Z perspektywy katolickiej sprawa jest dość oczywista: papież, jako następca św. Piotra, nie jest jednym z wielu komentatorów rzeczywistości. Jest głosem sumienia: niewygodnym, czasem niezrozumianym, ale niezbędnym. Dlatego atak Trumpa nie jest zwykłą krytyką polityczną. To próba podważenia autorytetu.
Trump zarzuca papieżowi „słabość”. To słowo dobrze oddaje sposób myślenia, w którym siła oznacza dominację, kontrolę i zdolność narzucania swojej woli. Tymczasem chrześcijaństwo odwraca tę logikę: siła objawia się w zdolności do przebaczenia, do przyjęcia słabszego, do obrony godności nawet wtedy, gdy nie przynosi to politycznych korzyści. To właśnie dlatego papieskie stanowisko wobec migrantów czy ubogich wydaje się „liberalne” dla tych, którzy patrzą na świat wyłącznie przez pryzmat bezpieczeństwa państwa.
Problem polega jednak na czymś głębszym niż różnica poglądów. Styl wypowiedzi Trumpa – agresywny, personalny, pozbawiony szacunku – budzi poważne pytania o jego zdolność do sprawowania urzędu w sposób odpowiedzialny. Jeśli przywódca jednego z dużych mocarstw na świecie reaguje na moralną krytykę impulsywnym atakiem, to nie jest to oznaka siły, lecz raczej braku równowagi. W tym sensie pojawiające się opinie, że jego zachowanie nosi znamiona niepoczytalności, nie są wyłącznie polityczną przesadą ale bardzo poważnym znakiem zapytania.
Nawet osoby pochodzące z obozu, które w stosunku do Trumpa są wyjątkowo życzliwe, jak Sławomir Cenckiewicz, uznały jego wypowiedź za przekroczenie granic. I tak powinna postąpić prawica w Polsce. Panie Kaczyński stanie Pan po stronie autorytetu Kościoła czy po stronie amerykańskiego chylącego się w stronę upadku imperializmu?
Trump reprezentuje pewien typ przywództwa: oparty na ego, konflikcie i przekonaniu o własnej nieomylności. Papież reprezentuje coś odwrotnego: pokorę wobec prawdy, która go przekracza. Te dwa światy nie mogą się łatwo spotkać – i właśnie dlatego dochodzi do takich napięć.
Katolicy „powinni” stanąć po stronie papieża. Nawet nie dlatego, że są katolikami, ale dlatego, że stawką jest coś więcej niż lojalność. Stawką jest wizja człowieka i świata. Jeśli zaakceptujemy, że polityk może bezkarnie obrażać autorytet moralny tylko dlatego, że się z nim nie zgadza, to w istocie zgadzamy się na świat, w którym nie ma już żadnych granic.
Problemem nie jest to, że Trump „nie jest fanem” papieża. Problemem jest to, że jego sposób reagowania na sprzeciw przypomina bardziej impulsywność niż odpowiedzialne przywództwo. A świat – zwłaszcza dziś – nie potrzebuje liderów, którzy kierują się urażoną dumą.
W tym sporze papież nie musi wygrać politycznie. Wystarczy, że pozostanie wierny swojej roli. Bo historia wielokrotnie pokazywała, że imperia budowane na sile przemijają, a głos sumienia – nawet jeśli wyśmiewany – zostaje.
Piotr Tański
zapraszam do polubienia strony na FB: Przegląd Współczesny
wspieraj rozwój Przeglądu Współczesnego. Portalu Idei. Wejdź na: suppi.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (2)