12 obserwujących
612 notek
710k odsłon
  269   0

Wypowiedź Najsztuba świadczy o dużym wpływie mediów na ludzi. To zły znak

Dzisiaj chciałem odnieść się do tego, co mnie nie zdziwiło z jednej strony, bo występuje to zjawisko w polskim życiu publicznym od wielu lat. Natomiast dziwi mnie łatwość z jaką to zjawisko przebiega. Mowa tutaj o kwestii słów, bardzo często agresywnych wulgarnych z jaką polscy nie tyle politycy, co dziennikarze wypowiadają. Ostatnio dopuścił się tego zjawiska red. P. Najsztub. Człowiek, który w mojej ocenie dziennikarzem być nie powinien (przynajmniej na razie), ale dzięki uprzejmości polskich sądów, nadal z nim jest, nie odbywając kary nawet najmniejszej za swój czyn. 

W ostatnim wywiadzie na antenie radia TOK FM stwierdził, że nie widziałby nic zdrożnego, nic nadzwyczajnego, gdyby premier Morawiecki "dostał w pysk". To oczywiście tylko część cytatu, ale mnie chodzi bardziej o kontekst. Taki stan rzeczy, gdy w polskim życiu publicznym łatwo rzuca się oskarżenia na drugą stronę, z wielką jak wspomniałem dozą łatwości, lekkości, bez poczucia wstydu, braku kultury czy nie czując się w żadnym stopniu winnym, istnieje od praktycznie 2005 r. To element wojny pomiędzy dwoma blokami: prawicą a częścią pozostałą sceny politycznej. Co więcej, takie rzeczy, takie słowa były wypowiadane nawet, gdy rządząca partia obmawiała w ten sposób ówczesną opozycję. Nie twierdzę, że PIS nie jest w tej kwestii bez winy, bo swoimi działaniami także się przyczynia do tego, ale główny prym wiedzie Platforma. Niestety, to politycy największej partii opozycji wykreowali w Polsce tendencje do atakowania ludzi PIS przede wszystkim słowem, ale nie tylko, i nie ponoszeniu z tego tytułu konsekwencji. Wszystko w ramach zasady: jesteś z nami, nic się tobie nie stanie. Takie działanie przyniosło niestety bardzo opłakane skutki.

Co więcej, na takie działanie często porywają się dziennikarze. Czynili to kilka lat temu, czynią to i teraz. Dlatego nie dziwię się, że Najsztub powiedział te słowa, ale on doskonale wie, że konsekwencji za to nie poniesie. Wielokrotnie czynił to także red. T. Lis. Wszystko w ramach w walki z PIS. Skutki takich działań dziennikarskich nie przychylnych rządowi (nie tylko tych wspierających PO, ale będącymi przeciwnikami PIS), są szokujące. Na wielu portalach społecznościowych można przeczytać posty, wpisy, memy, z których często wynika nie tyle nienawiść do PIS, ale także do ludzi o poglądach konserwatywnych. Obrywa się często także ludziom z tzw. centrum, którzy nie chcą stać po żadnej stronie politycznego sporu. Takie działania jak blokowanie kolumn rządowych, rzucanie jajkami, obraźliwe słowa, to wynik pokazania przez dziennikarzy, że można tak robić, bez jakiejkolwiek kary.

Ja takich ludzi nazwać dziennikarzami nie mogę. Często nawet jak oglądam programy publicystyczne, gdzie wiadomo jak kto ma pogląd, widać gołym okiem, że też jest to spotkanie ludzi wzajemnej adoracji, którzy dobrze się znają, a przychodzą tak sobie pogadać stwarzając pozory pluralizmu. To oni odpowiadają niestety w dużej większości za późniejsze działania społeczne i relacje między-ludzkie. Nie od dziś wiemy, że ludzie są bardzo podatni na media, na to, co piszą, publikują. Sztuczne wywoływanie wielu problemów czy też jątrzenie zamiast zachęcania do współpracy, ale także zachęcania czasami polityków do działań bardzo emocjonalnych, to rzecz niedopuszczalna. Niestety to też efekt tego, że dziennikarzami często są ludzie nie znający podstaw działania w tym zawodzie, kierujący się własnymi poglądami, a nie patrzący na dobro ogółu, ale także nie znający podstaw kultury i szacunku do drugiego człowieka. To smutne, ale taka jest polska rzeczywistość. Musi minął chyba kilka pokoleń, aby nowi dziennikarze faktycznie byli tymi z powołania, a nie tylko na niby. Chyba, że i ci mogą być skażeni tym wirusem, który teraz polskie media w jakimś stopniu trawi. Najsztub jest właśnie takim dobitnym przykładem. I to bardzo zły znak.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale