Miejskie kontrasty
Z pozoru Knurów mógłby uchodzić za górnicze eldorado. Włodarze zapewne lubią chwalić się zasobnością portfeli mieszkańców, co faktycznie ma pokrycie w rzeczywistości – ale tylko dla wybranej kasty. Dobre zarobki i stabilne emerytury górnicze to jednak przywilej, do którego dostęp jest ściśle limitowany. Kopalnie nie rekrutują już z otwartymi ramionami. Chcesz zjechać na dół i zarobić? Musisz mieć znajomości. Reszta, nieposiadająca odpowiednich pleców, musi zadowolić się skromniejszym losem lub szukać szczęścia w pobliskich Gliwicach, gdzie rynek pracy i płace wyglądają znacznie lepiej.
Ta gospodarcza monokultura i brak perspektyw dla osób spoza górniczego układu rodzi konkretne, demograficzne dramaty. Knurów to miasto, z którego masowo ewakuują się młode kobiety. Trudno im się zresztą dziwić. Skoro alternatywą dla ucieczki do większego ośrodka jest praca na "montowni na taśmie", wybór wydaje się prosty. Efekt? Rynek matrymonialny w Knurowie leży i kwiczy. Miasto cierpi na wyraźną nadwyżkę samotnych mężczyzn, co tworzy specyficzny, przesiąknięty frustracją i testosteronem klimat.
Wszechobecna przemoc
A skoro o testosteronie mowa, płynnie przechodzimy do prawdziwych włodarzy knurowskich ulic. Nie są to wcale miejscy radni, ale kibole Górnika Zabrze. To oni nadają ton życiu społecznemu na wielu osiedlach. Zresztą Knurów w 2015 roku udowodnił całej Polsce, do czego zdolne jest tutejsze środowisko kibicowskie – miasto stało się areną jednych z największych zamieszek ulicznych w historii III RP, po tym jak policja śmiertelnie postrzeliła z broni gładkolufowej jednego z szalikowców.
Dziś ten wybuchowy kocioł dostał nowy składnik. Demograficzną wyrwę po uciekających młodych ludziach łatają imigranci zarobkowi, których upycha się w wynajmowanych mieszkaniach po kilka, kilkanaście osób. Jak łatwo się domyślić, w mieście o silnych wpływach kibolskich i rosnącej patologii społecznej na starych osiedlach robotniczych (szczególnie na owianej złą sławą "Kolonii", uchodzącej za najniebezpieczniejszą część miasta), takie sąsiedztwo to beczka prochu. Zamiast integracji, mamy weekendowe awantury i napięcia między imigrantami a lokalnymi chuliganami, którzy dumnie prężą muskuły, pilnując "swojego" terytorium.
Ziemia nieobiecana
Paradoksalnie, w ten cały poprzemysłowy, lekko patologiczny krajobraz pakują się z własnej woli "nowobogaccy" z Gliwic i okolic. Skuszeni niższymi cenami gruntów, budują tu swoje domy, prawdopodobnie po cichu licząc, że odgrodzą się od lokalnej rzeczywistości wysokim płotem.
Obraz Knurowa, to dziś ponura pocztówka z regionu w fazie schyłkowej. To sypialnia bez wyrazu, w której komunikacja miejska jako tako dowiezie cię do Gliwic, ale do stolicy metropolii, Katowic, dojechać już znacznie trudniej. To miasto żyjące nostalgią za górniczą potęgą, starzejące się, wyludniające z kobiet i oddające ulice we władanie chuliganom. Ś



Komentarze
Pokaż komentarze