6 obserwujących
17 notek
36k odsłon
  1419   0

Zabriskie Point, Joshua Tree i Nomadland - Ameryka w poszukiwaniu samej siebie

Arizona, Fot. Marek Kryda
Arizona, Fot. Marek Kryda

Na niedawnej ceremonii w Los Angeles film "Nomadland" chińskiej reżyserki Chloé Zhao otrzymał statuetkę za najlepszy film, za najlepszą reżyserię, a Frances McDormand za najlepszą kobiecą rolę pierwszoplanową w tym filmie. "Nomadland" to film o życiu Amerykanów rezygnujących ze stałej pracy i takiegoż miejsca zamieszkania, po to, by przemieszczać się z miejsca na miejsce i mieszkać we własnym kamperze lub busie. Fascynujące jest tło tego filmu - surowe i jałowe krajobrazy Arizony, Nevady i Kalifornii. Być może w sposób całkiem niezamierzony "Nomadland" wpisuje się w szczególny cykl dzieł innych twórców, poszukujących już wcześniej bezdomnego ducha tej części Ameryki. Film ten 14 maja ma mieć swą premierę kinową w Polsce.


image

image
Autor w Zabriskie Point w kalifornijskiej Dolinie Śmierci. Fot. Jola Kryda

Lecz jest takie miejsce, gdzie marzenia są wiecznie młode (…)

Jeśli tylko zechcesz, twój Zabriskie Point będzie wszędzie –

śpiewał Roy Orbison w filmie Michelangelo Antonioniego.

Pod koniec 1986 roku irlandzki zespół U2 przygotowywał swą nową płytę, która miała być opowieścią o Ameryce. Album ten miał być zatytułowany „Pieśń pustyni” lub też „Dwie Ameryki” – zamiarem członków zespołu było bowiem przedstawienie dwóch wizji Ameryki: „mitycznej” i „faktycznej”. Lider U2 - Bono zwierzył się kiedyś: – Uwielbiam tam przebywać, uwielbiam Amerykę, uwielbiam to uczucie obcowania z olbrzymimi, otwartymi przestrzeniami, kocham pustynię, kocham góry i uwielbiam również tamtejsze miasta. Przez te lata, kiedy tam koncertowaliśmy, zakochałem się w Ameryce. Jednocześnie musiałem sobie jakoś poradzić z tą Ameryką, która nie tylko oddziaływała na mnie, ale również na cały świat. Na tej płycie musiałem zmierzyć się z tym problemem na płaszczyźnie politycznej, ale też w bardziej subtelny i osobisty sposób. –

Członkowie U2 nagrywając tę płytę poszukiwali „panoramicznego” brzmienia, które oddałoby otwarte, bezkresne przestrzenie Ameryki. Dlatego też poszczególne utwory miały mieć "kinowy" rozmach i „przepastne” brzmienie. W celu odnalezienia miejsc i pejzaży, które wyrażałyby taką niekonwencjonalną wizję USA, związany z zespołem fotograf - Anton Corbijn zorganizował w grudniu 1986 r. wyjazd U2 do Doliny Śmierci w Kalifornii. To tu znajduje się najniżej położone miejsce (depresja) na półkuli zachodniej. Woda gruntowa w tej niezwykłej dolinie jest bardzo zasolona i niezdatna do picia. Corbijn tam właśnie chciał poszukiwać inspiracji w pobliskich miastach widmach (ghost towns) – wyludnionych górniczych osiedlach, eksploatujących dawniej minerały tutejszej jałowej ziemi. Chciał on tu znaleźć miejsca, gdzie: „pustynia styka się z cywilizacją”, co miało wyrażać ducha nowej płyty zespołu.

image

Wyludnione górnicze miasteczko – widmo Bodie w Kalifornii, to tu w grudniu 1986 r. przyjeżdża U2 by szukać inspiracji do swego nowego albumu. Fot. Marek Kryda

Owo poszukiwanie inspiracji jednak nie szło dobrze – Anton Corbijn (nazywany czasem piątym członkiem zespołu) wspominał: – Zrobiliśmy z U2 trochę zdjęć w miastach widmach w okolicach Parku Narodowego Yosemite i Doliny Śmierci. W jednym z takich opuszczonych miejsc Bono wpadł we wściekłość - dla niego była to jedynie wielka strata czasu. Odpowiedziałem mu, że zarejestrowanie szczegółów jest tak samo ważne, jak wielkie, spektakularne ujęcia pejzażowe. – Corbijn wiedział, co mówi, był on autorem fotografii do okładek trzech poprzednich albumów zespołu. Opowiedział on Bono skąd się wzięła nazwa tutejszych drzewiastych roślin pustynnych.

W 1847 roku Mormoni podjęli wędrówkę do Kalifornii uciekając przed prześladowaniami w stanach: Nowy Jork, Ohio i Missouri. Po wielodniowej wędrówce przez pozbawione życia, pustynne, górskie krajobrazy, pojawiają się pierwsze drzewiaste rośliny. W wędrowcach rodzi się nadzieja – odbierają pojawienie się tych niewysokich pustynnych drzew, jako znak od Boga. Wycieńczeni wędrówką, mają nieodparte wrażenie, że te kolczaste rośliny swymi rozłożystymi gałęziami chcą im dodać otuchy – wznosząc je, wskazują zagubionym w bezkresie bezlitosnej przyrody wędrowcom drogę na zachód, drogę do ich nowej, wymarzonej ojczyzny. Mormoni nadali wówczas własną nazwę temu „drzewu nadziei” – Joshua Tree, czyli drzewo biblijnego proroka Jozuego, który przeprowadził swój lud przez rzekę Jordan do Ziemi Obiecanej. Następnego poranka Bono pojawił się z biblią w ręku i oznajmił, że nowa płyta U2 będzie miała właśnie tytuł The Joshua Tree. Owa płyta ukazuje się w marcu 1987 r. szybko wspinając się na szczyty list przebojów w dwudziestu krajach, stając się najszybciej sprzedającym się brytyjskim albumem w historii. Na płycie tej znajdziemy chyba najbardziej rozpoznawalny utwór U2 „Nadal nie znalazłem tego, czego szukam” (I Still Haven't Found What I'm Looking For) w którym Bono w ewangelicznym tonie śpiewa:

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura