Stan wody na podwórzu 15. Ubyło 10. Ale tylko dlatego, że od trzech godzin nie pada.
Przeze mnie i sąsiada przepływa to co spływa z – na oko – 40 hektarów. Ponieważ ziemia wody już nie przyjmuje, każdy milimetr opadu oznacza 400 metrów sześciennych wody, które wcześniej lub później przepłyną, szemrząc radośnie, przez podwórza. Moje i sąsiada. Na szczęście podwórza są szerokie. Nie martwi więc, czy będzie padać (a będzie), ale jak się będą opady swoją intensywnością w czasie rozkładać.
Szkoda, że wójt, razem z komisją, po ostatniej akcji, utonęli w papierach. Znaczy się mam nadzieję, że utonęli w papierach, a nie odpuścili temat.
Bo przecież jest sposób, żeby wodę skuteczniej przepuszczać przez mój ogród (co teoretycznie i dodatkowo oszczędzi sąsiada). Ale nie chce mi się machać łopatą, tylko po to żeby woda zalewała mnie i sąsiada od frontu. Zamiast, jak dzisiaj, od tyłu i z boku. Ta ona woda po prostu nie ma jak z naszych działek przy takich opadach spłynąć. Bez ingerowania w działkę gminną. By przepłynąć następnie wartko i radośnie przez kolejną prywatną działkę (jest zgoda). I cieszyć już tylko żaby w dolince.
Dlatego z większym niepokojem, niż na radarowe mapy, patrzę na aktywność polityków. Na nowe pomysły, które pociągną za sobą nowe – niestety tylko prawne – regulacje.
W stanie na dzisiaj, nasz sub-lokalny problem, rozwiązuje kilka-kilkanaście godzin pracy kopary. Tysiąc – dwa tysiące złotych. Nawet przetargu nie trzeba. I jeszcze odpowiedni sprzęt stacjonuje dwa kilometry dalej, na przebudowie jednej z gminnych dróg.
Niestety. Żeby kopara mogła wjechać, potrzebny jest plan. Czyli na dzień dobry projektowe mapki minimum sześciu działek. Jeżeli nic się nie zmieniło – trzy tysiące. Osoby pochylające się nad mapkami powinny być warte więcej niż mapki. Skromnie licząc – dwa razy więcej. Wychodzi dziesięć do jednego…
Jestem dziwnie spokojny, że zatroskani o elektorat politycy, ponad politycznymi podziałami, wymyślą system, w którym napierdzielająca kopara, pochłonie już tylko 5% prawdziwych kosztów rozwiązania problemu. I też nie będzie na to pieniędzy.
Znajdzie się za to po 100 tysięcy, które będzie się należeć mnie i moim sąsiadom, jak nas w końcu zaleje. Raz a dobrze.
Może więc lepiej od razu "South Eastern Rice Holding" założyć? Podobno w Programie Operacyjnym – Innowacyjna Gospodarka najwięcej kasy w bieżącej perspektywie zostało. Może udało by się tak sprawę załatwić, żebym miał stabilne 5 cm wody na działce?
Bo w opcji "25 cm albo nic" kompletnie nie potrafię się znaleźć.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)