Waldemar Kuczyński, który kiedyś życzył Polsce pod rządami Kaczyńskich wszystkiego złego, niedawno napisał tekst, w którym wyznał, że istotnie – nienawidzi. Nie to, że osobiście Kaczyńskiego (choć uczuciem do niego nie pała), ale do wizji politycznej, jaką ten ośmiela się forsować. Kuczyński prezentuje też (bez wiary w możliwość realizacji, raczej z obowiązku) warunki brzegowe, jakie musiałyby zostać spełnione, aby zakończyć wojnę polsko-polską. Pozwoliłam sobie skorzystać z bloga Kokosa26, ponieważ ja się zagapiłam i teraz materiał jest już płatny:
1. Odejście od zamiaru burzenia III Rzeczpospolitej i budowania na jej miejscu innego państwa […].
2. Odejście od zamiarów odsuwania z życia publicznego przy użyciu narzędzi władzy tzw. elit, czyli dowolnie wybranych ludzi i środowisk uważanych za twórców i obrońców owej III RP.[…].
3. Porzucenie sugestii o rzekomym udziale władz polskich w mającym mieć miejsce zamachu na samolot prezydencki 10 kwietnia 2010 r.[…].
Dwa pierwsze punkty to po prostu nieco inaczej sformułowanie wyznania pani premier Kopacz, że ona nie da się odpiłować od władzy. To samo Kuczyński – dobrze mu w polskim bajorku, bo akurat załapał się na sam szczyt finansowy, więc będzie tego bronić do śmierci. O wiele ciekawszy jest punkt 3 – ten o „porzuceniu sugestii o rzekomym udziale władz polskich w mającym mieć miejsce zamachu”. Pomijam już kwestię niezręcznego sformułowania „mającym mieć miejsce” (czyżby był planowany kolejny? …), ale czy Państwo zwrócili uwagę, ile asekuracji w tym krótkim zdaniu? … Trzeba jednak przyznać, że istotnie – przy postawie Kuczyńskiego (który raczej wydaje mi się emisariuszem, niż wyrazicielem własnej opinii) trudno oczekiwać zakopania topora wojennego. Wystarczy bowiem przypomnieć, że w Rosji cały czas toczy się śledztwo w sprawie katastrofy Tu-154M, w Polsce też cały czas trwają czynności procesowe, a nawet – że do tej pory nie doczekaliśmy się realizacji przez stronę rosyjską wszystkich wniosków procesowych. Bodajże chyba w środę 14 stycznia do prokuratury trafiły dwie ekspertyzy dotyczące odsłuchu „czarnej skrzynki” Jaka, którego mechanik pokładowy i dowódca statku twierdzili, że wieża w Smoleńsku nakazała pilotowi Tupolewa zejście do 50 metrów, podczas gdy „oryginalne kopie” (w wersji trzeciej, czwartej lub piątej wersji – już mi się myli, ile razy minister Miller po nie jeździł do Moskwy) podawały wysokość 100 metrów. Rodziny ofiar domagają się ponownego przeprowadzenia analizy śladów wybuchu na szczątkach Tupolewa, a w sądzie ciągle jeszcze trwa proces generała Bielawnego (BOR), który jest oskarżony o niedopełnienie obowiązków służbowych w związku z przygotowaniem wizyt w Katyniu w dniach 7 i 10 kwietnia 2010 r., co mogło poskutkować obniżeniem bezpieczeństwa wizyt.
I w takiej sytuacji Kuczyński domaga się, by wszyscy zamknęli dziub i nie podnosili kwestii udziału polskich władz w zamachu. Dość daleko opłynął – nieprawdaż? Hallo, panie Kuczyński, Ziemia do Pana!
Profesor-etyk Jan Hartman, wyrzucony z Jego Ruchu za propagowanie kazirodztwa, zapowietrzył się z oburzenia na Zygmunta Miłoszewskiego, który ośmielił się być krytycznym w stosunku do waaadzy. Hartman nie kryje swego oburzenia. Że co? Że jak?!! Ktoś się ośmielił nie pochwalić waaadzy?!!! No, ale oddajmy głos panu etykowi:„I nuże pyskować na zgromadzoną władzę, bo mu wolno. A kto mu co zrobi? Przecież, k…a, wolność mamy w kulturze, nie?Wybryk Miłoszewskiego, mówiącego do prezydenta, że ma „tupet”, przychodząc na tę uroczystość, to nie tylko tupet, chamstwo, bezczelność i głupota, ale po prostu smarkateska i żenada.”.Ciekawa jestem, czy ten gest dobrej woli został przez waaadzę doceniony. Usłyszał Hartman„dobry piesek, dobry, broni pana”?…
Na koniec – choć z tym końcem to nie o rangę postaci tu chodzi – jeszcze jedno dzisiejsze zaskoczenie. Jacek Żakowski, nieformalny rzecznik PO, przy okazji komentowania sytuacji w górnictwie zauważył, że jest coś nie tak - nie z górnikami, lecz ich szefami. I nie tylko górników szefami.„Wyjątkowi cwaniacy" to według Żakowskiego menedżerowie rządzący polską gospodarką. - Ci różni panowie "ę" i "ą", będący na państwowych posadach - formalnie tylko w komercyjnych firmach - zarabiają niebotyczne pieniądze - często porównywalne z zyskami przedsiębiorstw, którymi kierują - rozwalają te firmy, doprowadzają do upadku. A potem sobie znikają z gigantycznymi odprawami. Jak ocenił publicysta, problem nie dotyczy tylko branży górniczej. - Co to jest za system, do cholery, że tyle bezkarności i prezentów rozdawanych różnym podejrzanym osobom. Trzeba się poważnie zastanowić, dlaczego tak to działa - uważa Jacek Żakowski”.
Nie wiem, jak Państwo – ja uważam, że to po prostu cudne. Człowiek, który dobrowolnie wyrzekł się wykonywania swego zawodu – rzetelnego informowania społeczeństwa oraz patrzenia władzy na ręce – dla prorządowej i antypisowskiej propagandy, pyta naiwnie, jak to możliwe, że menadżerowie zarabiają gigantyczne pieniądze a firmy doprowadzają do upadku.
Panie Żakowski – jest to możliwe dzięki Panu. Och, oczywiście, nie tylko Panu. Pani Paradowska, Olejnik, Kuźniar, Wielowieyska i wiele innych dziennikarskich osobowości też ma w tym udział.
Gdybyście byli dziennikarzami, takie spostrzeżenie, jak dzisiejsze, mielibyście 25 lat temu.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)