Kuzyn opowiadał, jak im się teraz żyje. Nie narzekał, nie skarżył się, ale wiadomo, że nie było lekko: wszechobecna korupcja, państwo nie dbało o ludzi, w zasadzie zwyczajna przaśność dnia codziennego w krajach posowieckich. Chyba że ktoś z rodziny wyjeżdżał do roboty zagranicą. Wtedy – co innego. Nawet praca w Polsce dawała sporą odskocznię finansową, a tym samym egzystencjalną. Natomiast zarabianie na życie w Niemczech czy we Włoszech to był już całkiem inny pułap możliwości. Po prostu inny świat.
Z Wysokiego Zamku ruszyliśmy na Kopiec Unii Lubelskiej. Było coraz cieplej, choć chmury chwilami przesłaniały lipcowe, wysoko wędrujące słońce. Ruch spacerowo-turystyczny w parku i wokół kopca w rok po futbolowym Euro 2012 wydawał się naprawdę spory. Panorama Lwowa, z wieżami kościołów i cerkwi śródmieścia, z zielenią pobliskich wzniesień, z ostrymi stokami, wąwozami oraz pagórkami Kajzerwaldu – kusiła, zachęcała do sycenia się tymi widokami, do obfotografowania nie tylko okolic Lonszanówki.
*
I wtedy przypomniałem sobie, jak przed laty, podczas posiedzenia Krakowskiego Towarzystwa Filozoficznego – nie pamiętam już przy jakiej okazji – powiedziałem, że Eugeniusz Romer, wybitny polski prekursor nowoczesnej kartografii, ale także ceniony w świecie geograf, a przy okazji geopolityk, punkt zerowy swojego układu współrzędnych dla mapy Rzeczypospolitej umieścił właśnie na Kopcu Unii Lubelskiej. Uczestnicy debaty zajęci roztrząsaniem pojęciowych i terminologicznych subtelności abstraktów wyższego rzędu zupełnie nie zwrócili na taki szczegół uwagi. Zaskoczyła mnie za to reakcja promotora mego magisterium, wówczas jeszcze docenta, Władysława Stróżewskiego, który podszedł do mnie po spotkaniu i zauważył:
– Byłaby to nader znacząca decyzja, jeśli faktycznie tak było.
Zaskoczony tymi słowami, spojrzałem na niego z uwagą.
– Mimo licznych i częstych podróży Romer zasadniczą część życia i to w okresie swej największej aktywności naukowej, organizatorskiej oraz społecznej spędził właśnie we Lwowie, toteż względów sentymentalnych całkiem wykluczyć nie można. Jednak sam uczony wybór punktu zerowego układu współrzędnych dla mapy Rzeczypospolitej uzasadniał bardzo praktycznie, bo dzięki takiej decyzji lwia część ówczesnego terytorium Polski znajdowała się w pierwszej ćwiartce, o wartościach dodatnich dla obu współrzędnych – odparłem…
*
Było już dobrze po południu, gdy w trójkę wracaliśmy z Wysokiego Zamku, schodząc ku centrum Lwowa ulicą Maksyma Krzywonosa. Małgosia z Askoldem trochę mnie wyprzedzili, zajęci rozmową nie dostrzegli damskiego pantofelka ze złamaną szpilką, który był już tylko niemym świadkiem jakiejś pechowej przygody…
Uznałem, że to całkiem trafiony symbol spadzistej ulicy noszącej miano krwawego zastępcy Bohdana Chmielnickiego, jednego z najbardziej skutecznych, a zarazem okrutnych dowódców tamtego powstania. To właśnie Krzywonos jesienią 1648 roku wdarł się na czele kozackiej czerni na Wysoki Zamek, zmuszając mieszczan Lwowa do opłacenia wysokiej kontrybucji za odstąpienie od zwyczajowej grabieży, mordów, gwałtów oraz spalenia miasta.
Do drugiej wojny światowej, czyli za czasów Rzeczypospolitej, ulica biegnąca tym wąwozem nazywała się Teatyńska, gdyż mieściło się tutaj kolegium prowadzone przez zgromadzenie zakonne Teatynów, które kształciło duchownych Kościołów chrześcijańskich związanych Unią ze Stolicą Apostolską. Teatynów sprowadzono z Włoch do Polski w roku 1664. Tak, onomastyka lepiej nieraz pozwala odróżnić cywilizacyjne i kulturowe walory nietożsamych tradycji od długich, zideologizowanych wywodów.
Usiedliśmy w jednym z ogródków licznych śródmiejskich restauracji. Zjedliśmy obiad, popijając dobrym piwem 1719 z lwowskiego browaru. Cieszyło nas to spotkanie, nieśpieszne rozmowy, leniwy spokój sobotniego popołudnia. A później, na ulicy Starojewriejskiej obejrzeliśmy zabawny uliczny kukiełkowy blackout. Dawne, dobre czasy.
30 kwietnia - 30 maja 2026 roku

Jutro, 30 kwietnia, w samo południe w Pawilonie X Cytadeli Warszawskiej odbędzie się mój południk poetycki, bo wieczorem autorskim tego nazwać nie sposób : ) Spotkanie poprowadzi Małgorzata Karolina Piekarska.
Dla wszystkich chętnych i odważnych (bo to przy ulicy Skazańców 25) wstęp oczywiście wolny. Zapraszam!
Waldemar Żyszkiewicz


Komentarze
Pokaż komentarze (6)