Piotr.Kopacz Piotr.Kopacz
415
BLOG

Jak wybierać ?

Piotr.Kopacz Piotr.Kopacz Polityka Obserwuj notkę 1

 

    Wczoraj w Rybniku odbyły się wybory uzupełniające do senatu. To dobra okazja żeby podyskutować o polskiej ordynacji wyborczej. Większość zgadza się ze obecna jest patologiczna ale jaka powinna być, który z dwóch modeli wybrać ? No właśnie czy na pewno mamy do wyboru tylko dwie opcje ?

    Po krótce o systemie wyborczym w Polsce. Opiera się na Art 96, 97 Konstytucji (pozostałe art. Rozdziały IV zawierają techniczne szczegóły) i na obecnie obowiązującej ustawie z 5 stycznia 2011 roku „Kodeks Wyborczy” która była nowelizowana już 10 razy. To pokazuje jakiej żenującej jakości mamy w Polsce ustawy. Konstytucja i Kodeks Wyborczy nadają sejmowi i senatowi odmienne ordynacje wyborcze.

   Sejm w Polsce składa się z 460 posłów wybieranych w 41 okręgach. Zatem mamy do czynienia z systemem dużych okręgów zarówno pod względem obszaru, ludności ale i ilości mandatów. Wybory odbywają się w systemie proporcjonalnym z 5% lub 8% progiem wyborczym dla partyjnych list półotwartych i rozdziałem mandatów metodą D'hondta. O co chodzi w praktyce? Listy półotwarte to takie w których to partia decyduje kto i z jakiego miejsca kandyduje. Jednak mandaty przypadają według ilości otrzymanych głosów a NIE kolejności na liście (a to często powtarzany mit przez tych którzy w ogóle nie chodzą na wybory). Próg wyborczy ma zapobiegać rozdrobnieniu sejmu które rzekomo utrudnia wyłonienie koalicji. W praktyce bywa również ze zbyt skonsolidowany sejm np. złożony z 3 lub nawet 5 partii uniemożliwia wyłonienie rządu w przypadku gdy żadna konfiguracja koalicji możliwych do zawiązania nie daje większości. Następny element ordynacji, Metoda D'hondta to matematyczny przelicznik ilości uzyskanych głosów na ilość mandatów poselskich. Metoda ta faworyzuje partie zwycięska. Idealny przykład dały ostatnie wybory. Ruch Palikota zdobył 10% zatem powinien otrzymać 46 mandatów a dostał jedynie 40. Natomiast Platforma Obywatelska otrzymała 39% zatem powinno się to przełożyć na 180 mandatów a nie 207. Dlaczego rozdział mandatów wypacza wynik głosowania? Powód podawany przez zwolenników ze również ułatwia to zawiązanie koalicji rządzącej. Ale dlaczego taki wniosek ? Czy gdyby PSL miał kilka miejsc więcej a PO kilka mniej koalicja byłaby trudniejsza ? Nie zwyczajnie metoda D'hondta wprowadzona została przez rząd SLD i jej celem jest wzmocnienie partii zwycięskiej ponad miarę. Warto kwestionować słuszność takiego założenia.

 

    Senat w Polsce składa się z 100 senatorów wybieranych w 100 okręgach. Metoda wyborcza to jednoturowe głosownie większościowe w systemie „pierwszy na mecie”. Kandydatów na senatorów z powodzeniem zgłaszać mogą zarówno partie polityczne jaki i komitety obywatelskie. Polska podzielona została na 100 okręgów bez jakiejkolwiek zasady. ustawodawca podzielił kraj wedle własnego uznania okręgi bardzo różnią się od siebie wielkością od 170 tys do ponad 400 tys wyborców. Wydaje się że podział powinien być uzależniony od ilości mieszkańców z uwzględnieniem tradycyjnych regionów jednak na takie rozwiązanie przyjdzie nam jeszcze poczekać.

    Od dłuższego czasu w Polsce toczy się debata publiczna na temat zmiany ordynacji wyborczej niestety zazwyczaj zawęża się ją do porównania metydy sejmowej „głosowania proporcjonalnego na półotwarte listy partyjne z 5% progiem wyborczym i rozdziałem mandatów metoda D'hondta w okręgach wielomandatowych” oraz metody senackiej „jednoturowego głosowania większościowego w okręgach jednomandatowych z zasada pierwszy na mecie”. Problem w tym że obie te metody są złe patologiczne i nie oddają wyników glosowania. Całe szczęście jest jeszcze kilka innych metod które opisze nieco dalej. Ale najpierw ocena dwóch obecnych ordynacji.

