Wczoraj na swoim blogu Józef Zawadzki popełnił dość osobliwy wpis. Problem z nim jest taki, że nie bardzo wiadomo, co poeta miał na myśli. Kiedy spytałem autora, aby wytłumaczył mi, o co mu chodziło, zostałem w mało elegancki sposób zbyty – „No trudno. Mam ciekawsze zajęcia niż wyjaśniać Panu oczywiste sprawy. Najlepiej zrobiliby to Irlandczycy”. Oto te oczywistości – pozwolę sobie wkleić całą notkę, bo i nie jest ona zbyt długa:
„W tym kraju miłującym wolność jest ustawowy wymóg, by Irlandczycy w referendum właśnie wypowiedzieli się w sprawie Traktatu zastępującego unijną konstytucję odrzuconą w 2005 roku w referendach przeprowadzonych we Francji i w Holandii.
Z kolei żeby Traktat wszedł w życie w 2009 roku muszą poprzeć go wszystkie z 27 krajów Unii, no i tu zaczyna się problem. „Nie” Irlandii jest wielce prawdopodobne, bo Irlandczykom nie bardzo podoba się możliwość uwikłania ich w jakieś spory międzynarodowe i wolą, jako suwerenny kraj zachowywać neutralność i nie wysyłać swoich żołnierzy na nieswoje wojny. Podkreślają też, że Unia dobrze funkcjonuje na dotychczasowych fundamentach prawnych.
Hm, wielu Irlandczyków myśli w tej kwestii tak, jak wielu Polaków. Dokładnie ilu, dowiemy się już niedługo, bo rzeczone referendum ma odbyć się, według zapewnień premiera Irlandii, przed czerwcem 2008 r. No to za trzy, cztery miesiące. Tyle z ciekawości wytrzymamy.”
Pierwszy akapit – wszystko jasne. Obligatoryjne referendum w całej unii musi przeprowadzić tylko Irlandia i najpewniej odbędzie się ono przed latem. Prawdą jest także, że każde państwo musi ratyfikować nowy traktat, aby wszedł on w życie. Stanowią o tym dotychczasowe traktaty. I tu zaczyna się problem, pisze Pan Zawadzki. I ma rację. Jednak zaczyna się problem nie z Irlandią, a z samym Zawadzkim, który zaczyna pisać o czymś, o czym nie ma pojęcia – albo ma, lecz nie umie tego wykazać.
Po pierwsze, „Nie” Irlandii wcale nie jest wielce prawdopodobne. Najnowszy sondaż, opublikowany w ubiegłym tygodniu, wskazuje, iż zwolenników traktatu reformującego jest ponad dwa razy więcej niż przeciwników – 26 procent do 12 procent. Natomiast aż 64 procent Irlandczyków nie ma w tej sprawie zdania. Co więcej, zaledwie 12 procent Irlandczyków posiada wystarczającą wiedzę na temat dokumentu, aby wyrobić sobie na jego temat opinię. W porównaniu do sondaży z listopada, nastąpiły bardzo niewielkie zmiany – chcący poprzeć traktat stanowili wówczas 1/4 głosujących, przeciwników było 13 procent, a 62 procent Irlandczyków nie miało zdania.
Premier Bertie Ahern zachęca Irlandczyków do poparcia traktatu reformującego. W najbliższych tygodniach rząd zamierza wysłać ok. 2,5 miliona broszur informujących o traktacie do domów Irlandczyków. Choć największe partie mniej lub bardziej zdecydowanie popierają traktat, liczba niezdecydowanych jest bardzo duża. Irlandia ma także w swej historii epizod, który zmroził krew w żyłach wielu eurokratom – w 2001 roku Irlandczycy odrzucili traktat nicejski, i dopiero w powtórzonym referendum w 2003 roku opowiedzieli się za jego przyjęciem.
Jednak, wbrew obawom Pana Zawadzkiego, profesor Philip Lane z Trinity College w Dublinie twierdzi, iż sytuacja związana z Niceą już się nie powtórzy. Dlaczego? Lane wskazuje na kilka przesłanek – rozszerzenie UE w 2004 roku przyniosło Irlandii wymierne korzyści ekonomiczne, a imigracja sprawiła, że udało się utrzymać dynamiczne tempo wzrostu gospodarczego. Druga istotna kwestia związana z rozszerzeniem to zmniejszenie obaw przed zdominowaniem unii przez niewielką liczbę dużych państw – przystąpienie do Wspólnoty wielu mniejszych krajów sprawiło, że Irlandia czuje się teraz w unii dużo lepiej. Nie można zapomnieć o tanich liniach lotniczych, które sprawiły, że Irlandczycy mogli lepiej poznać Europę, a także nabyć w niej nieruchomości, tzw. drugie domy.
Profesor Lane wskazuje także na cztery kolejne przesłanki, które wskazują, że tym razem Irlandczycy traktat poprą:
1) Green Party, tradycyjnie sprzeciwiająca się ratyfikacji kolejnych traktatów jest obecnie członkiem koalicji rządzącej. Co prawda w wewnątrzpartyjnym głosowaniu, które odbyło się 19 stycznia, nie udało się osiągnąć wymaganego statutem partii progu 2/3 popierających głosowanie „Za” w referendum (zabrakło 3 procent głosów), lider Zielonych John Gormley zapowiedział, że będzie rekomendował poparcie traktatu w referendum (LINK).
