Jestem akurat na warszawskim Żoliborzu, czeakam, jak co rok od wielu wielu lat na syreny.
Godzina 17. Wyją.
Stoję przy oknie i spoglądam na stojącą na baczność staruszkę.
Syreny głośno wyją.
Obok przechodzi pan z siwą skronią prowadząc małe dziecko za rączkę, dziadek?
syreny wyją
Młoda dziewczyna przemyka z wystraszonym psem, ulicą pędzą samochody.
wyją wciąż.
Pan bierze wystraszone dziecko na ręce i staje.
Koniec.
Pewnie ileśtam kilometrów dalej kombatanci, politycy, niewielka garstka młodzieży z biało-czerwonymi opaskami na ramionach.
A tu - słychać tylko dzieci biegające za piłką w pobliskiej szkole i basowe łup-łup-łup z przejeżdzającego samochodu.
Godzina W Anno Domini 2007.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)