Pokazałem wczoraj, że ogólnodostępne dane wskazują na to, że Jerzy Miller niesłusznie oskarża władze Bogatyni. W skrócie: ostrzeżenie, owszem było, ale nie wynikała z niego prawie 6-cio metrowa fala. Na podstawie wskazań monitoringu można było się spodziewać 3,5 metra w najbliższym punkcie pomiarowym, gdzie kilka dni wcześniej „przeszły” 4 metry.
I nic się nie działo.
Jeszcze wczoraj miałem nadzieję, że wypowiedź ministra wynikała ze zwykłego nieporozumienia. Przyjmowałem scenariusz polegający na tym, że podległe mu służby zameldowały, iż komunikaty poszły. Nikt w pośpiechu nie sprawdził co w nich było, skutkiem czego minister wypowiedział się w sposób – określmy to delikatnie – niefortunny.
Dzisiaj nadzieję straciłem. Minister w celu wzmocnienia wczorajszych tez, stawia przykład Zgorzelca, który się obronił. Görlitz też Panie Ministrze? Doprawdy stroma musi być tam Nysa Łużycka.
W dodatku w poprzek nurtu.
Cynizm, podłość i wyrachowanie. To najłagodniejsze określenia jakie przychodzą mi do głowy. Nie wiem jaki cel miał minister oraz jego polityczne zaplecze w takim a nie innym przedstawianiu sprawy. Wiem jednak, że dane zwracane przez statystyczne modele mają prawo do zwracania błędów (tutaj, bagatela, ponad trzykrotnego niedoszacowania zagrożenia). Budowle hydrotechniczne typu zapory i tamy – również mają prawo się zawalać.
Tyle, że o wiele mniejsze.
Straty spowodowane przez zniszczoną tamę są niemałe. W dodatku praktycznie w całości po niemieckiej stronie granicy. Kroi się zdaję międzynarodowy skandal. Dołączając do politycznych powodziowych szabrowników, pozostaję w nadziei, że będzie duży. Bardzo duży.
Nie będzie polityki. Pomimo tego, że samorządy z prawobrzeża Nysy nie są z PO. Będzie ekonomiczny rachunek towarzystw ubezpieczeniowych. Niemieckich.
Trzymam za nie mocno kciuki.
Jak na politycznego, powodziowego szabrownika przystało...
Komentarze
Pokaż komentarze