achmed achmed
68
BLOG

Kosowskie za i przeciw

achmed achmed Polityka Obserwuj notkę 0

Pojawiło się dziś mnóstwo komentarzy na temat deklaracji niepodległości przez Kosowo. Jedne mądrzejsze, drugie głupsze, jedne płytkie, inne pogłębione, ale niemal wszystkie czarno-białe, jednostronne. A ja mam tzw. mieszane uczucia.

Bo z jednej strony:

- Naturalnym i bezdyskusyjnym wydaje mi się tzw. prawo narodów do samostanowienia. Jeśli jakiś naród, który dodatkowo ma odpowiednią liczebność i zamieszkuje zwarty obszar, chce stanowić odrębne państwo, to ma do tego prawo. Ma prawo w sensie obiektywnym, ludzkim, a nie prawa międzynarodowego. A Kosowo te kryteria spełnia z nawiązką. Około 2 mln ludzi, z czego ponad 90% to Albańczycy nie chce żyć w Serbii. I trudno im się dziwić, bo Serbia i Serbowie są dla nich obcy pod każdym względem - religijnym, etnicznym, językowym. Kryterium ilości ludzi jest oczywiście nieostre, ale w samej Europie z powodzeniem funkcjonują państwa o porównywalnych powierzchniach i liczbie mieszkańców co Kosowo (Litwa. Łotwa. Estonia, Słowenia, Czarnogóra, Macedonia). Niektóre z nich, jak np.Łotwa, mają nawet bardziej niejednorodną strukturę narodowościową, a mimo to nikt się nie zastanawia nad prawem Łotwy do istnienia. Nawiasem mówiąc, zwłaszcza dla Polaków to "prawo" powinno być oczywiste.

- Mówi się, że Kosowo jest kolebką państwowości serbskiej, a więc powołuje się na aspekt historyczny przynależności tego terenu. To tylko część prawdy - tak było w wieku XI, XII, jeszcze XIII. A potem przez wiele wieków była to część Imperium Osmańskiego - ani serbska, ani albańska. Granice państwa i obszarów zamieszkiwanych przez poszczególne narody zmieniały się w historii i wszędzie w Europie, a już zwłaszcza na Bałkanach, te obszary bardzo wyraźnie nachodzą na siebie. A już odwoływanie się do średniowiecza jest, delikatnie mówiąc, nieporozumieniem. Te ziemie są albańskie w sensie etnicznym nie od wczoraj. Na mapach narodowości Europy z przełomu wieków XIX i XX całe Kosowo jest zaznaczane jako obszar zamieszkały przez Albańczyków.

- Za złą politykę, a zwłaszcza za zbrodnie i ludobójstwa ponosi się karę. Jakkolwiek na każdej wojnie ofiary są zawsze po obu stronach, to jednak we wszystkich odsłonach konfliktów bałkańskich z lat 90-tych to właśnie Serbowie dali się poznać jako strona mająca najwięcej na sumieniu. Dubrovnik, Srebrenica, Sarajevo, Bihac, Vukovar wszystkie te miejsca i wiele innych obciążają sumienia Serbów. Nie powinni się oni zatem dziwić, że oględnie mówiąc nie cieszą się sympatią ani wśród sąsiadów, ani na świecie. Ich dzisiejsze żale trochę przypominają dramat "wypędzonych" Niemców po drugiej wojnie światowej. Za zbrodnie trzeba płacić. Wrocław jest znacznie bardziej niemiecki niż Pristina serbska. 

- Jakkolwiek to niepoprawne politycznie, najzdrowszym i najtrwalszym bytem państwowym jest państwo narodowe. Wszelkie procesy integracyjne, jakie zachodzą w Europie tego nie zmieniają - Baskowie nadal chcą niepodległości, tarcia są w Belgii, Szkoci nie cierpią Anglików (jedynym istotnym wyjątkiem jest tu Szwajcaria). Przykłady można mnożyć. Sztuczny twór pt. Serbia plus Kosowo jest sztuczny właśnie. Nie ma spoiwa, nie ma wspólnego mianownika, który mógłby spajać dwa nienawidzące się narody.

Z drugiej strony jednak:

- Narodów nie można upokarzać, bo to się zemści. To odbije jak naciągnięta sprężyna. A Serbowie są już maksymalnie upokorzeni. Stracili wszystko, duża część Serbów znalazła się poza Serbią. Z hegemona dawnej Jugosławii stali się maruderem, lata świetlne za Słowenią i Chorwacją. Cały świat (poza Rosją) się od nich odrócił. To trochę jak Niemcy po I wojnie światowej. Czują się skrzywdzeni i będą chcieli się zemścić

- To niebezpeiczny precedens. Dotychczas w pojałtańskiej Europie mimo wielu wojen nie doszło do żadnej zmiany granic innej niż rozpad państw federacyjnych. Niepodległość ogłaszały dotychczas wyłącznie kraje związkowe. Tak nastąpił rozpad Związku Radzieckiego, Czechosłowacji i Jugosławii. W imię tego paradygmatu do dziś utrzymuje się całkowicie sztuczny twór, jakim jest Bośnia - taka Jugosławia z pigułce, z Bośniakami, Chorwatami i Serbami. A teraz secesję ogłasza prowincja, autonomiczna co prawda. ale jednak integralna część jakkiegoś państwa. Przykładów prowincji chcących pójść tym śladem jest aż nadto.

- Powstaje trzecie już w Europie (po Albanii i Bośni) państwo muzułmańskie. I to państwo o ciemnych powiązaniach - z terroryzmem, mafią narkotykami, handlem ludźmi. Potencjalnie to wszystko bardzo niebezpieczne i źle wróży.

Nie doknąłem kilku innych spraw, jak to np. czy jest sens istnienia obok siebie dwóch państw albańskich. Bo nie ma narodu kosowskiego - to są Albańczycy. Naturalną koleją rzeczy wydaje się połączenie z Albanią i to w bardzo bliskiej perspektywie. Tylko teraz dobrze to czy źle. Nie wiem. Z jednej strony dobrze, bo powstanie spore państwo jednolite narodowościowo. Tej nowej, wielkiej Albanii łatwiej będzie poradzić sobie z problemami i przetrwać, także ekonomicznie. Ale z drugiej strony może ono stanowić zagrożenie dla małych państw wokół siebie z mniejszością albańską (Macedonia, Czarnogóra). Tu też racje się podzielone.  

Świat nie zawsze jest czarno-biały. I o ile za uprawnione, a nawet pożądane uważam jasne opowiadanie się po jednej ze stron w sporze PiS-PO, to tu powinno być łatwiej ważyć racje.                                                                

achmed
O mnie achmed

Jak w nazwie blogu

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka