Mój polityczny pesymizm, niby zaleczony przez trwające wakacje niestety znów zaczyna się odzywać. Czynnikiem sprawczym najprawdopodobniej są wypowiedzi poszczytowe. Koalicja odniosła sukces, opozycja też odniosła sukces, bo według niej koalicja poniosła klęskę. Lepper zachwycony, Rokita niezadowolony. Tylko Olejniczak gratulował Kaczyńskiemu, co na miejscu Kaczyńskiego uznałbym raczej za znak porażki.
W każdym razie wszyscy grają swoje role, nawet wypowiedź Olejniczaka da się wpisać w schemat- po prostu zauważył on, że ma szansę przeciagnąć kilku wyborców z PiS, bez ryzyka utraty własnych.
Nie oszukujmy się- szczyt skończył się porażką. Nicea do 2014 roku to niewiele. Zakładając, że w 2012 roku nie będzie końca świata, za siedem lat utracimy lwią część naszej pozycji. W imię czego? Zgody? Kompromisu?
System podwójnej większości jest niesprawiedliwy i niekorzystny dla Polski. Należało zrobić wszystko, by go obronić. Wszystko, z zerwaniem szczytu włącznie. Umieranie za pierwiastek nie było niczym niewłaściwym. Bez pierwiastka i tak umrzemy, damy się zmarginalizować znacznie bardziej, niż zmarginalizowałoby nas ciągłe vetowanie. Nasza pozycja w Radzie będzie de facto porównywalna z pozycję Słowacji i innych tej wielkości państw. Siła głosu naszych obywateli- minimalna.
Rozumiem premiera i prezydenta. Przyszło im rządzić w trudnych warunkach- w nagonce, kiedy większość mediów polskich i miażdżąca większość zagranicznych brutalnie atakuje nasz rząd, przeważnie bez cienia racji. Kiedy przypina im się gębę dzikusów, upartych osłów, ludzi nieumiejących i niechcących dojść do zgody. Kiedy polityka zagraniczna systematycznie torpedowana jest przez nic praktycznie nieznaczących w Polsce ludzi, którzy jednak mają wciąż potężne kontakty za granicą. Tak, chodzi mi o Geremka, Kwaśniewskiego i innych "mężów stanu" z dawnej PZPR.
Rozumiem więc trudną sytuację rządzących. Niestety, sami wiedzieli, na co się porywają. Niewątpliwie zdawali sobie sprawę, jaka będzie reakcja na oczyszczanie życia politycznego w Polsce i próby zwiększania znaczenia naszego kraju na arenie międzynarodowej. Wiedzieli, jak nasze pieski, chodzące na europejskiej czy rosyjskiej smyczy zareagują na Polskę, która nie zgadza się na wszystkie propozycje wszechmogącej Unii Europejskiej. Wiedzieli, jak te pieski zareagują na próby prowadzenia partnerskiej polityki w stosunku do Rosji.
Premier i prezydent postawili sobie za cel- tak przynajmniej się wydawało- trwale zapisać się w historii. Zostać mężami stanu. Dotychczas im się udawało. Szczyt WE pokazał, że mają i słabsze strony. Że zależy im na opinii Zachodu.
Nie powinno. Opinie trzeba brać pod uwagę, ale interes Polski jest ważniejszy niż to, co ktoś o nas myśli. Lepiej być buntownikiem, dzikusem i zaściankowcem w systemie pierwiastkowym, niż schludnym i uporządkowanym, całkowicie przewidywalnym i usłużnym bywalcem salonów w podwójnej większości.
Takiego przewidywalnego, usłużnego bywalca określa się bowiem mianem lokaja. Obyśmy za siedem lat niedoszli do wniosku, że skończyliśmy w ten sposób. Bo wtedy jedynym wyjściem będzie wyjście zbrojne, a tego nikt się nie podejmie.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)