0 obserwujących
7 notek
4822 odsłony
1435 odsłon

Andrzej Zarajczyk: Ursus wzmocni polski potencjał przemysłowy

Wykop Skomentuj1

Dzisiaj do zakładów Ursus w Lublinie wszedł komornik. Na poczet 10-milionowego długu w PKO BP komornik sądowy przy Sądzie Rejonowym w Lublinie zajął części do produkcji pojazdów. Poniższy wywiad wyjaśnia, jak do tego doszło. (czytaj na pnp24.pl ).

 

Rozmowa z Andrzejem Zarajczykiem przewodniczącym Rady Nadzorczej Ursusa

Łukasz Perzyna: Ursus wygrał przetarg na tysiąc elektrycznych autobusów. Niedawno 18 marca Krajowa Izba Odwoławcza odrzuciła zastrzeżenia jego rywali. Chciałoby się powiedzieć: jest się z czego cieszyć. Ale też…bardzo to wszystko skomplikowane. Niedawno Dariusz Grabowski w PNP 24.PL zadał władzy kilka konkretnych pytań, dlaczego Wam przeszkadza, zamiast pomagać… Czy nie żałuje Pan, że przejął Pan Ursusa, żeby uratować jedną z najlepiej rozpoznawalnych polskich marek?     

Andrzej Zarajczyk: Przejęliśmy dokumentację i prawo do nazwy. Nieprawdą jest to, co twierdzi Antoni Macierewicz, że Ursus został sprzedany za symboliczną złotówkę. Zapłaciliśmy osiem milionów złotych za znak firmowy oraz pięć milionów za zawartość magazynów. Wszystko w trybie przetargowym. Bumar rozesłał ofertę, odpowiedzieliśmy na nią tylko my. Zakładów mechanicznych wtedy naprawdę już nie było, hale fabryczne rozprzedano wcześniej. Przenieśliśmy firmę do Lublina.  

ŁP: Dlaczego tam? 

AZ: Mogliśmy tam liczyć na doświadczone kadry z branży motoryzacyjnej, jakie pozostały po Fabryce Samochodów Ciężarowych w Lublinie. Ubolewam nad upadkiem polskiej motoryzacji. Właśnie Pan Macierewicz, który nam zarzuca przejęcie Ursusa za złotówkę, był ministrem w rządzie Jana Olszewskiego, kiedy sprzedano fabrykę Fiata na niekorzystnych warunkach. To transakcja, która zabiła polską motoryzację. Myśmy kupili tylko prawo do tradycji, a Włosi z Fiata – fabryki, pulsujące życiem… i produkcją. Na Lublin zdecydowaliśmy się także dlatego, że przy wyższym bezrobociu w regionie środkowo-wschodnim koszty pracy były niższe. Ze społecznego punktu widzenia z pewnością lokowanie zakładu na tych terenach okazało się pożyteczne, na co nie zwracają uwagi krytycy naszej działalności. 

ŁP: To jednak dość daleka droga: od ciągników, które ponownie zaczęliście produkować – bo w ostatnim roku istnienia „starego” Ursusa fabrykę opuściły dokładnie trzy maszyny – do autobusów elektrycznych, na które teraz wygraliście przetarg?

AZ: Najpierw wystąpił kryzys na rynku maszyn rolniczych i traktorów. Nie rozdzielono środków unijnych z programu rozwoju obszarów wiejskich, ponieważ nie był gotowy na czas program informatyczny. Rolnicy czekali na rozwiązanie problemu i przestali kupować maszyny, co spowodowało kryzys, skłaniający nas do poszukiwania nowych możliwości.

ŁP: Najpierw wiązały się one z eksportem do Afryki?

AZ: Zawieraliśmy kontrakty na udział w pomocy rozwojowej. Dostarczyliśmy 3 tys traktorów dla Etiopii oraz 2,4 tys dla Tanzanii. Jednak potem zaczęły się problemy. Kontrakt z Zambią za 100 mln dol dawał amortyzację dla zamrożonego rynku wewnętrznego. Został parafowany z udziałem Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Pojawiały się kolejne wnioski, z państw afrykańskich, jak Gwinea, Ghana i Senegal, ale również z innych stron świata, Kirgistanu i Mongolii. Wszystkie te kraje zgłaszały chęć kupowania traktorów Ursusa. Wtedy jednak nastąpiła blokada, przestano udzielać kredytów tym państwom, które chciały je nabywać. A te kredyty – to element naszego członkostwa w OECD, organizacji skupiającej najlepiej rozwinięte kraje świata. Obligatoryjnie muszą one udzielać kredytów państwom dopiero się rozwijającym. 0,2 procent PKB. Beneficjent ma prawo wyboru polskiego produktu z całej gamy u nas wytwarzanych. Teraz mamy do czynienia z paradoksem: kraje występujące o kredyt wybierają traktory Ursusa, ale nie znajduje to zrozumienia w MSZ ani Ministerstwie Finansów, od czterech lat nie dostajemy zgody. W tym samym czasie MSZ zgadza się udzielić państwu takiemu jak Myanmar (dawnej Birmie) , objętemu sankcjami ONZ za ludobójstwo dokonywane na mniejszościach etnicznych - kredytu na zakup wozów strażackich.

ŁP: Paradoksalnie można więc powiedzieć, że wasze autobusy elektryczne wzięły się z kłopotów?

AZ: Nie dostawaliśmy zgody na nasze przedsięwzięcia, związane z programami rozwojowymi. Uruchomiliśmy więc mechanizmy dostosowawcze w postaci przyspieszenia produkcji autobusów – diesli, elektrycznych i wodorowych. Wystartowaliśmy w konkursie, organizowanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Nasza oferta została uznana za najlepszą.

ŁP: Ale okazuje się, że na happy end za wcześnie?

AZ: Niespodziewanie napotkaliśmy niechęć głównego państwowego banku – PKO BP. Tylko polski bank wymówił nam umowy kredytowe, zmuszając nas do spłaty zaciągniętych w okresie innej koniunktury zobowiązań, zagraniczne banki podobnych decyzji nie podejmowały. Wypowiedzenie umowy zmusiło nas do realizacji postępowania układowego, w trakcie którego znajduje się Ursus obecnie.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka