Ignatowiczowie prowadzili sklep „Alma”od 50 lat. W ubiegłym miesiącu podjęli ostateczną decyzję o jego zamknięciu. Na półkach i zapleczu zostało mnóstwo towaru. Nie zastanawiali się długo, co z nim zrobić. Od razu zdecydowali, że przekażą go potrzebującym.
- Mieliśmy tam wciąż tyle jedzenia. Nie mogliśmy tak po prostu wyrzucić go do śmieci. Więc zamiast patrzyć, jak jedzenie się marnuje, zdecydowaliśmy się zrobić z niego pożytek – mówi „Coventry Telegraph” Alex Ignatowicz. – Byliśmy przekonani, że delikatesy trzeba zamknąć. Liczyło się dla nas to, żeby produkty znajdujące się w puszkach i konserwy trafiły do ludzi, którzy najbardziej ich potrzebują. Zrobiliśmy to z myślą o mojej mamie Anieli, która mieszkała w Polsce podczas drugiej wojny światowej i wiedziała dobrze, co to głód. Pękłoby jej serce, gdyby widziała jak tyle jedzenia się marnuje – dodaje.
Pracownicy domu opieki społecznej oszacowali, ze dzięki polskim sklepikarzom zaoszczędzili 3 tys. funtów. Produkty załadowano aż do czterech podstawionych pod sklep vanów.
- Wcześniej nie wiedziałem zbyt wiele o polskiej kulturze, teraz czuję, że wiem znacznie więcej. Ten gest znaczył dla nas bardzo wiele, szczególnie teraz, w czasie kryzysu ekonomicznego. Zaoszczędzone pieniądze będziemy mogli spożytkować na coś innego – mówi Craig Popely, menedżer Norton House.
Okoliczni bezdomni z Coventry cieszą się, że ich menu zostanie wzbogacone o nowe potrawy. Najbardziej zadowoleni są Polacy, którzy niestety też znaleźli się na ulicy. Już niedługo serwowane im przez wolontariuszy ciepłe posiłki, będą choć trochę przypominały smak domu.
Iwona Kadłuczka - Goniec.com



Komentarze
Pokaż komentarze