48 obserwujących
335 notek
375k odsłon
  1014   9

Łuskanie cebuli. Nie śpij, bo cię wyszczepią

Nie śpij... #_prawo cytatu
Nie śpij... #_prawo cytatu


Wynikałoby stąd, że wprawdzie zagrożenie wirusem – dla walki z którym zadysponowano te wszystkie lockdowny, obostrzenia sanitarne oraz antywolnościowe restrykcje paraliżujące na rok praktycznie cały zachodni świat – jest być może dwa razy groźniejsze od zwykłej epidemii grypy oraz chorób grypopodobnych, ale wcale nie uzasadnia aż tak rujnującej życie, zdrowie i dotychczasowy kształt naszego świata kampanii obronnej.  Tym bardziej że faktycznej liczby zgonów na CoViD-19 nigdy raczej nie poznamy, nie z powodu niedostatku rzetelności witryny Worldometer, lecz ze względu na „kreatywną księgowość” uprawianą przez władze sanitarne państw Zachodu.

W USA już przed rokiem uczciwi lekarze alarmowali o państwowym systemie korupcji w tym zakresie: za zgłoszenie każdej śmierci, byle stowarzyszonej z obecnością modnego wirusa, szpitale otrzymywały potrójną dotację. Gdzie indziej płacono mniej szczodrze, ale zwykle co najmniej sowicie, więc... trudno przypuszczać, żeby personel medyczny zaniżał dane na własną szkodę. Z kolei drugim czynnikiem deformującym obraz stanu rzeczy, były fałszywie pozytywne wyniki testów PCR RT, głównie zresztą wykorzystywane dla podkręcania paniki oraz efektywnego kreowania tzw. fali zachorowań.

Że krajowe władze sanitarne unikały ustalenia rzeczywistego zasięgu proliferacji tak zabójczego podobno wirusa, widać po tym, że tylko incydentalnie w świecie przeprowadzano badania przesiewowe (i to zwykle w poszczególnych regionach czy stanach USA) dla ustalenia stopnia rozpowszechnienia się wirusa wśród danej społeczności, co pozwalało na rzetelną ocenę stopnia zapadalności na tę infekcję oraz na ustalenie prawdziwego odsetka śmiertelności. Trwała głuchota władz sanitarnych, politycznych oraz telewizyjnych uczonych na tę elementarną metodę, a zwłaszcza tłumienie wszelkiej merytorycznej debaty i ośmieszanie realnych, ale niedyspozycyjnych autorytetów medycznych, dopełniają obrazu owej „potiomkinowskiej pandemii”.

Szukając alibi, WHO podwaja stawkę
Co zdumiewające, choć skądinąd niestety zrozumiałe, kierowana przez Tedrosa Ghebreyesusa WHO, która w czasie tej epidemii  popełniła tak wiele błędów oraz karygodnych zaniechań, a nadto wydała naprawdę sporo sprzecznych oświadczeń i kuriozalnych zaleceń, teraz twierdzi, że liczba blisko czterech milionów ofiar jest znacznie zaniżona, że w zasadzie należałoby ją nawet podwoić. Przyjmijmy na chwilę te samousprawiedliwienia, czyli próbę tworzenia sobie alibi, za dobrą monetę. Niewiele ponad 3, 8 mln razy dwa wynosi około 7, 6 miliona ofiar śmiertelnych. Dla ułatwienia rachunków zaokrąglijmy tę liczbę w górę do 7, 9. Populacja globu wynosi obecnie prawie 7, 9 miliarda. Co oznacza, że zniszczenie paru miliardom dotychczasowego sposobu organizacji życia na planecie poczyniono z powodu zagrożenia, które po półtora roku trwania dotyczyło tylko jednego promila populacji. Dla zobrazowania skali tej horrendalnej wręcz niewspółmierności realnych zagrożeń i podjętych środków dodam, że według cytowanego wyżej portalu Worldometer, tylko w roku 2021, czyli w ciągu ostatniego niespełna półrocza zmarło na Ziemi 26, 4 miliona osób.

Motywy takiego stanowiska Światowej Organizacji Zdrowia, tuczącej się na garnuszku rozwodnika Gatesa są oczywiste: mimo redefinicji pandemii oraz podkręcenia liczby zgonów na CoViD-19 metodą korumpowania części środowisk medycznych jest ich nadal zbyt mało dla uzasadnienia całej globalnej histerii okołopandemicznej. Ludzie coraz częściej zaczynają dostrzegać, że ktoś ich, mówiąc oględnie, mocno nabiera. Coraz więcej lekarzy praktyków uczy się skutecznie leczyć tę infekcję w fazie początkowej, nie dopuszczając do zapalenia płuc z powikłaniami oraz późniejszego duszenia się pod respiratorem.

Zalecenia WHO przewidywały głównie testowanie, wyczekiwanie na rozwój infekcji podczas kwarantanny, a dopiero później – w ciężkich przypadkach – hospitalizację. Preparatów, które dawały całkiem dobre rezultaty (m.in. hydroksychlorochina, iwermektyna, amantadyna), nie wpisano do biurokratycznego tzw. schematu leczenia, blokując ich stosowanie i właściwie od początku mamiąc mocno przestraszonych ludzi szczepionką, która miała się pojawić najwcześniej za dwa-trzy lata. Takie zapowiedzi składali znawcy przedmiotu jeszcze w maju, w czerwcu ubiegłego roku. Ale szczepionki przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 pojawiły się znacznie przed terminem. Już w grudniu 2020.

Skąd ten pęd do szczepionkowego hazardu?
Zwalnianie koncernów z wszelkiej odpowiedzialności za niepożądane skutki szczepień, jedynie warunkowe dopuszczenie preparatów przez Europejską Agencję Leków (EMA) i jej amerykański odpowiednik (FDA), wreszcie sprzedaż posiadanych akcji przez szefa koncernu Pfizer – taka seria dziwnych kroków musiała wzbudzić wśród ludzi zdrowy sceptycyzm, nie tylko przecież w Polsce. Sytuacji nie poprawiły oświadczenia, że szczepionki, a w istocie eksperymentalne preparaty medyczne nie chronią ani przed zachorowaniem, ani przed transmisją wirusa. Czyli wbrew narracji tuzów z Rady Medycznej przy Premierze to raczej zaszczepieni są groźni dla osób nie mających kontaktu z wirusem, a nie odwrotnie, jak to często sugerowano.

Lubię to! Skomentuj50 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale