Żal, że temat finansów publicznych wypłynął tak późno. Dopiero w ostatnich dniach kampanii pojawiły się komentarze, że trochę dużo się tego deficytu zrobiło, że rząd zadeklarował poważne oszczędności, że warto by dopytać na czym i na kim będzie oszczędzać.
Było sprostować kwestię służby zdrowia po pierwszym orzeczeniu sądu i zająć się tym co naprawdę ważne i nieuchronne. Czego by ze szpitalami nie zrobić – w kwestii poziomu zadłużenia sektora finansów publicznych – będą to grosze wystarczające na waciki.
Zastanawiam się od jakiegoś czasu w jaki sposób Boni z Tuskiem chcą wyrobić z deficytem. Bo przecież żadnych poważnych reform w ciągu 500 dni nie będzie. Platforma musiałaby je przeprowadzać albo z SLD albo z PSL, przeciwko interesom ich wyborców. 20 miliardów trzeba jednak jakoś znaleźć. Bez istotnych zmian w prawie można to zrobić albo w infrastrukturalnych inwestycjach, albo w obronności i bezpieczeństwie. Można też postawić na kurs złotówki.
Niecałe 19% zadłużenia na koniec ubiegłego roku stanowiły zobowiązania w euro, było tego 120 miliardów złotych przeliczonych po kursie 4,11. Mieliśmy jednak, wcale nie tak dawno, euro w okolicach 3,20. Przy takim kursie wartość tej części zadłużenia zmniejsza się o ponad 26 miliardów.
Aż tak dobrze pewnie nie będzie, ale przy pojawiających się prognozach 3,80 na koniec bieżącego roku, oszczędności na deficycie „ubiegłorocznym” robi się miliardów dziewięć. Jest jednak jeszcze tegoroczne zwiększenie zadłużenia, z którego część pewnie też będzie w euro.
Wpływu kursu złotówki na import i eksport, produkcję i konsumpcję oraz inne takie żaden elektorat nie rozumie. Obniżenie cen zagranicznych wycieczek – zauważą wszyscy. Oprócz rolników, którzy mniej dostaną w ramach bezpośrednich dopłat...



Komentarze
Pokaż komentarze (1)