52 obserwujących
359 notek
392k odsłony
  355   7

Lekcja okołokowidiańska. O demokracji i geopolityce

#prawo cytatu
#prawo cytatu
Liberalizm głosi pochwałę postaw wolnościowych, a demokracją są podobno rządy zgodne z wolą większości, przy poszanowaniu praw mniejszości. Jeśli tak, to arbitralny, mocno nieracjonalny sanitaryzm, który zamroził zachodni świat na dwa lata, ma się do tzw. demokracji liberalnej niczym pięść do nosa. Warto jednak mu się przyjrzeć, bo zapowiada nieodległą, groźną przyszłość.

Po przeszło dwóch latach obcowania z okołokowidiańskim theatrum życia i śmierci warto podjąć refleksję nad tym, czego – mimo wysoce niesprzyjających okoliczności – dowiedzieliśmy się jednak o sobie, a także o swoim najbliższym otoczeniu społecznym, medycznym, medialnym, wreszcie politycznym, a nawet geopolitycznym. I nie są to bynajmniej sprawy błahe. Przeciwnie, tylko pełne uświadomienie sobie, co nam, ludziom, w tym długim okresie zafundowano, kto był organizatorem oraz dysponentem całości, a kto tylko posłusznym wykonawcą mrocznej, bynajmniej jeszcze niezakończonej „operacji pandemia”, może ochronić świat przed jej kontynuacją, ze wszystkimi dalszymi, groźnymi dla rodzaju ludzkiego skutkami.

Komuś się marzy zbrodnia doskonała
Oczywiście znacznie sympatyczniej żyje się, nie pamiętając o tym, że w specjalnych obiektach typu PLA, czyli dokonujących „prawnie zastrzeżonych analiz laboratoryjnych” od wielu lat, w wielu krajach prowadzi się badania nad najróżniejszą bronią chemiczną oraz biologiczną. Rzecz przecież nie w tym, że o wydajne w uśmiercaniu trucizny, gazy czy patogeny jakoś szczególnie trudno, lecz w tym, że po Verdun gazami bojowymi już niezbyt wypada – a daj Boże! – że po SARS-CoV-2 również uzłośliwionymi patogenami biologicznymi nie będzie wypadało się zbyt ostentacyjnie posługiwać, toteż jak to często się zdarza podczas przygotowań do zbrodni doskonałej, zamawiającym idzie zarówno o pewną efektywność, jak i możliwie dyskretny, a przynajmniej nieostentacyjny przebieg tego procederu.

Dlatego nie wspomina się o militarnym charakterze tych placówek, lecz głównie eksponuje się ich naukowy charakter, a dla określenia podejmowanych tam eksperymentów np. nad uzłośliwianiem wirusów, które dotąd człowieka nie atakowały, chętnie używa się eufemizmów w rodzaju „wzmacniania funkcji” (ang. gain-of-function, GOF). Dziś już przecież wiadomo, kto to robił, kto pomagał, kto wspierał te badania pieniędzmi amerykańskich podatników; brak właściwie tylko pewności, czy wirus sam wyfrunął z chińskiego laboratorium w Wuhan, czy też wystrzelono go jak z katapulty. Ale sposób reagowania tych najlepiej poinformowanych – figury plus  środowiska związane z Eventem 201! – a także instytucjonalnie do tego zobligowanych w wymiarze światowym czy amerykańskim – WHO, NIAID, NIH, CDC – w zasadzie sprawę przesądza.

Wirus-niecnota na globalnych dróżkach
Nośnikiem umożliwiającym SARS-CoV-2 skuteczną proliferację jest aerozol, a więc zatłoczone środki komunikacji publicznej świetnie się do tego nadają. Utrzymanie w styczniu 2020 światowej komunikacji lotniczej za sprawą zapewnień WHO, że nie stwierdzono transmisji wirusa z człowieka na człowieka, mimo iż badacze z Tajwanu już  wcześniej dowodnie to potwierdzili, w znacznej mierze przyczynił się do proliferacji odzwierzęcego patogenu po świecie, a zwłaszcza do zawleczenia go do Europy oraz Stanów Zjednoczonych. Ale odyseja tego dziwnego wirusa, który zwichnął dzieje ludzkości i gospodarcze losy świata zaczęła się wcześniej. Przypadki zachorowań na dziwne formy zapalenia płuc, jak początkowo określano CoViD-19, pojawiały się u niektórych uczestników rozgrywanych po połowie października 2019 roku właśnie w Wuhan VII światowych igrzysk wojskowych w lekkiej atletyce. Powrót do Lombardii tysięcy chińskich pracowników po obchodach nowego roku księżycowego dopełnił nieszczęścia.

Wtedy też zaczęło się centralne, pozbawione racjonalnych przesłanek sterowanie rygorami obostrzeń i zaleceń, bez uwzględnienia czynnika inkulturacji, wiekowej czy zdrowotnej struktury społeczeństw, a przede wszystkim realnego docierania fali zakażeń do poszczególnych krajów czy terytorialnych społeczności. Np. wyjątkowo niski odsetek zachorowań w Polsce w okresie pierwszego lockdownu wziął się stąd, że zasadniczo kowid (pomijając przypadki incydentalne) jeszcze do nas nie dotarł. Pierwsza reakcja była w istocie nadmierna, bo po prostu wyprzedziła nadejście pierwszej fali masowych zachorowań.

Pytanie, czy reakcja naszych władz mogła być inna, skoro nominalnie suwerenne rządy podobno demokratycznych państw zostały wzięte w karby mantry: „wypłaszczyć krzywą zakażeń i kupić czas”. Pomijam już fakt, że na wysokości zadania nie stanęli nawet językoznawcy, którzy powinni alarmować, że w dobrej polszczyźnie krzywej się nie „wypłaszcza”, lecz spłaszcza, ludzi się nie „wyszczepia”, lecz szczepi, a czasu (wbrew wyznawcom Mamony) kupić nie sposób. Można ewentualnie „zyskać na czasie”. Niestety poprawnościowców też widać ogarnęła panika przed koronowirusem, którego pozwolili błędnie, wbrew zasadom naszego języka, przezwać „koronawirusem”, dając zgodę na przejęcie mechanicznego „zlepieńca” z języka niemieckiego.    

Presja na zuchwałych, złoto dla posłusznych
Wielkiego sporu o to, że warunkiem skutecznego działania jest dobre rozpoznanie zagrożenia – w tym jego etiologii oraz konkretnych uwarunkowań – raczej być nie powinno, bo to elementarz racjonalnej metodologii. Tym dziwniejszy wydaje się fakt, że w przypadku apokalipsy okołokowidiańskiej wszystko odbywało się inaczej, a pragmatyka działań zapobiegawczych i terapeutycznych niemal we wszystkich państwach zachodnich, modnie nazywanych liberalno- demokratycznymi, nosiła znamiona czysto mechanicznej imitacji.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale