Okazuje się, że nie trzeba było aż izraelskiego „Bibi Bomb” w ONZ - utrzymanego celowo w konwencji komiksowej - żeby pojąć bezmiar cywilizacyjnej zapaści wywołanej rządami mułłów w Iranie. Do złudzenia przypomina to obciachy, których nikomu w b. socbloku tłumaczyć nie ma sensu.
Wg „Daily Mail” ludzie z otoczenia Ahmadineżada wykorzystali pobyt w NYC, żeby za swoje dietki dewizowe porobić okazyjne zakupy. Dokładnie tak samo postępowali kiedyś ludzie ze Wschodu, żywiąc się na Zachodzie przysłowiową „skumbrią w tomacie” i wydając szmal na jakieś szmaty etc.
Obecne zeszmacenie Irańczyków spowodowane jest sankcjami mającymi zmusić reżim do przerwania programu atomowego. Diety ledwo im starczyły, bo inflacja u nich tylko w br. przekroczyła już 100% - kupowali adidaski dla dzieci, przecenione szampony i mydełka & czopki przeciwbólowe „Tytamol”.
Im większy kanał, tym denniejsza propaganda - jak z tym oszalałym Urbanem i jego śpiworami dla nowojorskich bezdomnych. Tym razem irańska agencja „Fars” nagłośniła całkiem na serio wyniki sondażu: 60 procent białych Amerykanów głosowałoby na Ahmadineżada zamiast na „Murzyna Obamę”.
Ten sensacyjny sondażyk był naturalnie najnowszym, wyrafinowanym... żartem satyrycznego portalu amerykańskiego „The Onion” - znanego z tego rodzaju właśnie pomysłów... Należąca do „strażników rewolucji” (głównej podpory reżimu) agecja FARS znowu w pełni potwierdziła swoją nazwę:).


Komentarze
Pokaż komentarze (20)