W Sejmie znajduje się obywatelski projekt ustawy o uznaniu osobowości prawnej rzeki Odry. Celem projektu – wbrew pozorom i tytułowi – nie jest nadanie Odrze osobowości prawnej – to jest zwyczajnie niemożliwe, ponieważ rzeki, góry i zwierzęta, nawet najsłodsze, nie mogą mieć osobowości prawnej – lecz, najzwyczajniej w świecie:
1) realizacja interesów niemieckich, którzy w Polsce nie chcą widzieć konkurenta gospodarczego, tylko skansen;
2) skok na kasę na niewyobrażalną wręcz skalę.
Skąd w ogóle pomysł, aby rzece – nawet tak dużej, jak Odra (a czemu nie Wisła? bo, rzecz jasna, nie graniczy z FFN, więc jej żeglowność nie działa aż tak mocno wbrew interesowi tego państwa), przyznać fikcyjną osobowość prawną?
Otóż – istnieję na świecie takie precedensy. W Nowej Zelandii Maorysi zostali obdarowani „osobowością prawną rzeki Whanganui”. Starali się o to od roku 1873. Podkreślam wężykiem – od roku 1873. Półtora wieku, jeśli dobrze liczę. Otóż Maorysi nie bardzo rozumieją zachodnie stosunki, a rzeka jest dla nich czymś świętym z najświętszych, więc w końcu dostali prezent. Powołano Radę Opiekunów – i tu proszę o uwagę, więc robię wężyk podwójny – w skład której wchodzi po jednym przedstawicielu Maorysów i rządu Nowej Zelandii. Co jeszcze ważniejsze – na rzece i nad nią wciąż można stawiać infrastrukturę różnego rodzaju, ale teraz tp również przedstawiciel Maorysów może się wypowiedzieć, gdzie i jaka infrastruktura może zostać wybudowan.
Maorysi nie są jedyni – jest jeszcze kilka czy kilkanaście rzek czy gór, mających dla miejscowych prymitywnych plemion status świętych, gdzie zastosowano podobne rozwiązania – ostatecznie, jak się kiedyś siłą przejęło ziemie dzikusów, to czasem trzeba im rzucić jakiś ochłap, nicht wahr? … Or not? ????
W Europie powstawały podobne inicjatywy – przedstawiciele „społeczeństw obywatelskich”, czyli band rozbójniczych na utrzymaniu państwa (czytaj: nas, obywateli) nie tylko w Polsce lubią się przyssać do kranu z publicznymi pieniędzmi! Na razie jednak żadna taka inicjatywa nie skończyła się powodzeniem.
Zgodnie z projektem, zostanie powołana „reprezentacja rzeki Odry” i tu oczywiście, poza zabezpieczaniem interesów Niemców, leży tajemnica tej kuriozalnej ustawy. Co prawda ten gniot legislacyjny stwierdza, że „Zasoby Odry stanowią jej własność.”, ale – oczywiście – rzeka, nawet najświętsza, jest raczej obojętna na swe zasoby, za to osoby ją reprezentujące nabędą te zasoby NA SWOJĄ WŁASNOŚĆ. To znaczy – swoją i swoich mocodawców, z którymi przecież trzeba będzie się jakoś podziałkować – to chyba dość jasne?
Gospodarcze i rekreacyjne wykorzystanie rzeki Odry będzie możliwe, ale wyłącznie za zgodą swoich „reprezentantów”. No i wtedy, można się domyślać, chęć takiego niecnego wykorzystania rzecznych zasobów mogą wykazywać np. dwie korporacje. No i taki reprezentant będzie musiał w swej głowinie rozważyć, czyje argumenty więcej ważą: czy np. milion złotych, czy milion euro. Ciężka praca, nich wahr? A za ciężką pracę będzie się należeć ciężka zapłata.
Wyobraźmy sobie, że kiedy już większość ruchu na Odrze zamrze, a z jej nabrzeży zostanie wyrugowany cały wraży polski przemysł, zaś w sitowiach będą wdzięcznie kląskały słowiki i brzęczały owady w upalne słoneczne dni, jakich niemiecki deweloper zechce postawiać kompleks hotelowy, Co prawda będzie się też o to ubiegał też np. jakiś Gołębiewski, ale podejrzewam, że niemiecki inwestor może mieć w kopercie znacznie bardziej przekonujące argumenty …
No cóż – w Europie się nie udało, ale w kolonizowanej Polsce pod rządami Herr Tuska kto wie … zwłaszcza, gdy prezydent znów gdzieś poleciał i się wszystko zmieniło!
106
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (5)