Na samym finiszu kampanii wyborczej, w ramach festiwalu obietnic, wypłynął temat studenckich zniżek. Wszystko było fajnie i żakofilnie, dopóki studenci nie przypomnieli Bronisławowi Komorowskiemu, że 23 marca 2009 roku wpłynął do Sejmu obywatelski projekt ustawy regulującej tę kwestię. I utknął na ponad rok w sejmowej machinie zarządzanej przez… Bronisława Komorowskiego.
39
BLOG
Żakofilia
Mainsteramowe media temat potraktowały pobieżnie – ot, kolejna wpadka. W dodatku bardziej śmieszna niż straszna. Niestety przy okazji projekt ustawy został z zamrażarki wyjęty i co najmniej odtajał. Biorąc pod uwagę pełnię lata – mógł się nawet całkiem rozmrozić, czyli nie nadaje się ponownego zamrożenia. Jeżeli nowy marszałek spróbuje to zrobić – studenci będą mogli z czystym sumieniem nasłać na niego PIS.
Zwłaszcza, że połowa postulatów zawartych w obywatelskim projekcie mogła być spełniona w zeszłym roku. Z marszu i od ręki można było zwiększyć ulgi na przejazdy pociągami.
System ulg ustawowych jest dobrym przykładem przejrzystości i prostoty stanowionego prawa. W chwili obecnej różne grupy uprawnionych, w różnych pociągach i sytuacjach mogą korzystać z ulg ustawowych o wymiarach: 100%, 95%, 78%, 49% oraz 37%. Uczniów i studentów dotyczą dwie ostatnie stawki: większa na bilety miesięczne oraz mniejsza na bilety jednorazowe. Istotą projektu jest zwiększenie ostatniej do 49%. I można to było zrobić, ponieważ… były na to pieniądze!
Ustawa budżetowa, w tym po lipcowej nowelizacji, na refundację ulg ustawowych (wszystkich, nie tylko studenckich) przewidywała 380 milionów złotych. Ze sprawozdania z wykonania budżetu za rok 2009 wiemy, że wykorzystane zostało 338 milionów. 42 miliony złotych pozostało więc niewykorzystanych.
Czy kwota ta wystarczyłaby na sfinansowanie zwiększenia ulgi? Tak, pod warunkiem, że z uczniowie i studenci korzystający ze zniżki 37% procent przy przejazdach jednorazowych, „skonsumowali” mniej niż 60% kwoty przeznaczonej na wszystkie refundowane zniżki. Patrząc od drugiej strony – tylko 40% z całości wykorzystanej kwoty przeznaczone było na refundowanie zniżek innych, w tym studenckich, ale do biletów miesięcznych.
Ktoś może powiedzieć, że wiadomo to dopiero teraz. Otóż niekoniecznie. Wystarczyło sięgnąć w maju albo w czerwcu do ministerialnych sprawozdań z realizacji wydatków budżetowych i sprawdzić stopień wykorzystania środków. Niestety nikt tego nie zrobił i poszły się paść zarówno pieniądze na ulgi, jak i one same.
Ktoś może powiedzieć, że uchwalanie ustaw trwa. Ano trwa. Jednak czasami zadziwiająco szybko. Na przykład ustawa przesuwająca ponad 2 miliardy z kolejowych inwestycji na kolejowe zadłużenie przeszła przez Sejm w tydzień.
A tutaj ani nie trzeba było pieniędzy szukać, ani nie trzeba się było zastanawiać z czego zrezygnować. Tutaj pieniądze po prostu były.
Ciekawe jak w tym roku idzie wykorzystywanie budżetowych środków na refundację ulg ustawowych. Ponieważ liczba pasażerów spada - zapewne podobnie jak w roku ubiegłym. Z ogólnodostępnych dokumentów okaże się to dopiero w roku przyszłym.
Okaże się również, czy przedelekcyjna żakofilia nie była tylko objawem wyborczej żakofagii.



Komentarze
Pokaż komentarze