     Metoda „głosowania proporcjonalnego na półotwarte listy partyjne z 5% progiem wyborczym i rozdziałem mandatów metoda D'hondta w okręgach wielomandatowych” Jest to najbardziej patologiczna z metod proporcjonalnych. Często utożsamiana błędnie z „systemem proporcjonalnym” który w rzeczywistości zawiera kilka metod. Krótko o tej ordynacji nie oddaje ona wyników głosowania. przelicznik D'hondta wypacza wynik w ilości mandatów przykłady już przytaczałem znacznie uczciwszy jest przelicznik Sainte-Legue który rozkłada mandaty zgodnie z wynikami glosowania. Próg wyborczy 5% ma swoje wady i zalety (zbytnie rozdrobnienie i zbytnia konsolidacja parlamentu) oraz problem wyników tuż pod kreską co np. jeśli partia uzyska powiedzmy 795 tyś głosów da to mniej więcej 4,7% może się zdarzyć sytuacja w której 2 partie uzyskają taki wynik. Przykład w wyborach do sejmu w 1997 r prawie 3 mln głosów przepadły z racji progu 5% dawało to ok 12% głosów ogółu. Sytuacja w której 12% głosów przepada jest patologiczna. Być może propozycje obniżenia progu do 3% jest warta rozważenia. Dotykową wadą tego systemu jest fakt zbytniego wzmocnienia partii politycznych które bez opinii wyborców, a czasem wbrew opinii własnych struktur lokalnych tworzą listy kandydatów z często nieznanych nikomu osób. Zatem de facto to partie decydują o tym kto zostanie posłem a nie wyborcy. Przykład W Bawarii przestano w ogóle udawać ze głosuje się na ludzi na listach znajdują się znaczki partyjne i nazwy partii a nazwiska wypisane są drobnym druczkiem pod spodem. Wyborca stawia krzyżyk przy znaczku partii. To uczciwe postawienie sprawy bez pozorowania wyboru nazwisk. Polska specyfika powoduje dodatkową patologię dużych okręgów. Przykład w wyborach do sejmu w 2011 roku karta do głosowania z listami kandydatów to było 10 kartek A4. Wrażenie jednoznaczne ogromna ilość kandydatów, większość wyborców w ogóle nie czytała kart a jedynie stawiali x przy jedynkach. Dla partii politycznych to korzystne bo można wystawić anonimowych partyjnych działaczy, nikomu nie znanych albo tzw „spadochroniarzy” i tak nikt nie czytał nazwisk. Tyle że nie o to powinno chodzić w systemie głosowania proporcjonalnego.

      Metoda jednoturowe głosownie większościowe w systemie „pierwszy na mecie” (z ang. First past the post)to najbardziej patologiczna z metod większościowych. Może ona funkcjonować w zasadzie wyłącznie w systemie dwupartyjnym. Metoda pochodzi z Wielkiej Brytanii i właśnie tam ujawnia się jej zawodność. Doszło tam do przełamania systemu dwupartyjnego w postaci pojawienia się czterech partii z poparciem co najmniej 15%. W takich warunkach metoda zawodzi. Przykład: dwie partie które uzyskają 60% głosów ale wystawią osobne listy przegrają prawie wszystkie okręgi z dwiema partiami z 40% poparciem ale w koalicji. W ten sposób zwycięzca głosowania przegra wybory. Taka sytuacja jest nie do zaakceptowania. Główną wadą tej metody jest to że, odrywa ona całkowicie rozdział mandatów od wyników głosowania w skali kraju. Przykład PO z ok 30% głosów ma 63% mandatów senatorskich. Przykład w wyborach w Wielkiej Brytanii w 2005 roku na zwycięskich kandydatów oddano jedynie 18% głosów w skali kraju. Zwolennicy twierdza ze metoda ta pozwala na zwycięstwo elity narodu w wyborach to bzdura Przykład startują i dostają się do senatu wdowy po politykach, a pierwsze głowy ekonomi nie. Wygrywają po prostu kandydaci największych partii. Lepsi jakościowo kandydaci ale bez partyjnych pieniędzy są w zasadzie bez szans. Inny argument zwolenników to że, wygrywa kandydat najbardziej rozpoznawalny w regionie w praktyce jest odwrotnie zupełnie anonimowi kandydaci wystawieni przez partie która prowadzi w sondażach i tak wygrają. Zwolennicy JOW w tej postaci utrzymują że, odpolityczni to izbę wyższą to kolejna bzdura Przykład po wyborach do senatu 2011mamy tylko jednego senatora bezpartyjnego. Pozostałych 99 startowało z poparciem jednej z głównych partii. Jednoturowość natomiast, powoduje bezsens głosowania na kogokolwiek innego niż faworyta. Wyborcy zazwyczaj nie chcą marnować głosów i ulegają takiej sugestii, powstaje efekt „zagłosowałbym na niego ale on nie ma szans”. „Pierwszy na mecie” cechuje również tak zwane „taktyczne głosowanie”(z ang tactical voting). Bardzo łatwo rozbić głosy opozycji. Wystarczy ze władza wystawi jakiegoś kandydata niezależnego. I tak zwane głosy „przeciw” obecnie urzędującemu rozłożą się na tylu kandydatów że stałe poparcie urzędującego wystarczy do reelekcji. Jasne jest że rządowy kandydat zawsze uzyska ok 16% elektoratu. Głosy te zapewniają grupy urzędników i funkcjonariuszy, rodzin od których byt zależy by obecna władza utrzymała się jak najdłużej. Dodatkowo metoda napędza w znacznym stopniu populizm. Kandydaci prześcigają się w obiecankach, bardzo powszechne jest obiecywanie załatwienia kwestii lokalnych które w ogóle nie leża w kompetencji senatora. Mimo wyłonienia stabilniejszej większości wyniki zdecydowanie za bardzo odbiegają od preferencji wyborców, ta metoda przeczy idei wyborów. Senat jako izba wyższa powinna co prawda podlegać innym zasadom niż sejm. Jakość wyborów poprawiłoby wzorowanie na senacie francuskim, wybieranym w wyborach dwuturowych co wyeliminuje część obecnych patologi. Dodatkowo Konstytucja nie przewiduje wyborów „równych” do senatu. Być może należałoby to wykorzystać i wprowadzic do senatu np. cenzus doktoratu dla kandydatów. Przykład Izby wyższe Kanady, Irlandi są w części mianowane. W krajach anglosaskich jakość senatu przedkładana jest nad demokratyczną legitymacje.

