Olgierd Jedlina Olgierd Jedlina
448
BLOG

Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej

Olgierd Jedlina Olgierd Jedlina Polityka Obserwuj notkę 10

Oczywiście wszyscy.

Pamięta jeszcze ktoś co się działo dekadę temu? Cztery wielkie reformy? Koalicji, z której się UW wymiksowało? Zostawiając Buzka z ręką w dziurze Bauca? Chwilę później Donald Tusk wymiksował się z UW i założył Platformę Obywatelską. Tą samą (choć nie taką samą), która jest obecną Przewodnią Platformą Narodu. Z SD PD popierającym jej kandydata na prezydenta oraz ZSL PSL w rządowej koalicji.
Koalicji, której dwa pierwsze lata rządzenia to wzrost PKB o 165 miliardów oraz wzrost deficytu sektora finansów publicznych o 142 miliardy. Razem 307 miliardów złotych. Drugiej Japonii zbudować się za to nie da. Ale może chociaż ćwierć drugiej Polski? PKB w roku 2007 wynosiło niecałe 1 200 miliardów… Wiem, czepiam się. Budowanie drugiej Irlandii tyle kosztuje. W tej opcji wszystko pasuje i się zgadza. Należy nawet premiera pochwalić, że tak tanio mu to budowanie idzie.
O czym to ja miałem? A, o deficycie. Według informacji Ministerstwa Finansów osiągnęło ono, po czwartym kwartale 2009 roku, 49,9% PKB. Było więc o 1‰ (słownie: jeden promil) mniejsze niż pierwszy próg ostrożnościowy. Pomyśleć, że tylko ułamek grosza, jeżeli cały budżet potraktujemy jako złotówkę, zdecydował o kształcie finansów publicznych w najbliższych latach. Pomyśleć, że wyższe o ułamek – tym razem prawdziwego – grosza kursy dolara i euro oznaczałyby przekroczenie pierwszego progu, a w rezultacie zamrożenie deficytu już na 2011, wyborczy, rok. I to na poziomie „50-i-małe coś”. Zamiast zapowiedzianego, na jesieni, zamrożenia na poziomie „niecałe-55” dopiero w roku 2012, kiedy nie będzie żadnych wyborów.
Brakło – kurna – półtora miliarda, żebyśmy się poczuli się jak w Irlandii, a może nawet jak w Grecji czy na Islandii, już w przyszłym zamiast w dopiero jeszcze następnym roku.
Bez większego wysiłku można wskazać dwie wrogie siły, odpowiedzialne za przesunięcie zrealizowania sztandarowej obietnicy Donalda Tuska o 12 miesięcy. Pierwsza z nich to „erpepe” z „enbepem”. To naprawdę był taki problem, żeby trochę kupić, trochę sprzedać, tak żeby zagraniczne zadłużenie, po przeliczeniu na „peeleny”, wyniosło 177,5 zamiast 176? No bez jaj, że nie można było. Proszę…
Drugim winnym są samorządy wszystkich możliwych szczebli. Same problemy, te samorządy, upodmiotowione jedną ze wspomnianych na wstępie reform, generują. Oświata? Problem samorządów. Komunikacja zbiorowa? Problem samorządów. Zabezpieczenie przeciwpowodziowe? Problem samorządów. Służba zdrowia? Ha! Tutaj jeszcze nie samorządów.
W jaki sposób samorządy przeszkodziły premierowi w szybszym wypełnieniu sztandarowej wyborczej obietnicy? Nie zadłużyły się – skubane – w wystarczający sposób. W 670 miliardach zadłużenia sektora finansów publicznych mają symboliczny, 6-cio procentowy udział. W pieniądzach – niecałe 40 miliardów. A przecież zakres odpowiedzialności i zadań im się zwiększa. Przy malejących dochodach. Co Wam samorządowcy głupie półtora miliarda szkodziło dopożyczyć? W modelu „subsydiarno-solidarnym” wychodzi po 30 milionów na województwo, 2 miliony na powiat i 250 tysięcy na gminę.
Było-minęło. Mleko się rozlało. Nie można już niestety pomóc premierowi w szybszym spełnieniu wyborczej obietnicy. Można mu jednak pomóc spełnić tę obietnicę bardziej.
Konstrukcja bieżącego budżetu oparta jest o przekroczenie pierwszego progu i wyhamowanie przed drugim, jak – nie przymierzając – przed bandą. Do przekroczenia drugiego progu braknie ledwie kilku – kilkunastu miliardów. Na „enbepe” i „erpepe” nie ma co liczyć. Ta cała bieżąca zadyma jest po to, żeby niekoalicjant mógł premierowi przeszkadzać w realizowaniu wyborczych obietnic.
Pozostają samorządy z narastającą kupą nierozwiązanych problemów. Niektórych problemów niebawem śmierdzących. Na przykład jak mój kubeł na śmieci, kiedy się już ostatecznie przepełni jedyne w okolicy, zgodne polskim pojmowaniem regulacji UE, wysypisko.
 
Ponieważ pierwszy próg ostrożnościowy zostanie przekroczony w tym roku, następny deficyt (procentowo) będzie taki sam. Zapomnijcie więc samorządowcy o większej kasie na inwestycje. No chyba, że się zadłużycie. Jeszcze przez chwilę jeszcze możecie to zrobić. Trochę jazda po bandzie, ale środowisko premiera lubi jazdę po bandzie.
Dlaczego wasi wyborcy mają spłacać – na przykład – miliard za to, że minister Grabarczyk postanowił przerobić tory między Warszawą a Łodzią, w ten sposób, że pociąg pojedzie szybciej o 7 (słownie: siedem) minut. Choć zaplanowana jest, zaraz obok, budowa „od zera” całkiem nowych, jeszcze szybszych i jeszcze lepszych torów. Też z Warszawy do Łodzi.
Zróbcie drodzy samorządowcy tak, żeby wasi wyborcy spłacali coś pożytecznego dla nich. Jakieś wysypisko, wodociąg, kanalizację, drogę asfaltową albo wał przeciwpowodziowy. Jeżeli uda się przekroczyć drugi próg i system się posypie – będzie satysfakcja, że wasi wyborcy płacą za to, że Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Naprawdę wszystkim.

»... Jednym z Polokoktowców jest Olgierd Jedlina, redaktor pisma "Pasikonik", żyjący spokojnie w swoim poukładanym świecie z narzeczoną Ewą. Jego spokój burzy schwytanie jego przyjaciela Adasia przez agentów Kilkujadka. Adasiowi udało się samodzielnie stworzyć formułę Kingsajzu, co może przynieść Polokoktowcom trwałe bezpieczeństwo, jednak dla Adasia staje się przyczyną zguby...« (http://www.zgapa.pl/zgapedia/Kingsajz.html)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka