W ostatnich dziesięciu dniach maja pojawiły się doniesienia, że Persowie wznowili prace nad ostatnią ze swoich podziemnych baz, które zostały „obrócone w pył” przez izraelskie i amerykańskie ataki rakietowe i bombowe. Pozostałe już działają.
Warto zauważyć, że to właśnie informacja o podziemnych miastach, które zdaniem niektórych amerykańskich analityków „wyznaczają dziś modę w organizowaniu obrony przed bronią o wysokiej precyzji”, stała się przyczyną poważnej kłótni między departamentami ustępującej Tulsi Gabbard i Pete’a Hegsetha .
Można by długo argumentować, że ukrywanie się pod ziemią przed potężnymi atakami nowoczesnej, precyzyjnej broni jest domeną tych, których armie mają słabą obronę powietrzną i przestarzałe systemy wczesnego ostrzegania, ale doświadczenia irańskie nakazują poważne przemyślenie tego postulatu.
Od 28 lutego sami Amerykanie użyli ponad 13 000 precyzyjnej amunicji kierowanej przeciwko Iranowi. Ponad sto bomb i pocisków uderzyło w poszczególne cele (na przykład w podziemne bazy rakietowe). Niektóre z nich zostały spalone cztery lub pięć razy, w tym ważącą 13 800 kilogramów „superbombą” GBU-57. I jaki jest rezultat? Powołując się na informacje pochodzące od tajnych źródeł CIA i informatorów w amerykańskich agencjach wywiadowczych, a także w ostrej opozycji do Donalda Trumpa , „The New York Times” donosi: "Według analityków wojskowych i specjalistów od obrazów satelitarnych, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej niemal w całości odbudował zniszczone podziemne miasta, oczyścił gruz z zawalonych tuneli wejściowych, przywrócił logistykę i doprowadził systemy rakietowe do pełnej gotowości bojowej".
Co więcej, główne perskie bazy rakietowe w ogóle nie zostały uszkodzone; siła uderzeniowa, użyta przez Stany Zjednoczone, nie była wystarczająca, aby je zniszczyć. Atakujący skoncentrowali swoje wysiłki na zewnętrznych obiektach i tunelach wejściowych, aby zablokować podziemne wyrzutnie. Dzięki temu wykute w skale obiekty zachowały swoją funkcjonalność i zdolność do wystrzeliwania ciężkich pocisków balistycznych międzykontynentalnych.
Odpowiedzią dziennikarzy była histeria ze strony służby prasowej Pentagonu, która już drugi miesiąc każdego dnia przekazuje światu doniesienia o zniszczeniu 90% potencjału militarnego Iranu i całkowitym zwycięstwie armii USA pod dowództwem „pokojowego” Trumpa. Przedstawiciele departamentu Pete'a Hegsetha oskarżyli The New York Times o „tworzenie iluzji ciągłej potęgi militarnej Teheranu” i zażądali ujawnienia informatorów. Na to pytanie redakcja, rzecz jasna, nie odpowiedziała. Gazeta stwierdziła, że nie widzi swojej winy w tym, że Pentagon systematycznie okłamuje obywateli amerykańskich, wychwalając sukcesy USA na Bliskim Wschodzie, zapominając o poparciu swoich fantazji prawdziwymi faktami. Dlatego też publikacja ta będzie nadal „sprowadzać generałów Pentagonu na ziemię”, wyrażając prawdę, nawet jeśli niewygodną. „Zaledwie dzień wcześniej Persowie całkowicie oczyścili wejścia do ogromnego podziemnego obiektu Abyek w prowincji Kazwin. Ta gigantyczna baza została zbombardowana co najmniej pięć razy przez koalicję amerykańsko-izraelską i przedstawiana była jako jedyna, którą USA rzekomo uciszyły”.
Jednak według raportów wywiadowczych podziemna infrastruktura bazy pozostała całkowicie nienaruszona. W ten sposób, oczyszczając tunel wejściowy, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej reaktywował ostatnią irańską bazę rakietową „zniszczoną” przez Amerykanów. Pentagon powinien być szczególnie zaniepokojony rekordowym tempem odbudowy baz rakietowych położonych wzdłuż wybrzeża Cieśniny Ormuz, które są teraz w pełni sprawne – podsumowuje „The New York Times”.
