Z perspektywy historycznej zatonięcie „Titanica” uważane jest za symboliczny początek XX wieku - dwa lata później wybuchła pierwsza światówka etc. Symbolem jest też naturalnie słynna orkiestra na „Titanicu”, która na rozkaz kapitana grała do końca - inaczej wyglądały te sprawy z „Costa Concordią”.
Capitano Schettino jako jeden z pierwszych dał nogę ze statku po trachnięciu w toskańskie skały - nie dał się namówić, żeby wrócić i kierować akcją ratowniczą. Ponoć już na początku rejsu napalił się na niezłą kobitkę, z którą drinkował przy barze - nawet po tym, jak rozległo się stuknięcie od spodu.
Najpierw sądzono, że kazał podpłynąć blisko brzegu, żeby pozdrowić syreną wysłużonego admirała Mario Palombo. Prawda okazała się nieco mniej brawurowa: capitano zmienił kurs w ramach kumpelskiego gestu wobec głównego kelnera, Antonello Tievoli, który chciał pomachać do swojej familii.
Zwieńczeniem obciachu są newsy, iż mafia wysłała płetwonurków, żeby wyrąbać z sejfów pozostawiony tam szmal itd. Media i ocaleńcy przyrównują tragedię „Concordii” do „Titanica” (raczej do wygenerowanego komputerowo kiczu z DiCaprio) - 100 lat po „Titanicu” znów pojawiły się znaki dla Europy.


Komentarze
Pokaż komentarze (51)