Wstęp:
"Niech panowie użyją wszystkich pieniędzy, jakie macie w swoich rękach, wraz ze 100 000 rubli, zaciągniętymi na dom handlowy Clifford syn i wspólnicy w Amsterdamie, w celu zwiększenia liczby przywódców i stronników naszej partii. Nie chcemy wam przepisywać, komu, kiedy i ile macie przelać z tych pieniędzy, wiemy bowiem, że sami zrobicie z nich najlepszy użytek. Spuszczamy się w tym panie hrabio Kayserling na pańską roztropność, wierność w naszej służbie i wreszcie na doskonałą znajomość spraw tego państwa. Niemniej jednak zwracamy pańską szczególną uwagę na sejmiki, by posłowie tam wybrani działali całkowicie w naszym interesie."
(List Katarzyny II do dyplomatów rosyjskich w Warszawie.)
Rozwinięcie:
"Roku 1800 ambasador Stanów Zjednoczonych nad Sekwaną, Livingstone, miał sygnować traktat handlowy z Paryżem w siedzibie francuskiego MSZ-u, Talleyrand przyjął go grzecznie, wskazał fotel przed biurkiem i zapytał:
- Czy ma Pan pieniądze?
- Słucham? - zdziwił się teatralnie Livingtstone (teatralnie, bo dyplomaci amerykańscy świetnie wiedzieli o praktykach Talleyranda).
- Zapytałem czy ma pan gotówkę traktatową.
- Gotówkę traktatową?... Ależ, panie ministrze, czy pan chce, bym....
- Proszę tylko o krótką odpowiedź: czy dysponuje pan pieniędzmi?
- Owszem, ale ... nie rozumiem!
- Bardzo dobrze pan rozumie - wycedził Talleyrand - To są proste sprawy. Fakt, że posiada pan pieniądze, to wszystko mało.
- Mało?!
- Zbyt mało. U mnie nie wystarczy posiadać pieniądze. Trzeba posiadać duże pieniądze. Bez nich w naszym kraju nie dokonuje się transakcji. Trzeba mieć dużą gotówkę, a wówczas wszystkie bariery znikają.
- Ile?
- Jak dla pana, dwa miliony. Proszę się zastanowić, nie ma gwałtu.
Livingstone się zastanowił, zapłacił i zawarł z francuskim MSZ międzynarodową umowę."
(Waldemar Łysiak "Talleyrand")
Zakończenie:
Spytany przez dziennikarza Trójki, czy MSZ "jest dotknięte rakiem korupcji", szef dyplomacji odpowiedział: "Niestety, chyba tak".
Komentarze
Pokaż komentarze (4)