2) Irlandzcy wyborcy w coraz większym stopniu zdają sobie sprawę, że globalne problemy, takie jak zmiany klimatyczne, rozwój międzynarodowy czy globalne bezpieczeństwo można skutecznie rozwiązywać poprzez międzynarodowe porozumienia i organizacje – a Unia Europejska zapewnia efektywny mechanizm dla Irlandii, aby wpłynąć na globalną debatę.
3) Irlandczycy są dumni z udanego okresu pełnienia prezydencji przez Dublin i dostrzegają ogromną rolę swojego premiera, Bertie Aherna, w doprowadzeniu do porozumienia w sprawie poprzedniego traktatu – eurokonstytucji.
4) Po przegranym referendum w sprawie Nicei w 2001 roku rząd powołał do życia instytucję o nazwie Forum on Europe, które prowadzi kampanię informacyjną i działalność proeuropejską.
Jest jeszcze jedna przesłanka pozwalająca wierzyć, że Irlandia traktat przyjmie – wzorem Wielkiej Brytanii Dublin zastosował formułę opt-out w kwestiach sprawiedliwości i spraw wewnętrznych.
Pan Zawadzki nie sprawdził więc danych albo przyjął za pewnik, że ogromna liczba niezdecydowanych ostatecznie traktatu nie poprze. Ciężko stwierdzić na dzień dzisiejszy, jak zachowa się blisko 2/3 elektoratu, ale przyjmując argumentację profesora Lane’a oraz patrząc na aspekt gospodarczy członkostwa w unii, raczej nie ma się czego obawiać przy irlandzkim referendum
Jednak to nie kwestia poparcia bądź nie nowego traktatu sprawiła, że zadałem Panu Zawadzkiemu pytanie. Nie rozumiem tego oto fragmentu: „Irlandczykom nie bardzo podoba się możliwość uwikłania ich w jakieś spory międzynarodowe i wolą, jako suwerenny kraj zachowywać neutralność i nie wysyłać swoich żołnierzy na nieswoje wojny.” Co ma piernik do wiatraka – czyli traktat do wysyłania żołnierzy na wojnę? Sprawdziłem postanowienie traktatu lizbońskiego i o wojsku jest tam dosłownie kilka linijek (LINK):
„KLAUZULA SOLIDARNOŚCI
176) Dodaje się nowy tytuł VII i nowy artykuł 188r w brzmieniu:
TYTUŁ VII
KLAUZULA SOLIDARNOŚCI
Artykuł 188r
1. Unia i jej Państwa Członkowskie działają wspólnie w duchu solidarności, jeżeli jakiekolwiek Państwo Członkowskie stanie się przedmiotem ataku terrorystycznego lub ofiarą klęski żywiołowej lub katastrofy spowodowanej przez człowieka. Unia mobilizuje wszystkie będące w jej dyspozycji instrumenty, w tym środki wojskowe udostępnione jej przez Państwa
Członkowskie, w celu:
a) — zapobiegania zagrożeniu terrorystycznemu na terytorium Państw Członkowskich,
— ochrony instytucji demokratycznych i ludności cywilnej przed ewentualnym atakiem terrorystycznym,
— udzielenia pomocy Państwu Członkowskiemu na jego terytorium, na wniosek jego władz politycznych, w przypadku ataku terrorystycznego;
b) udzielenia pomocy Państwu Członkowskiemu na jego terytorium, na wniosek jego władz politycznych, w przypadku klęski żywiołowej lub katastrofy spowodowanej przez człowieka.
2. Jeżeli Państwo Członkowskie stało się przedmiotem ataku terrorystycznego lub ofiarą klęski żywiołowej lub katastrofy spowodowanej przez człowieka, na prośbę jego władz politycznych inne Państwa Członkowskie udzielają mu pomocy. W tym celu Państwa Członkowskie koordynują swoje działania w ramach Rady.”
Strona informująca o traktacie lizbońskim także zaprzecza słowom Pana Zawadzkiego:
„Czy traktat ustanowi wojsko europejskie?
Nie. Zdolności militarne pozostają w rękach poszczególnych krajów. Traktat przewiduje, że państwa członkowskie mogą udostępnić Unii zasoby cywilne i wojskowe do celów operacji w ramach wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony. Jednak każde państwo członkowskie ma prawo sprzeciwić się tego rodzaju operacjom, a wszelkiego rodzaju wkład na ich rzecz odbywa się na zasadzie dobrowolności.
Grupa państw członkowskich, które wyrażają chęć i posiadają niezbędny potencjał, może realizować operacje rozbrajania, akcje humanitarne i ratownicze oraz zadania doradztwa wojskowego i misje utrzymania pokoju. Żadnego państwa członkowskiego nie można zmusić do udziału w tego rodzaju operacjach.”
Śmiem więc twierdzić, że Pan Zawadzki najzwyczajniej w świecie bredzi i do tego czyni to bezwstydnie. Szanuję jego stanowisko, jak rozumiem – sceptyczne wobec traktatu i muszę przyznać, że sam mam w stosunku do niego wiele wątpliwości. Ba, uważam, iż najlepsze miejsce dla traktatu to kosz na śmieci. Za skandal uważam próbę przeforsowania odrzuconej przez Francuzów i Holendrów eurokonstytucji i sądzę, że takie podejście eurokratów do ludności Europy nie przyniesie niczego dobrego. Wielokrotnie zresztą pisałem o tym: Traktat bez legitymacji, Szczyt UE: wszyscy wygrali?, Eurokonstytucja musi być, bo musi.



Komentarze
Pokaż komentarze