Żydzi w Niemczech (niestety znów tam są) sygnalizują, że antysemityzm zaczął przenikać z peryferii do mainstreamu, czego głównym powodem ma być pogłębiający się kryzys ekonomiczny. „Niemcy, wbrew pozorom, jedynie pozornie przyswoili sobie demokrację, która zależy u nich od pogody”...
Z natury kapryśna aura nie sprzyja ostatnio niemieckiej klasie średniej, która w związku z tym zainteresowała się m.in. znowu rytuałem obrzezania. Częścią niepogody jest też zapewne Gunter GraSS, który po 5 miesiącach opublikował nagle drugi antyizraelski wierszyk pt. „Bohater naszych czasów”.
Tytuł tego krótkiego niestety (tym razem) wierszyka wzięty został ze słynnej powieści Lermontowa, gdzie oznaczał nomen omen... antybohatera*. O tym jednak noblista literacki z etosem hitlerowskim mógł zapomnieć, wychwalając w swym utworze izraelskiego technika atomowego Mordechaja Wanunu.
Ten dziwny człowiek w 1986. zdradził za kasę tajemnice „A” Izraela, za co go potem oderwali od podstawionej panienki na M. Śródziemnym i wtrącili za kraty na 18 lat. GraSS opiewa czyn Wanunu, dokładając Izraelowi w ramach kampanii delegitymizacji, której - w Niemczech - stał się postacią sztandarową.
Jak się rzekło, antyizraelskie wierszyki GraSSa spowodowane są zapewne goethowskim zeitgeistem („duchem czasu”). Nie można oderwac ich jednak od naziolskiej przeszłości autora „Bębenka” a może nawet faktu, że słynny krytyk Marcel Reich-Ranicki** potwornie zjechał jego późniejsze utwory.
@
*W literaturze rosyjskiej słynne pojęcie „zbędnych ludzi”.
** Żyd z Polski nazywany „papieżem krytyki niemieckiej”.


Komentarze
Pokaż komentarze (65)