Administracja Obamy przejrzała na oczy, iż dalsze kłótnie z Izraelczykami o Jerozolimę i osadnictwo - nie mają sensu. Proces pokojowy na Bliskim Wschodzie i tak jest w tej chwili zamrożony, głównie dlatego, że torpeduje go Iran, wykorzystując w tym celu Syrię, libański Hezbollah i Hamas (Gaza).
Tak to wygląda z grubsza i nic się nie zmieni, dopóki nie zostanie uregulowana kwestia irańska. Barack Obama - cisnąc zbytnio na Izraelczyków - skonfliktował się z Żydami USA, co może przełożyć się na dotkliwą porażkę Demokratów w listopadowych wyborach do Kongresu.
O tym, jak podejrzliwie Żydzi USA traktują teraz administrację Obamy - świadczy ich przesadna reakcja na „etniczny dowcip”, opowiedziany wczoraj przez Jamesa Jonesa, doradcę Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego. Doszło już do tego, że Jones musiał oficjalnie przeprosić (...).
Dowcip brzmi tak: Talib na pustyni chce kupić wodę, ale Żyd w sklepie mówi, że ma tylko krawaty i odsyła go do knajpy za pobliską górką. Talib rusza więc w drogę, klnąc Żydów i Izrael; po paru godzinach wraca z gorzkimi pretensjami, że nie chcieli mu sprzedać wody, bo był bez krawata.
W izraelskim necie dowcip odbierany jest dziś przeważnie, jako „dosyć dobry” - mało kto oskarża Jonesa o „powielanie stereotypów”. Co dużo ważniejsze: w czasie wczorajszego spotkania gen. Jonesa z min. obrony Izraela Ehudem Barakiem w Białym Domu - do gabinetu wszedł nagle Barack Obama.



Komentarze
Pokaż komentarze (74)