drobni ciułacze to ludzie posiadający własność, a więc dumni i pewni swego, w naturalny sposób stawiający zaporę wszelkich wariactw ideologicznych i radykalizmów. Dlatego też są to osoby, które wszelkiej maści rewolucje i państwowe totale w pierwszej kolejności biorą na celownik i wywożą na szafot. Rewolucjoniści, czyli zazwyczaj dzieci z bogatych domów i warstw uprzywilejowanych, zawsze traktują je z pogardą, jako "element wsteczny".
Pozbawienie człowieka własności to pierwszy konieczny krok do pozbawienia go wolności. Czynił to bez żenady komunizm, w bardziej zawoalowany sposób robił to faszyzm, zaś całkiem po kryjomu, wydziedzicza obecny system pseudokapitalizmu państwowego. Bo dzisiaj życie ciułacza nie jest łatwe i coraz trudniej przeciętnemu człowiekowi zabezpieczyć stan posiadania.
W czasach mojego pradziadka, kiedy to kolejny dzień przynosił kolejnego dolara, odkładało się jedną srebrną monetę do drugiej i wszystko grało! Pieniądz z parytetem w złocie i srebrze nie tracił na wartości przy dziejowych zawieruchach; i to nawet wówczas, gdy padały państwa, które go emitowały. Złote carskie świnki były w cenie nawet w czasach PRL-u. O kredyt było trudno więc majątek budowało się w oparciu o to, co odłożone. Dzisiaj, praktycznie rzecz biorąc, odkładanie pieniędzy nie ma sensu - od jakiegoś już czasu po to, by oszczędzać, trzeba wpłacać do tej czy innej rulety giełdowej, w przeciwnym razie nasz majątek zamiast z roku na rok przyrastać, straci na wartości. Ciułacze, niegdyś niezależni od spekulantów, zmuszeni zostali, by jeść im z ręki.
Ani się człowiek nie obejrzał, jak ciułaczy poprzednich pokoleń zastąpiła armia golców uzależnionych od kredytu bankowego, przestraszonych co będzie, gdy powinie się noga i nie będą mogli go spłacać. Dawniej w sytuacjach potrzeby człowiek liczył na własne oszczędności, dzisiaj liczy na państwo i jego system zapomogowy.
Niepostrzeżenie na przestrzeni kilku dziesięcioleci zmienił się cały ustrój gospodarczy, na dodatek ten nowy, rzekomo lepszy, oferujący konsumpcję na kredyt, właśnie bankrutuje na naszych oczach. Jego apologeci, wciąż dominujący w życiu publicznym, nie są w stanie przyznać się do własnej porażki, brną w ślepy zaułek, starając się jeszcze za wszelką cenę, na koszt przyszłych pokoleń, przedłużyć kredytową agonię. Zadłużonych po uszy namawia się więc do dalszego zadłużania, w nadziei, że jak wezmą kredyt i pójdą kupować, to napędzą popyt, a ten popyt nakręci fabryki i w tych fabrykach dostaną pracę, którą właśnie stracili... Jest to tak karkołomna kalkulacja, że trudno się dziwić, iż Barack Obama chodzi cały w nerwach i mówi podniesionym głosem, zaś prywatne banki chcą pożyczać jedynie wówczas, gdy rząd weźmie ryzyko na wszystkich obywateli do entego pokolenia. Jesteśmy na prostej drodze do totalnego bankructwa. Pieniądze są bowiem jedynie miernikiem ludzkiej pracy, rząd nie tworzy pieniędzy niezależnie od tego, jak wiele bilionów wyemituje, jeśli na rynku nie będziemy mieli na nie dóbr i usług, będzie to tylko bezwartościowy papier. W taki właśnie sposób zakończy się ekonomiczny eksperyment rozpoczęty w 1971 roku przez USA poprzez likwidację systemu monetarnego z Bretton Woods.
Stabilnej gospodarki nie odzyskuje się przez pompowanie w rynek pustego pieniądza. Stabilizacja jest możliwa jedynie przez powrót do korzeni kapitalizmu; aby tak się stało, konieczna jest rewolucja drobnych ciułaczy, powrót do oszczędzania i gwarancji wartości oszczędności. Sytuację dodatkowo komplikuje odwrót od dolara jako rezerwowej waluty świata, co jeszcze bardziej podroży koszt finansowania zadłużenia Stanów Zjednoczonych, utrudniając finansowanie zagranicznych eskapad militarnych i modernizacji sprzętu wojskowego. To również zagrażać będzie stabilizacji społecznej na kontynencie amerykańskim.
Dzisiaj, kiedy ideały leseferyzmu zostały zdradzone przez tradycyjnych obrońców rynku w imię korporacyjnego socjalizmu, rozbuchanej biurokracji i państwowego etatyzmu, jak nigdy potrzebna jest rewolucja drobnych ciułaczy. To nas państwo powinno otoczyć opieką, chroniąc przed nieuczciwymi praktykami monopoli i wielkich korporacji, to nam państwo powinno zapewnić stabilny pieniądz, chroniąc przed wyzyskiem finansowych molochów. Jeśli nie powrócimy do źródeł kapitalizmu, wkrótce wszyscy tu będziemy mieli drugą Argentynę.
Andrzej Kumor - Mississauga
Tygodnik "Goniec" Toronto



Komentarze
Pokaż komentarze (4)