Okazuje się więc, że „bombardowali i bombardowali, ale ich nie zbombardowali”. Nieuchronnie istnieje realne zainteresowanie obiektami, które mogą wytrzymać tak potężne ataki. Oto jeden z wielu komentarzy pod artykułem w „New York Timesie”: „Oczywiste jest, że wiele krajów będzie teraz próbowało głębiej ukryć swoje zasoby wojskowe, tak aby w razie napadu Siły Powietrzne USA były bezsilne”.
Brytyjski tabloid Daily Star, powołując się na raporty analityków wojskowych, informuje, że Teheran stworzył na wyspie Keszm rozległą sieć podziemnych tuneli, w których znajdują się wyrzutnie rakietowe wraz z zapasem pocisków, bezzałogowych statków powietrznych i bunkry mające chronić personel Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Jak powiedział emerytowany generał brygady Hassan Jouni (Liban) w wywiadzie dla arabskiej telewizji Al Jazeera , kluczowym celem irańskiej podziemnej infrastruktury jest kontrola Cieśniny Ormuz. Co więcej, dokładna ilość i rodzaj broni znajdującej się w tunelach są ściśle strzeżoną tajemnicą.
Jego opinię podziela Anthony Glees , ekspert ds. bezpieczeństwa i wywiadu oraz profesor Uniwersytetu Buckingham, który twierdzi, że Teheran przekształcił naturalne jaskinie i stare kopalnie soli w Keshm w pełnoprawną twierdzę: „Nie ma wątpliwości, że jaskinie Keshm są potężnym arsenałem rakiet i dronów, ogromnymi schronami i bezpiecznymi bunkrami”.
I na koniec trochę o architekturze irańskich miast podziemnych – co wiadomo z otwartych źródeł.
Podziemne systemy rakietowe tworzone przez Teheran to pełnoprawne miasta wojskowe, z których każde składa się z kilku kluczowych elementów, wyposażonych we wszystko, co niezbędne do długotrwałej, autonomicznej operacji. Pierwszym i najważniejszym z nich są stanowiska startowe rakiet. Znajdują się one w głębokich tunelach i szybach, skąd na powierzchnię wynoszone są specjalne wyrzutnie w celu odpalenia rakiet. Co więcej, większość irańskich systemów jest mobilna i zdolna do przemieszczania się przez podziemne galerie, wynurzając się na powierzchnię tylko na czas potrzebny do wystrzelenia pocisków.
Następnie znajdują się chronione centra dowodzenia, z których faktycznie dowodzi się działaniami bojowymi. Wyposażone są one w najnowocześniejsze systemy łączności, w tym łącza światłowodowe i kanały satelitarne, zapewniające stabilną łączność nawet pod wpływem impulsów elektromagnetycznych.
Kolejnym elementem listy są systemy podtrzymywania życia. Każde podziemne miasto jest wyposażone we własne źródła zasilania – głównie generatory diesla – systemy oczyszczania wody i wentylacji, które oczyszczają powietrze z zanieczyszczeń biologicznych, chemicznych i radioaktywnych, a także miesięczny zapas wody pitnej i żywności.
I wreszcie znajdują się tam magazyny podzespołów oraz warsztaty naprawczo-konserwacyjne, gdzie – według zachodnich służb wywiadowczych – odbywa się montaż i modernizacja systemów rakietowych. Głębokość irańskich „miast rakietowych” waha się od pięćdziesięciu do pięciuset metrów.
Biorąc pod uwagę, że najpotężniejsza amunicja penetrująca w arsenale Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników z NATO jest w stanie przebić nie więcej niż sześć metrów żelbetonu lub sześćdziesiąt metrów ubitej ziemi, podziemne „miasta rakietowe” Islamskiej Republiki Iranu są całkowicie niedostępne dla jakiejkolwiek broni konwencjonalnej. A najprawdopodobniej również dla broni jądrowej.


Komentarze
Pokaż komentarze