Blog
Polpatriot
Bobus
Bobus student interesesujacy sie polityka o prawicowych pogladach
0 obserwujących 50 notek 21647 odsłon
Bobus, 13 listopada 2012 r.

Z serii agentura wsrod Polonii nowojorskiej

 Wspomnienia z książki księdza Longina Tołczyka

Dziś Pan Jerzy Myssura pojawia się wśród ludzi pragnących oczyszczenia Centrum i Unii Kredytowej z wrogich polskiej sprawie elementów. Przypomnijmy sobie jak go zapamiętał z działań na rzecz Centrum i Unii Kredytowej ich założyciel - ksiądz Longin Tołczyk w swej książce pt. „W obronie Polonii”:

Znajdujemy w książce w 7-miu miejscach obszerne informacje o Panu Myssurze, który wówczas starał się bardzo szkodzić wszelkim działaniom księdza Tołczyka. W wielu innych miejscach wspomina ksiądz Tołczyk o ludziach torpedujących jego pracę na rzecz Polonii. Czy skrywa się wśród tych anonimowych wrogów również to nazwisko? To już na zawsze pozostanie tajemnicą, gdyż księdza Tołczyka już o to nie zapytamy.

Po raz pierwszy wymienia ksiądz Tołczyk Pana Myssurę na stronie 151. Nowo utworzone Centrum było wówczas pod obstrzałem wrogów zewnętrznych, którzy nie chcieli silnej i opiekuńczej wobec Polaków organizacji. Wówczas to część zatrudnionych przez Centrum studentów i pracowników opłacanych z funduszy programu CETA walczyła przeciwko Centrum tak jak to robią tylko wrogowie. Ksiądz Tołczyk tak o tym mówi: „Wroga atmosfera stawała się coraz bardziej uciążliwa. Dochodzenia przeciwko Centrum wydawały się nie mieć końca. Nagonkę na nas podsycały kłamliwe artykuły w pisemku „Tydzień”, wydawanym przez Jerzego Myssurę, którego później organizacja „Wolna Polska” i KPA zdemaskowały, jako reżymowego agenta. Rozpętana przez naszych wrogów kampania zmuszała nas na marnowanie czasu na odpowiadanie na oszczerstwa i donosy. Rozgorzała wojna, trwająca aż po rok 1979-ty”. Ksiądz Tołczyk rozwijał przy Centrum różne programy, gdyż wiedział, że można na bazie tego otrzymać z miasta pokaźne środki finansowe. Ksiądz tworzył podwaliny biblioteki, teatr, zespoły taneczne, śpiewacze, kluby sportowe, młodzieżowe, organizował wspólne święta dla ludzi samotnych i opuszczonych, kursy języka angielskiego, prelekcje na temat praw emigranta, prawa małżeńskiego, wyjaśnianie różnic między prawodawstwem polskim a amerykańskim, prelekcje dotyczące różnych wydarzeń historycznych w rocznice tych wydarzeń, wyświetlanie filmów i przeźroczy, organizowanie wycieczek krajoznawczych, organizowanie wystaw dla polskich artystów (malarstwo, rzeźba, szkło artystyczne, ikony, karykatura) rozgrywki szachowe.

Co traciło Centrum poprzez krecią wrogą robotę niektórych z Polaków? Za przykład niech posłuży wypowiedź samego księdza Tołczyka ze strony 173. - Mówi tam ksiądz, że ta różnoraka działalność Centrum, jako placówki kulturalnej otwartej każdego dnia tygodnia by służyć Polakom „miała stworzyć podstawy do wniosku o fundusze na działalność kulturalną. Rada Artystyczna Stanu Nowy Jork przyznawała, co roku poważne sumy na ten cel. Wystarczy tu wspomnieć, że np. w roku 1976 przyznano 15 milionów dolarów różnym grupom etnicznym. W roku 1983 suma ta wzrosła do 32 i pół miliona, a w roku 1984 aż do 40 milionów dolarów. Z tych ogromnych kwot ani centa nie otrzymali Polacy! (dla orientacji w cenach - w tym czasie np. obiad kosztował 50 centów) Całkowitą winę ponosi obecny zarząd Centrum. Wielu pracowników, widząc zdradziecką akcję zarządu w stosunku do mojej osoby, odchodziło nie chcąc brać udziału w tym haniebnym postępowaniu. Biblioteka zaginęła, działalność kulturalna zamarła... Władze przyznające fundusze obserwują każdą organizację i jeśli widzą, że ich działalność nie spełnia określonych zadań dla społecznego dobra, to pomijają ją przy rozdziale dotacji”.

Na stronie 189 ksiądz Tołczyk wymienia nazwiska zbuntowanych pracowników Centrum, którzy zorganizowali demonstrację przeciw księdzu, gdyż ksiądz walczył z nimi by nie marnotrawili przyznanych Centrum pieniędzy; „A  co to księdzu szkoda rządowych pieniędzy?” (str. 187) Ksiądz Tołczyk pod koniec swej książki pisze o nich z wyrozumiałością. Mimo iż go bardzo skrzywdzili a także osłabili Centrum, to jednak ksiądz z perspektywy czasu postrzega ich, jako ofiary skaptowane podstępnie, być może przekupstwem przez ludzi reżymu. Uważa, że reżym posłużył się tymi ludźmi.

W czasie tych bezprzykładnych ataków na księdza Tołczyka zjawili się u niego agenci FBI i ostrzegli ksiedza przed pewnymi nazwiskami. Na stronie 190 ksiądz Tołczyk relacjonuje rozmowę z FBI: „Znamy ich dobrze. To są ludzie przysłani. Obawiamy się ,że Ojciec będzie miał z nimi poważne kłopoty. Proszę być ostrożnym”. Odpowiedziałem, że przecież Centrum niesie pomoc wszystkim i jest instytucją społeczną, a nie organizacją polityczną, więc nie widzę powodu by tych ludzi się bać. Wyraziłem także do nich żal, że nie poinformowali mnie o tym przedtem, zanim ich do pracy przyjąłem. Mogli przecież mnie uprzedzić. Na to jeden z nich odrzekł, że im łatwiej jest tych ludzi obserwować, kiedy są w jednym miejscu...Dla ścisłości pragnę dodać, że nazwiska tych ludzi nie figurują wśród demonstrantów, choć byli sprawcami, to jednak w czasie tej demonstracji pełnili rolę „aniołów stróżów”.  Czyli że byli niewidoczni, „czuwali”, czyli szczuli z ukrycia.

Opublikowano: 13.11.2012 19:47.
Autor: Bobus
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Uparty w gloszeniu swoich pogladow, ale otwarty na dyskusje z przeciwnikami

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @iustus Hitler proponowal Polsce przystapienie do Paktu antykominternowskiego i wspolne z...
  • Czy to polska mlodziez? Przypadkowo wlaczylem TVN w momencie, w ktorym znany chutzpiarz Kuba...
  • Karol Wojtyla a srodowisko intelektualne TP i ZNAK'u Tak sie sklada, ze krakowskie srodowisko...

Tematy w dziale