Główna dyskusja w Izraelu nie dotyczy już tego, czy i jak walnąć w Iran, ale kiedy... W najbliższych miesiącach (pomimo niskiego pułapu chmur), czy też poczekać, aż mułłowie wyjdą na ostatnią prostą ze swoim uranem. Zwłoka jest ryzykowna, bo w pół roku wirówki ukryte zostaną głęboko pod ziemią.
Amerykanie molestują, żeby najpierw dać szanse sankcjom, w które Izraelczycy jednak nie wierzą. Wątpliwe, aby zszokowana kryzysem Europa zdecydowała się na najważniejsze w takim wypadku embargo naftowe, które spowodowałoby gwałtowny wzrost cen - nawet do 400 USD za baryłeczkę.
Nie ma też sensu liczyć na to, że w Iranie w najbliższym okresie wybuchnie kolejna rewolta przeciw ajatollahom. Opozycja irańska jest kompletnie rozbita i w dodatku skłócona wewnętrznie. Chyba, że pogorszyłyby się drastycznie warunki bytowe ludności, co nie nastąpi jednak bez zaostrzenia sankcji...
Sytuację pogarsza fakt, że niezbyt wiadomo, kto teraz rządzi w Iranie - ludzie Ahmadineżada czy duchowego przywódcy Ali Chamenei. Rywalizacja między nimi może sprawić, że którymś zbirom odbije szajba do reszty: dopuszczą się kolejnego wariactwa - jeszcze groźniejszego od ataku na ambasadę GB.
Dosyć ciekawe są przepychanki z Rosją; zaczynam odnosić wrażenie, że będzie gotowa przehandlować Iran w zamian za mandacik nad Syrią.
@
http://stooq.com/n/?f=543391


Komentarze
Pokaż komentarze (24)