Okres rządów Berlusconiego i skupionej wokół jego partii Forza Italia prawicowej koalicji był okresem zastoju i braku reform. Berlusconi nie podjął żadnej odważnej, reformatorskiej decyzji. Gospodarka rozwijała się w tempie mniejszym niż 1 procent, a w roku 2006 - kiedy Silvio oddawał władzę po minimalnej porażce w wyborach parlamentarnych - tempo wzrostu wyniosło 0,1 procenta.
Nie chce mi się nawet przytaczać przedwyborczych obietnic Berlusconiego, gdyż nie miały one żadnego pokrycia w jego późniejszych działaniach. Teraz będzie zapewne podobnie. Silvio lubi być w świetle reflektorów, na szczycie, ale zamiast rządzić dba tylko o własne interesy. Wiele złego można powiedzieć o centrolewicowej koalicji, złożonej z dziewięciu partii, skleconej wokół jednej idei - twardej opozycji wobec Berlusconiego. Lewica jednak zdecydowała się na kilka posunięć, które były krokami w dobrą stronę - mam tu na myśli pewne zmiany podatkowe oraz racjonalizację wydatków. Było to za mało i za późno, ale przynajmniej było.
Obecne hasło wyborcze Berlusconiego - "Powstań, Italio!" - jest chwytliwe i dość skuteczne. Niestety, pod rządami Silvia Italia nie powstanie z kolan i nie ruszy do przodu. Ogromny dług publiczny, powolny wzrost gospodarczy, nieelastyczny rynek pracy, zdominowane przez korporacje grupy zawodowe, bardzo silne związki zawodowe, panosząca się w kraju mafia - długo by wymieniać problemy Włoch - nie znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Chory człowiek współczesnej Europy - Italia, pozostanie na kolanach, a w zasadzie na łopatkach. Zaledwie kilka tygodni temu Włochami wstrząsnęła informacja o tym, że pod względem PKB per capita Italię wyprzedziła Hiszpania. Ta sama Hiszpania, która dwie dekady temu była gospodarczym pariasem Wspólnot Europejskich. Pariasem, który stał się prymusem i wyprzedził starego mistrza.
Teatr polityczny w postaci wyborów i zmian na fotelu premiera zdają się nie mieć wielkiego przełożenia na codzienne życie Włochów. Mieszkańcy Italii nauczyli się żyć bez państwa, a nawet wbrew państwu. I choć osobowość jednego czy drugiego lidera może ich porywać, są to tylko chwilowe pozory. Ktokolwiek bowiem dostaje okazję do rządzenia, efekt jest taki sam - brak zmian.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)