     Dwie ordynacje poddałem krytycznej ocenie a teraz czas na ukazanie że istnieje więcej możliwości niż wyżej opisane.

 

      Głosowanie równoległe to bardzo interesujący system najczęściej stosowany do izb niższych parlamentu( Japonia, Korea, Meksyk, Ukraina) . Łączy on ordynację wielo i jednomandatową. Polega na tym ze przykładowo 30% mandatów wybierane jest w okręgach jednomandatowych a 70% w wielomandatowych. Jest bardzo korzystny dla dużych krajów. W praktyce dzięki temu partyjni liderzy „pojedynkują” się na osobnych listach. Eliminuje to efekt tzw „wciągania” czyli sytuacji w której jedynka uzbiera tak duża ilość głosów, że wciąga za sobą do sejmu jeszcze 4 kolejnych kandydatów mimo ze mieli oni poparcie minimalne. Wyniki tych wyborów lepiej oddają nastroje społeczne i zdecydowanie osłabiają role partyjnych centrali.

     Głosowanie preferencyjne jest najlepszym z możliwych systemów wyborczych. Jest osobliwą wariacją systemu proporcjonalnego. Wyborca stawia numerki przy nazwiskach kandydatów np. od 1 do 5 w kolejności sympatii. Występuje w dwóch głównych odmianach:

„Pojedynczy głos przechodni” dla okręgów wielomandatowych ale niewielkich max 5 mandatów. W tym przypadku partie wystawiają jednego lub dwóch kandydatów wszyscy znajdują się na jednej liście, przy nazwisku jest skala oceny od jeden do dziewięć. Wyborca zaznacza przy każdym kandydacie inny numerek w skali w jakiej ocenia kandydata. Próg wyborczy z procentowego zmienia się na liczbowy to znaczy na uzyskanie 4 miejsc w parlamencie.

„Proporcjonalny głos alternatywny” dla okręgów jednomandatowych. W tym przypadku partie lub komitety obywatelskie zgłaszają jednego kandydata. Wszyscy znajdują się na jednej liście. Wyborca uzupełnia kratki przy nazwiskach nie x ale numerkami. Liczby pokazują preferencję wyborcy.

 

     Mandaty rozdziela się następująco. Jeżeli którykolwiek kandydat uzyska 50% głosów „1” to otrzymuje mandat. Jeżeli nie odrzucany jest kandydat z najmniejsza ilością jedynek i jego dwójki i trójki są rozdzielane. Następuje ponowne przeliczenie głosów jeżeli którykolwiek kandydat dostanie 50% jedynek i dwójek wygrywa. Jeżeli nie odrzucany jest kolejny kandydat najsłabszy i jego dwójki, trójki są rozdzielane. I tak do skutku aż obsadzone zostaną wszystkie mandaty z okręgu kandydatami z ponad 50% głosów. Ordynacja preferencyjna najlepiej oddaje wynik głosowania i wole wyborców. Okręgi są małe najczęściej pięciomandatowe. Eliminuje wszystkie patologie „pierwszy na mecie” i „list partyjnych z metoda D'hondta” nie ma w ogóle głosów straconych. Kandydować mogą praktycznie tylko kandydaci rozpoznawalni w regionie inni nie dostana po prostu głosów dwójek i trójek więc wyprzedzi ich inny kandydat. Ogranicza to udział partii do minimum. Mandat uzyskują wyłącznie kandydaci którzy zgromadzą ponad połowę głosów. Ordynacja ta promuje polityków umiarkowanych i merytorycznych dopiero w takich wyborach najlepsi kandydaci mają szanse zwycięstwa. Zgodnie ze raportem London School of Economics z 2011r 22 ekspertów z dziedziny ordynacji wyborczej uznało głosowanie preferencyjne za najlepszy istniejący system. Z powodzeniem stosuje go Irlandia, Australia, Nowa Zelandia, Belgia, Austria, Szwajcaria, Hong-Kong, i wiele innych krajów. Wprowadzenie tej ordynacji dałoby nam szanse zmiany całej klasy politycznej i zerwania z partyjniactwem które niszczy jakość Polskiego Parlamentu.

 

Student prawa . Poczatkujacy aktywista polityczny . Sportowiec .

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka