Słomianowłosy polityk holenderski Geert Wilders pokazał przedwczoraj w brytyjskiej Izbie Lordów swój słynny 15-minutowy filmik Fitna, ukazujący religię islamską w niezbyt korzystnym świetle... (krwawe zamachy w Europie, homofobia, dyskryminacja kobiet, ścinanie głów zakładnikom etc.). Wg niego Koran jest gorszy nawet od Mein Kampf.
Partia Wolności Wildersa - po czerwcowych wyborach - może okazać się jednym z dwóch głównych rozgrywających w parlamencie. Jej platforma przewiduje m.in. zamknięcie szkół islamskich i surowy zakaz budowania meczetów. Propozycje te odrzucane są przez europejskich liberałów, jako zaprzeczenie humanistycznych wartości i praw człowieka.
Popularność Wildersa w Holandii - znanej jeszcze do niedawna z pełnej otwartości na emigrację - potwierdza, że ekspansja islamizmu zakłóca też sjestę innym Europejczykom. Wypieszczone ideały nie wytrzymują próby w konfrontacji z muezzinami i okutanymi bajaderami. Świadczy o tym francuskie NIE dla burek i szwajcarskie - odnośnie minaretów.
Główny paradoks polega jednak na tym, że gastarbeiterów islamskich przybywać będzie nadal w Europie - i to w zawrotnym tempie voodoo. Mam wrażenie, że „szczytne ideały” wyparują niezadługo... w obliczu prozaicznego zjawiska, że młodym Europejczykom odechciało się już dawno zamiatać ulice, wywozić śmieci i zmywać gary po knajpach.



Komentarze
Pokaż komentarze (36)