Istnieją takie konstrukcje językowe, które uważnym słuchaczon zdradzają prawdziwe intencje mówićego. Przykładem niech tu będą liczne wypowiedzi śp. Andrzeja Leppera, zanim dorwał się do władzy - "Wszyscy rządzący kradną, a my jeszcze nie rządziliśmy". Konstruowane to było w różny sposób, ale sens zawsze był ten sam, i ja go odczytałam prawidłowo: najwyższy czas, żebyście i nam pozwolili "umoczyć dziób", jak to ujął Mario Puzo w "Ojcu chrzestnym".
W zasadzie identyczne znaczenie miały wypowiedzi lekarzy z okresu po aresztowaniu przesławnego doktora G.: "Jeśli chcecie na lekarzy nasyłać CBA, to musicie nam podnieść pensje". W tym duchu wypowiadał się choćby ówczesny przewodniczący Naczelnej Izby Lekarskiej:-O I znów, jeśli ktoś te wypowiedzi odebrał jako "Jeśli mamy przestać brać łapówki, to musimy zacząć dobrze zarabiać oficjalnie", to trafnie rozszyfrował intencje "Judymów".
W nieco innej kategorii pomieszczam niedawne wypowiedzi Ministra Nowaka na temat zlecenia, jakie "ktoś" wydał tygodnikowi "Wprost" na niego. W założeniu miało to oznaczać, że sprawy zegarków tak naprawdę nie ma, tylko pismaki się uwzięły, ale znów, niechcący, został obnażony fragment naszej rzeczywistości. Tak naprawdę bowiem Pan Minister przyznał, że - w jego ocenie - dziennikarze nie są bynajmniej niezależni. Istnieje jakiś ośrodek (lub może ośrodki), władne dziennikarzom wydawać konkretne "zlecenia". Czy to aby nie jest jakaś spiskowa teoria, pokrewna oszołomskiemu PiS-owi? ...
Ostatnio podobną kreacją językową wykazał się Pan Poseł Wipler oraz jego akolici, którzy twierdzą, że poseł MUSIAŁ opuścić PiS, bo PiS jest zbyt socjalistyczny, oraz, że PiS to naturalny koalicjant nowego, republikańskiego, ugrupowania ...
Litości! Litości dla rozsądku! Przecież to chyba oczywiste, że jeśli PiS jest zbyt socjalistyczne, to nie ma co się z nim bratać, a jeśli jednak - wbrew oficjalnym powodom odejścia - PiS zbyt socjalistyczne NIE jest, to po cholerę było stamtąd odchodzić? ...
Jak widać, czasem wystarczy szybka analiza językowa czyjejś wypowiedzi, aby dokopać się do prawdziwej intencji tej osoby - a już na pewno odkryć, że ofcjalne komunikaty tej prawdziwej intencji NIE oddają.
Przy okazji nawiążę jeszcze do tekstu Pana Łukasza Warzechy, który ujął się za posłem Wiplerem, który obiecał kiedyś, że odda mandat poselski.
Mnie tam jest absulutnie obojętne, co obiecywał kiedyś Pan Wipler. Jak człowiek jest politykiem w państwie demokratycznym, to nie może nie kłamać i nie składać obietnic bez pokrycia. Prawdą jest też, że nasza ordynacja wyborcza nie wymusza składania mandatu poselskiego w przypadku odejścia z partii.
Uważam jednak, że jest to poważny błąd tejże ordynacji, skutkujący możliwością podkradania posłów, ze szkodą dla życia publicznego.
Złożenie mandatu przez uciekiniera powinno być obligatoryjne - nie tylko dlatego, że poseł Wipler "zdradził" PiS (choć, oczywiście, zdradził), ale przede wszystkim dlatego, że ludzie głosowali w pierwszym rzędzie na PiS, dopiero w dalszej kolejności na konkretnego posła, i zwyczajną nieuczciwością jest to, co Pan Wipler zrobiił.
Dla mnie, jako dla wyborcy, takie sygnały mają oczywiście znaczenie: nigdy nie zagłosuję na człowieka, który jest zwykłym kombinatorem.


Komentarze
Pokaż komentarze