51 obserwujących
357 notek
390k odsłon
  478   8

Archiwum współczesności: Komu szkodzi Polski Cukier?

#prawo cytatu_Buzek-Janowski-Balazs
#prawo cytatu_Buzek-Janowski-Balazs
Zachodni kapitał szykuje się do przejęcia kontroli nad polskim przemysłem cukrowniczym. Zdaniem ministra Balazsa, który popiera formę tzw. prywatyzacji regionalnej, zagranicznych inwestorów nęcą niższe u nas koszty produkcji i tańsza niż w UE siła robocza. Jeśli tak, to dlaczego my sami nie mielibyśmy zarabiać na tej strategicznie ważnej produkcji? I dlaczego po 5 latach „przekształceń własnościowych” według dotychczasowego modelu cukier pozostaje w cukrowniach, buraki u rolników, a nieosiągalne pieniądze – w bankach? Co dziwniejsze, pomysł korzystnego powiązania interesu plantatorów buraków, przemysłu przetwórczego i rodzimego kapitału napotyka na ogromne opory, zarówno u władz, jak i w mediach.

Widać, nie wierzymy już hasłu „cukier krzepi”, autorstwa Wańkowicza, które miało wspierać państwowy monopol cukrowniczy w II RP. Przed wojną, w odrodzonej po rozbiorach Rzeczypospolitej, zarówno produkty pierwszej potrzeby, takie jak sól, cukier czy zapałki, a także powszechnie stosowane używki (alkohol, wyroby tytoniowe) zostały objęte, co raczej zrozumiałe, monopolem państwowym. Miało to istotne znaczenie nie tylko dla finansów państwa, ale umożliwiało też szybki rozwój ważnych dla gospodarki sektorów przemysłu przetwórczego, w oparciu o naturalne zasoby krajowe i uprawy właściwe dla polskiego rolnictwa.

Porównanie realnych osiągnięć tamtego dwudziestolecia – zwłaszcza w zakresie modernizacji państwa, funkcjonalności i spójności systemu prawnego, a także poszerzania zakresu suwerenności gospodarczej – z zakończoną właśnie dekadą tzw. transformacji gospodarczo-ustrojowej nie wypada zbyt korzystnie dla III RP. Wtedy – byliśmy jednak głównie producentami, niekiedy twórcami innowacyjnych rozwiązań technologicznych, np. w przemyśle chemicznym czy lotniczym. Dziś, nawet we własnym kraju, w globalnym podziale pracy przypada nam przede wszystkim rola  pracowników najemnych i konsumentów. Często bezkrytycznie korzystamy z doradztwa zagranicznych ekspertów, kopiując rozwiązania, które u nas się nie sprawdzają albo są wręcz niekorzystne.

Towar strategiczny

W czasach, gdy Wańkowicz układał swój słynny slogan, cukier był towarem poszukiwanym, obecnie w państwach bogatej Północy podaż znacznie przewyższa popyt, czyli występuje nadprodukcja tego surowca. Jest to oczywiście nadprodukcja względna, gdyż w strefach głodu i niedożywienia na ubogim Południu te nadwyżki mogłyby zostać łatwo i z pożytkiem skonsumowane. Na razie jednak, mimo wezwań Watykanu, nie widać filantropów, którzy chcieliby finansować taki program dożywiania Trzeciego Świata.

W oficjalnie głoszonej „ideologii żywieniowej” bisacharyd sacharoza, bo tak brzmi chemiczna nazwa cukru konsumpcyjnego, jest uważana za niezbyt wartościowy składnik naszej diety. Jego nadmiar w pożywieniu ma bowiem sprzyjać zachorowaniom na cukrzycę, jedną z najbardziej rozpowszechnionych chorób cywilizacyjnych. Z drugiej strony, podkręcone tempo życia znacznie modyfikuje dotychczasowe sposoby odżywiania się. Zamiast czasochłonnych, tradycyjnych potraw z kuchni narodowych i regionalnych coraz częściej jemy najrozmaitsze słodkie batoniki, np. te „najlepsze o wpół do dziesiątej w Polsce”, ciastka, desery i lody, które zwykle popijamy lemoniadami, oczywiście też słodzonymi.

Nawet pobieżna obserwacja tendencji cywilizacyjnych pozwala orzec, że długo jeszcze cukier pozostanie towarem o znaczeniu strategicznym. Dlatego – mimo iż koszty robocizny w państwach uprzemysłowionych są znacznie wyższe od światowych, a cukier łatwiej pozyskiwać z trzciny cukrowej niż z buraka, jak również przez wzgląd na korzyści płynące z utrzymywania tradycyjnych kultur rolnych – państwa europejskie nie rezygnują ani z produkcji, ani z dotowania własnego cukru, w ilościach przekraczających ich krajowe zapotrzebowanie. Chronią też swe rynki, stosując wysokie cła i dopłaty do eksportu. Wiadomo przecież, co zrobiłby każdy rozsądny producent w chwili osiągnięcia statusu monopolisty.

Jak to z cukrem było...
Podstawą do rozpoczęcia tzw. prywatyzacji regionalnej stała się ustawa o przekształceniach własnościowych w przemyśle cukrowniczym i regulacji rynku cukru z 26 sierpnia 1994 roku, uchwalona w Sejmie II kadencji, zdominowanym przez koalicję SLD-PSL. W Polsce było wtedy 78 cukrowni, w 1995 roku dwie ogłosiły upadłość. Z pozostałych 76 zakładów – 58 zgrupowano w czterech regionalnych spółkach cukrowych. Są to tzw. z angielska holdingi: Lubelsko-Małopolski, Poznańsko-Pomorski, Śląski i Mazowiecko-Kujawski. Kryteria doboru cukrowni do poszczególnych spółek nie są całkiem przejrzyste. W holdingu Poznańsko-Pomorskim dominują np. zakłady cukrownicze z okolic Szczecina, a poznański człon nazwy uzasadniają jedynie dwie cukrownie. Z tej formy prywatyzacji zostało jednak wyłączonych 16 zakładów.

Ustawa, kilkakrotnie później modyfikowana, skutecznie rozregulowała rynek cukru w Polsce. Powstały ogromne zapasy tego produktu. Cukrownie z powodu kłopotów ze zbytem traciły płynność finansową, co w konsekwencji odbiło się na wypłatach dla rolników. Od kilku lat w okresie kampanii cukrowniczej słyszymy coraz głośniejsze skargi producentów i apele bezsilnych plantatorów. A tenor odpowiedzi płynących ze strony przedstawicieli władz resortowych i państwowych przypomina nierozwiązywalny w PRL „problem sznurka do snopowiązałek”. Rzecz w tym, że banki, choć prywatne i kapitalistyczne, dla udzielanych cukrowniom kredytów domagają się gwarancji rządowych. A bez kredytów nie ma mowy o terminowej zapłacie za buraki. Rząd z kolei uważa, że w obecnym ustroju gospodarczym naturalnym gwarantem powinna być Agencja Rynku Rolnego. Niestety, liberalny dogmat o eliminacji państwa z gospodarki nie trafia jakoś bankierom do przekonania.

Lubię to! Skomentuj26 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale