Kotłowanina związana z aksamitnym wywaleniem mnie z IAR okazała się b. fajna pod paroma względami. Przede wszystkim w sposób spektakularny unaoczniła totalną bezmózgowość „dyrektorków-redaktorków” różnego chowu, których ruchy w jednej chwili zostały nagłośnione i ośmieszone.
Zachęcam Was więc w szczególności do otwartego, a także błyskawicznego reagowania w sieci... na wszelkie tego rodzaju ekscesy, mogące też być odbiciem szerszych zjawisk. Nawet w kameralnej aferce ze mną pojawił się aspekt, iż tak naprawdę nie chodziło wcale o zmediatyzowane czółko:).
Wg „NaTemat.pl” mogło być tak, że „padłem ofiarą propalestyńskiego lobby w mediach polskich”. Tego rodzaju domniemania utrzymane są wprawdzie w ostrej konwencji spiskowej, ale jednocześnie potwierdzają moje z kolei spostrzeżenia o narastającej ostatnio narracji antyizraelskiej w mediach.
Chodzi o patologie określane przeze mnie, jako „miękki antyizraelizm” - będące złagodzoną wersją propagandy arabskiej i dawnej komuszej. Warto wyczulić się na te klimaty w najbliższych miesiącach, gdy w Oriencie i w Zatoce Perskiej - dojdzie do arcyciekawych wydarzeń natury lifestylowej.
@ PLAGIAT NA CHAMA - W PAP
W materiale o „propalestyńskim lobby w polskich mediach” padło nazwisko Ali Qandil, korespondentki PAP w Izraelu. Macie tu przykład dokonań tej pani, będących plagiatem z „wkładką ideologiczną”. W Polsce poszło to nie tylko w GW, lecz także w „Wprost” i w paru innych mediach.
Tekst oryginalny:
http://www.timesofisrael.com/watermelon-brings-jews-arabs-together-in-jerusalems-musrara/
Przeróbka:
http://wyborcza.pl/1,91446,12251808,Zydowsko_palestynskie_spotkania_na_ziemi_niczyjej.html


Komentarze
Pokaż komentarze (42)