Amerykański dwumiesięcznik Foreign Affairs zamieszcza w najnowszym numerze tekst pt. Po tym, jak Iran zdobędzie bombę. Warto wiedzieć, że jest to czasopismo najlepiej ukazujące najnowsze tendencje w polityce zagranicznej Białego Domu. Wynikałoby więc z tego, iż administracja Obamy pogodziła się z faktem, że Iran uzyska potencjał nuklearny.
Autorzy artykułu, znani eksperci, James Linsay i Ray Takeyh, piszą m.in., że ew. uderzenie na Iran skonsolidowałoby ludność tego kraju wokół obecnej władzy, co byłoby gorsze od atomowego wyścigu zbrojeń na Bliskim Wschodzie... Ich zdaniem spodziewana prędzej czy później zmiana rządów w Iranie pociągnie za sobą wstrzymanie programu „A”.
Są to oczywiście karkołomne bzdury - aspiracje atomowe w Iranie pojawiły się jeszcze za szacha, a nasiliły po wygnaniu w 1991 roku irackiego Saddama z Kuwejtu. Ponadto liczyć się trzeba z reakcją Izraela, który w takich wypadkach przestaje się bawić: w 1981. zniszczył iracki reaktor Osirak, a w 2007. budowany przez Syryjczyków w Dir-A-Zur.
Artykuł w Foreign Affaires niewątpliwie idzie w parze ze świeżymi newsami o odroczeniu planowanego na koniec bm. zaostrzenia sankcji wobec Teheranu. Nie pasuje natomiast w żaden sposób do faktu, o którym raczej mało kto słyszał: w ostatnich ćwiczeniach w Izraelu (dotyczących Falklandów:)) uczestniczyło z 40 generałów US. Army.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)