12 obserwujących
612 notek
710k odsłon
  623   1

Czy po wyborach w 2023 r. mielibyśmy rządy Zjednoczonej opozycji?

Od dłuższego już czasu, wszelkie sondaże pokazują, że Zjednoczona Prawica, nie będzie kontynuowała swoich rządów po 2023 r. Chociaż poparcie dla partii rządzącej utrzymuje się w okolicach 33-39 %, to wciąż jest za mało, aby rządzić. Choć pomiar może być mylący, bo przed wyborami w 2019 r. też PIS miał wynik w granicach 40% (tak mniej więcej), to wynik miał lepszy, bo ponad 43% głosów. Teraz mimo wielu przeciwności, może być podobnie czyli nawet prawie 37% głosów. Okaże się wszystko po zimie, która jeśli nie będzie brakowało energii i ciepła, a ceny się ustabilizują (a już nie ma taki wielkich skoków i jest trochę stabilizacji), to PIS-owi może wrócić z 2-4% procentowe. Przypominam sondaż na wybory europejskie, gdzie Zjednoczona opozycja wyprzedzała PIS, a potem sromotnie przegrała. Na pewno straci opozycja, która prowadzi bardzo agresywną kampanię i bazuje głównie na potknięciu Kaczyńskiego w oparciu o energetykę. Ale załóżmy aktualny scenariusz, gdzie Kaczyński traci władzę, którą teoretycznie ma przejąć opozycja. Czy taki wariant jest przesądzony?

Otóż nie bardzo. Zakładając teraz czysto hipotetycznie, szanse są na to mniejsze niż 50%. Wszyscy już w niektórych wypowiedziach gratulują Tuskowi i całej reszcie opozycji wygranej, ale droga do wspólnego rządu, jest bardzo daleka. Już teraz możemy zauważyć, że szef PO irytuje się, gdy zadaje się mu pytanie o wspólną listę na wybory. W odpowiedzi ponagla on swoich konkurentów, ale konkretów jak na razie nie widać. Z każdym tygodniem, miesiącem gdy nie będzie decyzji, szanse na dogadanie się, maleją drastycznie. A co jeśliby opozycja wystartowała oddzielnie, a po wyborach chciałaby utworzyć wspólny rząd? Tutaj szanse nie są większe, bo wszystko rozbije się o program. Nie sądzę, żeby PSL był na tyle głupi, by wchodzić do rządu z kimś, kto ma inne patrzenie na sprawy światopoglądowe jak oni. A te kwestie z tej materii, Lewica czy jej podobnie chcieliby od razu załatwić. Ludowcy godząc się choćby na mały kompromis w tej sprawie byłby zachwianiem ich programu, ich wartościom, którym bardzo się chwalą. To z kolei sprawiałoby, że ich poparcie już i tak małe, spadłoby prawie do zera. Nawet gdyby przystąpiono do rozmów koalicyjnych, mogłoby to trwać miesiącami, co skutkowałoby paraliżem kraju. A ten scenariusz nie jest wykluczony. Co zatem nas czeka na jesieni?

Moim zdaniem wygrana opozycji jak kiedyś wspomniałem to pewny chaos jak nie miesięczny, to zapewne tygodniowy. Kwestie programowe też będą trudne to ustalenia, bo każdy ma z nich trochę inne patrzenie na gospodarkę. Ale pewne jest jedno: nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu, do rządów Zjednoczonej opozycji droga jest bardzo daleka. O wiele bliżej do kolejnej kadencji rządów PIS.

Lubię to! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Inne tematy w dziale Polityka