Kandydat na prezydenta USA Mitt Romney przyjechał do Polski. W poniedziałek odwiedził Gdańsk, gdzie spotkał się z premierem Tuskiem i byłym prezydentem Wałęsą. Spotkanie, które dla "salonu" miało nie tyle doszukać się akcentów w kwestii stosunków polsko-amerykańskich i wielką, wizerunkową bombą, jak się okazało zakończyło się bez rewelacji. Nie przyniosło żadnych konkretów. Przynajmniej tak można wywnioskować z wypowiedzi Lecha Wałęsy, ponieważ premier Tusk o spotkaniu z Romneyem się nie wypowiedział.
Wałęsa stwierdził, że Romney mu się podoba. Uznał, że kandydat na prezydenta USA trzyma się zasad, jest bliżej wartości itp. Zapowiedział także, że prawdopodobnie będzie z nim sympatyzował i razem mają pomysł na poszukiwanie pomysłów godnych XXI w. Zapytany czy rozmawiał o zniesieniu wiz dla Polaków czy tarczy antyrakietowej, Wałęsa uznał, że to za "niskie tematy".
Z tych słów mogę stwierdzić jedno: jeśli dla Wałęsy sprawy stosunków polsko-amerykańskich w kwestii tarczy rakietowych czy wiz są za "niskie" (a przecież są najważniejsze dla Polski), to były prezydent jest jakby mało inteligentny i w ogóle nie ma pojęcia o polityce zagranicznej. Wypowiadanie się mało sensownie skleconymi zdaniami, z których nic nie można się dowiedzieć (takim przykładem jest wypowiedź Wałęsy po wczorajszym chociażby spotkaniu z Romneyem), to jak dla mnie absolutnie skandaliczne. Niestety Wałęsa tego nie widzi i pomimo, że ludzie podobne błędy w wypowiadaniu mu wytykają to on dalej wniosków nie wyciąga. Trzeba także z odwagą przyznać, że wizyta tak jak w poprzednich wpisach o tym pisałem, miała i jutro też będzie charakter czysto towarzyski i wizerunkowy. Prezydent Komorowski także jutro będzie ogólnikowo mówił o stosunkach Polska-USA, prawdopodobnie nie podejmując z powodu niskości tematu spraw m.in. wiz.Także zapowiadana jako wielka wizyta Romneya, prawdopodobnie skończy się niczym i bez rewelacji, co nie poprawi w najbliższej przyszłości stosunków Polski z USA.
Inne tematy w dziale Polityka