Witam,
Czytam sobie o „wyczynach” Komorowskiego w sprawie pomnika. Cóż, wszystko już było, rzekł Ben Akiba.
"Według niektórych źródeł wkradł się za jej pośrednictwem w łaski Makrona i podsunął Tyberiuszowi truciznę oraz jeszcze żyjącemu ściągnął pierścień. Ponieważ wydawało się, że Tyberiusz usiłuje pierścień zatrzymać,rozkazał przygnieść go poduszką. Co więcej, własnoręcznie go udusił. Wyzwoleńca, który wobec okrutnego czynu ośmielił się krzyknąć, natychmiast wbito na krzyż."
"Sam ponadto wzniecał jeszcze życzliwość powszechną dla siebie, zabiegając wszelkimi sposobami o przypodobanie się ludowi. Oto rzewnie płacząc wygłosił przed zgromadzeniem publicznym mowę pochwalną na cześć Tyberiusza i pochował go z całym przepychem. Natychmiast potem pośpieszył na Pandatarię i Poncję, aby przewieźć prochy matki i brata, nie zważając na burzliwy czas, oczywiście, aby tym bardziej zajaśniało jego synowskie przywiązanie. Z najwyższą czcią zbliżył się do prochów i osobiście złożył je w urnach. Z niemniej teatralną okazałością przewiózł je do Ostii na dwurzędowcu, zatknąwszy sztandar na rufie, stąd Tybrem do Rzymu."
(Cytaty za: Żywoty Cezarów „Swetoniusza”)
Analogia czytelna, nieprawdaż?
Pozdrawiam


Komentarze
Pokaż komentarze (14)