CZERWONA KRECHA pod genialnie prostym wykresem atomówki z tlącym się komiksowo loncikiem... w taki sposób premier Izraela Benjamin Netanjahu pokazał w czwartek wieczorem światu - z mównicy ONZ w Nowym Jorku - w jakiej fazie najpóźniej można powstrzymać realizację irańskiego programu „A”.
Moment ten określa ściśle sytuację, w której Irańczycy będą mogli zacząć wzbogacać uran do poziomu 90% umożliwiającego uzyskanie bomby „A” - w przeciągu kilku tygodni. Wg Netanjahu Irańczycy znajdą się w tej fazie na wiosnę lub najpóźniej latem przyszłego roku. Zostało z sześć miesięcy.
Netanjahu wybrał najprostszą, zapadającą w pamięć:), formę „wizualizacji”, rezygnując z bajerów elektronicznych. Na zwykłym białym bristolu nagryzmolił mazakiem czerwoną krechę, której mułłom nie będzie wolno przekroczyć. Wyznaczeniu takiej „czerwonej linii” sprzeciwiał się dotychczas Obama.
Netanjahu powiedział, że gdyby Europa w latach 30. wyznaczyła „czerwoną linię” Hitlerowi - zapewne dałoby się uniknąć drugiej wojny światowej. Izraelczycy chcą, aby taką taktykę świat zachodni zastosował teraz wobec Iranu - o tym rozmawiać będą w piątek telefonicznie Netanjahu z Obamą.
Ta właśnie rozmowa może okazać się rozstrzygająca. Sens dzisiejszego, wg mnie, historycznego wystąpienia Netanjahu jest oczywisty. Jeśli zachodnie kraje z USA nie wyznaczą Iranowi nieprzekraczalnej „czerwonej linii” - Izrael rozwiąże sprawę sam. Nigdy jeszcze nie powiedział tego wyraźniej.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)